"Jestem ostrożna, ale dałam się zwieść". Iwona K. zakłada fikcyjne polisy, ludzie tracą dziesiątki tys. zł
Pani Ewa* wpłaciła kilkadziesiąt tysięcy. Miała pieniądze, które zbierała dla dziecka. Bliska znajoma opowiedziała jej o Iwonie K. - że ma pośrednictwo ubezpieczeniowe, że można założyć lokaty na bardzo atrakcyjnych warunkach, że nie ma żadnego ryzyka.
- Koleżanka powiedziała mi przy tym, że sama też wpłaciła - opowiada nasza rozmówczyni. Podkreśla, że namawiano ją, by wpłaciła wszystko, co ma. - Ale ja jestem ostrożna. Zawsze wszystko sprawdzam, przecież były głośne afery z oszustwami na wielką skalę - mówi. Przeszukała więc internet, ale nie znalazła niepokojących opinii o Iwonie K. - wprost przeciwnie, były same opinie pozytywne. Dlatego wpłaciła pierwsze pieniądze, na próbę.
"Nie namawiała, nie była nachalna"
- Muszę przyznać, że Iwona K. robiła bardzo dobre wrażenie, podchodziła psychologicznie, nie namawiała, nie była nachalna. Wprost przeciwnie. Mówiła: "Musicie się państwo zastanowić, przemyśleć". Dawała czas - opowiada pani Ewa. Przyznaje, że przekonała ją możliwość zarobku, tak jak innych wpłacających. - Obiecywany zysk był duży, ale nie na tyle duży, by wzbudzić podejrzenie. Nieco ponad 20 procent, dokładnie nie pamiętam. Oferta kusząca - mówi.
Nagle zniknęła
Gdy pani Ewa miała odebrać zysk, po pierwszym 3-miesięcznym okresie rozliczeniowym, nagle pojawiły się problemy. Właścicielka biura finansowego stała się nieuchwytna, nie odbierała telefonów.
- I okazało się, że owszem, dokument, który od niej dostaliśmy, był autentyczny, bo miała umowy z firmami ubezpieczeniowymi. Tyle tylko, że polisa jest założona, ale nie na nas i nie na wpłaconą przez nas kwotę - opowiada pani Ewa. Zawiadomiła policję.
Prokuratura: "Codziennie zgłaszają się kolejni poszkodowani"
Takich jak pani Ewa jest o wiele więcej. - Trudno na ten moment oszacować, ilu będzie poszkodowanych - przyznają ci, którzy pracują przy sprawie. W chwili zatrzymania Iwony K., w połowie listopada policja informowała o kilkunastu poszkodowanych, którzy mieli stracić ok. 3 milionów złotych. W tej chwili już wiadomo, że poszkodowanych jest o wiele więcej, praktycznie z całej Polski i kwoty strat też będą znacznie większe.
- Do prokuratury codziennie zgłaszają się nowe osoby. Nawet ostatnio był mężczyzna, który miał wpłacić milion złotych - mówi Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Jak dodaje, śledczy mają też informacje z innych prokuratur w kraju, że i na ich terenie działała ta sama osoba i dokumenty w tych sprawach zostaną przesłane do Lublina. Śledztwo jest rozwojowe, możliwe są kolejne zatrzymania.
Kim jest Iwona K.?
Z jej profilu na FB można wyczytać, że jest prezesem multiagencji zajmującej się doradztwem finansowym. Wśród poszkodowanych są podobno m.in. prawnicy, księża, lekarze.
Na forach internetowych w tej chwili przybywa wiele wpisów o zatrzymanej. Oto tylko kilka z nich:
- "Kobieta obiecuje wiele ale to wielkie kłamstwo. Bogaci się na ludziach ciężko pracujących"
- "Wyłudza pieniądze pod pretekstem polis, które faktycznie nie istnieją. Wystawia lewe dokumenty"
- "Buduje swoje imperium na ludzkiej krzywdzie"
- "Ustaliłam, że mimo wpłaconych pieniędzy moje konto nie istnieje, a papiery to jedna wielka fałszywka"
- - "Nagłośnienie tej sprawy przez media to jedyna szansa, by osoby poszkodowane miały szanse na cokolwiek".
- Zawsze w tego typu postępowaniach bierzemy pod uwagę, że sprawca mogła działać wspólnie i w porozumieniu, to wszystko zależy od sytuacji faktycznej. Śledztwo jest prowadzone przeciwko tej jednej osobie, ale prowadzone czynności mogą nas doprowadzić do innych ustaleń - mówi prokurator Agnieszka Kępka.
I dodaje, że Iwona K. w toku przesłuchania w prokuraturze przyznała się do zarzucanego jej czynu. - Składała wyjaśnienia co do których treści nie mogę dzisiaj ujawniać. Te okoliczności, które ujawniła, muszą zostać sprawdzone - dodaje rzeczniczka prokuratury.
*Imiona zostały zmienione.