"Proszę wysokiego sądu, dobrowolnie poddam się karze"
Polacy o sądach nie mają dobrego zdania. Sprawy - nawet drobne - się ślimaczą latami. natomiast dobrowolne poddanie się karze to wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzania rozprawy. Dotyczy spraw karnych.
Jedno spotkanie, bez biegłych i dogadują się
W tym błyskawicznym trybie kończą się sprawy za kierowanie samochodem po kielichu, kradzieże, włamania, oszustwa, wyłudzenia czy korupcję. Ale też wiele innych, bowiem w grę wchodzą przestępstwa, przy których kodeks karny jako górną granicę kary wyznaczył 10 lat więzienia (poza zbrodniami).
Oskarżony uzgadnia karę z prokuratorem i przychodzi do sądu tylko na jedno posiedzenie. Bez ciągnącego się miesiącami czy latami procesu, powoływania biegłych, wzywania świadków.
Jest wniosek, jest ugoda
- Obserwujemy bardzo dużą liczbę takich spraw. Liczba wniosków o dobrowolne poddanie się karze rośnie - słyszymy w sądach i prokuraturach. Co mówią liczby? Dla przykładu w Sądzie Rejonowym w Lublinie w roku 2011 było ponad 1100 wniosków o dobrowolne poddanie się karze i ostatecznie w tym trybie zapadło 1087 wyroków.
Z kolei Prokuratura Rejonowa w Lublinie tylko w grudniu skierowała do sądu 270 aktów oskarżenia, z czego prawie 120 to dobrowolne poddania się karze (art. 335 kpk). Prokuratura Rejonowa w Puławach w całym ubiegłym roku wysłała do sądu ponad 1400 aktów oskarżenia, z czego 750 to sprawy, w których nie będzie długich procesów, ale zaledwie jedno posiedzenie.
Tak jest w całej Polsce
Z danych, do których dotarło TOK FM, wynika, że w roku 2010 - 55 proc. wszystkich aktów w Polsce oskarżenia zawierało wniosek w trybie art. 335. Z kolei w pierwszym półroczu 2011 roku było to już więcej, bo średnio w skali kraju 55,5 proc. Ale były apelacje, w których wskaźnik ten był jeszcze wyższy, przekraczający 60 proc. (Łódź, Białystok i Wrocław).
Danych statystycznych z całego 2011 roku jeszcze nie ma.
Krótko, bez komplikacji
Prawnicy nie mają wątpliwości: oskarżeni godzą się na dobrowolne poddanie się karze, bo mają sprawę z głowy. Jedno posiedzenie, jedna wizyta w sądzie i finisz. Zwłaszcza gdy dowody są oczywiste, a Kowalski przyznaje się do winy. Oskarżeni to wiedzą, są pouczani przez prokuratora, ale też przez swoich obrońców. - Wnioski o dobrowolne poddanie się karze w sposób rzeczywisty wpływają na skrócenie biegu postępowania karnego - nie ma wątpliwości Wojciech Wolski, prezes Sądu Rejonowego w Lublinie. - Jest to instytucja bardzo potrzebna, upraszczająca i przyspieszająca postępowanie - dodaje z kolei prokurator Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Same zyski
Dobrowolne poddanie się karze często po prostu się opłaca, bo można z prokuratorem wynegocjować łagodniejszy wyrok. - Wyrok w tym trybie może być wydany z nadzwyczajnym złagodzeniem kary. I jest to swoista premia - mówi prokurator Andrzej Jeżyński z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie.
I dodaje, że niejednokrotnie jest tak, że za to samo przestępstwo osoba, która poddaje się karze zostaje potraktowana o wiele łagodniej niż ten, kto decyduje się na normalny, nie wiadomo jak długo trwający proces.
Przy zastosowaniu dobrowolnego poddania się karze wyrok z prokuratorem można negocjować, tymczasem w sądzie, na tradycyjnym procesie, takiej możliwości już nie ma. A w trakcie negocjacji w prokuraturze zawsze można coś "ugrać".
