,
Obserwuj
Świat

Zmiany w sądownictwie to PRL bis. ''Na niezawisłość sędziego nie da się naciskać. To kwestia charakteru''

4 min. czytania
30.03.2017 15:54
- Patrzę na to, kto robi tę reformę i nie wydaje mi się, by robili ją fachowcy - sędziowie starszego i młodego pokolenia o reformowaniu sądownictwa.
|
|
fot. CEZARY ASZKIEŁOWICZ

Już w pierwszych dniach kwietnia Sejm ma się zająć projektem zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmienić ma się również prawo o ustroju sądów powszechnych i ustawa o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury.

Zdaniem wielu prawników, zmiany niczego dobrego nie wróżą, bo dają władzy zbyt duże możliwości wpływania na sądy. Rozmawialiśmy z sędziami starszego i młodszego pokolenia. Również z tymi, którzy orzekali w PRL i doskonale pamiętają tamte czasy. Wiedzą jak było i domyślają się, jak może być.

Bogdan Tracz, Sąd Apelacyjny w Lublinie, orzeka od 1972 roku

Sędzia wspomina swoje początki jako okres dość trudny, szczególnie do 1975 roku. – Faktem była wtedy chęć wywierania wpływu na sądy przez powiatowych sekretarzy PZPR. Dopiero po tym, jak zlikwidowano powiaty, zlikwidowano również komitety powiatowe partii i wtedy te wpływy radykalnie się zmniejszyły – mówi sędzia Tracz.

Podkreśla, że w sposób bezpośredni nikt nie wtrącał się w jego wyroki, ale próbowano to robić za pośrednictwem prezesa sądu w Tomaszowie, w którym orzekał. – W komitecie rozmawiano właśnie z prezesem. I on miał taką zasadę – może dobrą, może złą – mówił mi: „Wiesz, powiedziano mi, że pogląd partii jest taki a taki. Co z tym zrobisz, to twoja rzecz” – mówi nasz rozmówca. Sędzia podkreśla, że presja, by sędziowie w swoim orzecznictwie realizowali politykę państwa wzmogła się w stanie wojennym i w latach 80-tych.   

Jak może być teraz? - Jeśli już w paru sprawach wszczęto postępowania (dyscyplinarne – przyp. red.), bo sędziowie orzekali nie tak jak oczekuje prokurator czy minister, to jest się czego obawiać. Takich rzeczy nigdy nie było - że wszczyna się postępowanie w sprawie wciąż toczącej się o to, że sędzia nie dopełnia obowiązku. To najbardziej jaskrawy przykład niedozwolonych wpływów – mówi nam sędzia Tracz.

- Obawiam się też, że dojdą do głosu sędziowie, którzy będą chcieli zrobić karierę na fali tych obecnych zmian. Bo jak patrzę na to, kto robi tę reformę, to nie wydaje mi się, by robili ją fachowcy. I to jest chyba nie tylko moje wrażenie – mówi sędzia. – Jak zmienią ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, nie będzie już swobody w wyborze kandydatów na sędziów. A to może się skończyć tym, że do zawodu dostanie się więcej osób, którym będzie wszystko jedno, oportunistów – dodaje.

Andrzej Kaczmarek, Sąd Apelacyjny w Lublinie, nominację uzyskał w 1982 roku, orzekał m.in. w sądach wojskowych

Sędzia mówi nam, że nigdy nie spotkał się z bezpośrednimi naciskami, by orzekał po linii partii czy rządu, a orzekał m.in. w sprawach z dekretu o stanie wojennym. Jednocześnie jednak przyznaje, że słyszał o tym, że niektórzy mieli zastrzeżenia do jego wyroków. – Docierały do mnie sygnały, że wojewódzki komendant milicji wyrażał dezaprobatę z wyroków, które dotyczyły funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i milicji obywatelskiej. Usłyszałem od jednej z zaufanych osób, że przychodzi generał i mówi „Jak długo jeszcze tego ch…a będziecie tu trzymać?” – Ale nigdy mój bezpośredni przełożony nic mi na ten temat nie powiedział, nie dał mi do zrozumienia, że coś zrobiłem nie tak  – mówi Kaczmarek.

Kaczmarek podkreśla, że nie porównywałby tego, co dzieje się obecnie, z tym, co miało miejsce w PRL. – Od tego czasu wszystko się zmieniło, szereg rzeczy zostało uregulowanych wprost w Konstytucji, obowiązuje - a przynajmniej obowiązywała - zasada trójpodziału władzy, gwarancje sędziowskie nie zostały konstytucyjnie zachwiane, a jednak dochodzi do sytuacji, które trudno jest zaakceptować – mówi sędzia. Jako przykład podaje sprawę odmowy nominacji dla grupy sędziów. 

– Nie będę się wypowiadał w kwestiach politycznych, mnie polityka nie interesuje. Nigdy nie kontestowałem i nie wypowiadam się w sposób stanowczy na temat polityki, byleby tylko nie mieszać ludziom w głowie – dodaje nasz rozmówca.

Leszek Pietraszko, Sąd Apelacyjny w Lublinie, w wymiarze sprawiedliwości od 1980 roku, w ostatnim czasie był dyrektorem Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury

Sędzia podkreśla, że na własnej skórze nigdy nie odczuł nacisków władzy. - Osobiście w żadnej konkretnej sprawie nacisków nikt na mnie nie wywierał. Kwestia nacisków to kwestia odporności sędziego, poczucia jego niezależności, jego przygotowania zawodowego, odwagi cywilnej. A więc, oprócz pewnych rozwiązań prawnych zawartych w Konstytucji, w ustawach, to również kwestia jego charakteru. Jeśli ktoś chciał być niezależny i niezawisły w latach 80-tych, to nie miał z tym problemu. Czy każdy był niezawisły? To pytanie, na które w tej chwili nie udzielę odpowiedzi - mówi L. Pietraszko.

Czy niezawisłość teraz może być zagrożona? - Trudno powiedzieć. Są oczywiście obawy, że może być naruszona zasada trójpodziału władzy, że może być ograniczona niezależność sądów, ale niezawisłość rozumiana jako kwestia charakteru, osobowości i kwalifikacji sędziego zagrożona nie jest. Chyba, że ktoś zmieni Konstytucję i konstytucyjne zasady nieusuwalności sędziego czy nieprzenoszalności sędziego – chodzi o to, że sędziego nie można przenosić tak sobie, dowolnie, z miejsca na miejsce – mówi Kaczmarek.

Leszek Pietraszko doskonale zna zasady kształcenia młodych sędziów, kierował Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury. Jak mówi, system kształcenia jest obecnie na bardzo wysokim poziomie.

A zmiany? - Istotne jest, kto będzie szkolił tych młodych ludzi, jakie będzie im wartości przekazywał, czy będzie im wpajał poczucie sprawiedliwości, obiektywizmu, niezawisłości, niezależności od różnych wpływów. Konstytucja mówi, że sędzia podlega tylko Konstytucji i ustawom. I chodziłoby o to, aby absolwent takiej szkoły miał tego świadomość. Żeby miał też świadomość, że od jego postawy, odwagi cywilnej będzie zależał los ludzi, którzy powierzają swoje sprawy sądom – mówi Leszek Pietraszko.