Izrael w finale Eurowizji. "Wydarzenie do cna polityczne"
Tegoroczna edycja konkursu Eurowizji z pewnością przejdzie do historii jako jedna z najbardziej kontrowersyjnych i można to stwierdzić jeszcze przed sobotnim finałem. A wszystko za sprawą uczestnictwa Izraela i reprezentującej go piosenkarki Eden Golan. Gość Anny Piekutowskiej w audycji "Popołudnie radia TOK FM", publicysta i doktorant stosunków międzynarodowych Central European University w Wiedniu Dominik Sipiński przyznał, że decyzja o nieusuwaniu Izraela z konkursu i całej Europejskiej Grupy Nadawców (EBU) była mocno naciągana.
Oficjalnie nastąpiło to z powodów formalnych, ponieważ uznano, że należący do EBU izraelski nadawca publiczny Kan 11 jest niezależny od rządu, w związku z tym nie ma powodów, żeby go wykluczyć. Jak wskazał gość TOK FM, wszystko odbywa się według nieoczywistych reguł. Z jednej strony Rosja została wykluczona z EBU zaraz po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, tymczasem Azerbejdżan, który w rankingu "Reporterów bez granic" jest jeszcze niżej od Rosji i nie ma tam żadnej wolności mediów, jest członkiem EBU i rokrocznie występuje podczas konkursu.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Udawana apolityczność
- Eurowizja jak każde wydarzenie, które reklamuje się jako apolityczne, jest do cna polityczne - przekonywał Sipiński. Jego zdaniem właśnie jako takie powstało. Pierwsza Eurowizja odbyła się w 1956 w bardzo politycznym celu jednoczenia Europy i budowania europejskiego otwartego społeczeństwa po wojnie. - Od samego początku była to impreza, która miała służyć celom politycznym i udawała, że jest apolityczna - stwierdził.
Gość TOK FM mówił, że do dzisiaj to wszyscy wiedzą, a zwłaszcza państwa, które bardzo otwarcie wykorzystują Eurowizję do budowania wizerunku, do marketingu politycznego. Jako doskonały przykład takiego państwa wskazał właśnie Izrael, pokazując, że nawet geograficznie nie jest w Europie. Tymczasem jest członkiem EBU i wykorzystuje Eurowizję (którą nawet kilkukrotnie wygrał) do budowania wizerunku państwa otwartego, tolerancyjnego i z "europejską kulturą".
Zdaniem Sipińskiego ciężko, patrząc na tegoroczny konkurs Eurowizji, uciec od porównania z "Igrzyskami śmierci". - Oglądamy dystrykt pierwszy, stolicę, która się przebiera w popkulturę, w kiczowatą, ale niezwykle popularną imprezę - rozwijał analogię. I stwierdził, że właśnie ta popularność sprawia, że ta impreza wciąż ma znaczenie. W zeszłym roku konkurs oglądało 162 miliony osób. Publicysta był przekonany, że w tym roku widownia jeszcze wzrośnie. - To jest ogromna płaszczyzna do marketingu politycznego - tłumaczył
Pierwsze wybuczenie
- Jest olbrzymim dysonansem, że zajmujemy się konkursem artystycznie nieszczególnie dobrej często piosenki i odwracamy w ten sposób uwagę od ludobójstwa w Gazie i od wielu innych kryzysów na świecie - przyznał. Ale twierdził przy tym, że ważne, by tę Eurowizję wykorzystać do zwracania uwagi na sprawę. Choć dodał, że sama ta kampania w tym roku okazuje się bezproduktywna, czy wręcz kontrproduktywna, skoro Izrael nie tylko przeszedł do finału, ale jest w nim jednym z faworytów.
Jednak, jak zauważył, dyskusja się toczy. - Chyba po raz pierwszy w historii Eurowizji wczoraj w trakcie półfinałów artystka faktycznie została wybuczana na scenie - stwierdził. I udało się to mimo bardzo daleko idących zabiegów, żeby to wyciszyć, żeby nie pokazywać publiczności, żeby nie pozwalać na wnoszenie flag palestyńskich.
Izraelskie uderzenie na Rafah. 'Nie negocjowali z Hamasem w dobrej wierze'
- Na pewno finał będzie ciekawy - przekonywał Sipiński. Dodał, że już w trakcie półfinału australijski artysta miał na ciele wymalowany symbol arbuza, który jest symbolem prawa Palestyńczyków do samostanowienia. Również artyści ze Szwecji czy Holandii symbolicznie okazali swój sprzeciw. Jest więc szansa, że w trakcie finału niektórzy będą demonstrować, choć organizatorzy grożą im za to dyskwalifikacją, utrzymując, że to w imię apolityczności imprezy.
Milczenie jest pozycją polityczną
Tymczasem wystarczy przyjrzeć się reprezentującej Izrael Eden Golan, by wyraźnie zauważyć polityczność tego wyboru. - Golan wydaje się być takim typowym produktem współczesnej popkultury w najgorszym tego słowa rozumieniu. Czyli jest młodą kobietą, której cała kariera była skoncentrowana na tym, żeby ładnie wyglądać i dobrze śpiewać - mówił Sipiński. Podkreślił, że Golan sama nie zabiera głosu w jakiejkolwiek sprawie, co oczywiście też jest zabieraniem głosu, bo milczenie też jest pozycją polityczną.
Golan, jak opowiadał, pochodzi z rodziny rosyjskich Żydów i choć urodziła się w Izraelu, to większość życia spędziła w Rosji. Brała tam nawet udział w eliminacjach do Eurowizji Junior, ale przegrała. - Występowała na konkursach piosenki na okupowanym już wtedy przez Rosję Krymie nie mając z tym żadnego problemu, ani wtedy, ani wydaje się do dzisiaj - gość TOK FM przytaczał fragmenty jej biografii. Zaznaczył także, że jej piosenka dwa razy została odrzucona przez Eurowizję, bo uznano ją (nawet jak na niskie standardy Eurowizji) za zbyt polityczną. Była to bowiem pieśń o wydarzeniach z 7 października zeszłego roku i o tym, jak Izrael jest biedny w całej tej sytuacji.