Był np. przypadek, gdy pijany kierowca negocjował z prokuratorem wymiar kary. Ostatecznie dostał karę więzienia w zawieszeniu i zakaz kierowania pojazdami, ale z wyłączeniem ciągników. Bo zarabiał na życie jeżdżąc traktorem, prokurator poszedł mu na rękę.
'335' to duże oszczędności
Gdy ktoś dobrowolnie poddaje się karze, wyrok zapada z reguły na posiedzeniu, pierwszym i jedynym. A to oznacza duże oszczędności. Bo prowadzenie postępowania w trybie zwyczajnym to koszty. Wiążą się z wzywaniem świadków, przyznawaniem zwrotu kosztów dojazdów, wywoływaniem opinii biegłych. A to duże pieniądze. Godzina pracy biegłego kosztuje od 22 do 31 zł, ale opinie często przygotowuje się przez wiele miesięcy.
Bywa, że rachunki od biegłych opiewają na kilka tysięcy zł, a czasami nawet więcej. Obrońcy z urzędu to też niemałe wydatki - tu kwoty są różne, raz jest to 140 zł, innym razem 1500 zł. Wszystko zależy od tego, czego dotyczy sprawa i jak przebiega. Sąd zwraca też koszty dojazdów na rozprawę świadkom czy biegłym (tyle ile kosztują bilety). Dodatkowo, jeśli ktoś przyjeżdża do sądu w czasie pracy i to udokumentuje to dostaje 86,20 zł. Przy dobrowolnym poddaniu się karze wszystkie te koszty znikają.
Oczywiście tu też mogą być odstępstwa, bo jak podkreśla prezes Wojciech Wolski, dobrowolne poddanie się karze to nie jest automatyzm. - Sąd każdorazowo musi przeanalizować wniosek prokuratury, również w kwestii wymiaru kary - mówi Wolski. Bywa, że sąd nie zgadza się na zastosowanie art. 335 i wtedy jest normalny proces, ale takie sytuacje należą do rzadkości.
Negocjacje negocjacjom nierówne
By dobrowolnie poddać się karze, podejrzany musi to wynegocjować: albo z policjantem (za zgodą prokuratora), albo bezpośrednio z prokuratorem. Jeśli Kowalski jest podejrzany o dokonanie np. kradzieży, a prokuratura ma na to dowody, wówczas zaczynają się negocjacje.
- One nie są w żaden sposób sformalizowane - zastrzega prokurator Andrzej Jeżyński. Rozmowy przybierają formę dyskusji. Podejrzany chce dla siebie np. dwóch lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat, a prokurator mówi "to za mało". I próbują dojść do kompromisu. Ale nie zawsze go osiągają. - Jeśli ktoś proponuje karę, która jest rażąco za niska, prokurator wskazuje, że zejście poniżej jakiegoś "pułapu" absolutnie nie jest możliwe - wyjaśnia Syk - Jankowska.
Celnicy, pijani kierowcy, oszuści, czyli kto?
Dobrowolnie poddali się karze m.in. celnicy z Chełma i Dorohuska. Przyjmowali łapówki w kwotach od 40 do 80 tysięcy złotych, m.in. za przepuszczanie samochodów bez odpraw celnych i za przyspieszanie procedur. Dostali kary więzienia w zawieszeniu, grzywny i obowiązek naprawienia szkody. Muszą zwrócić przyjęte łapówki.
Na błyskawiczne zakończenie sprawy przystała też kobieta, która prowadziła dwa punkty opłat w Lublinie. Mieszkańcy dokonywali tam wpłat za czynsz, gaz, prąd, wodę. Tyle, że pieniądze nie trafiały tam, gdzie powinny. Kobieta odpowie za przywłaszczenie ponad 120 tysięcy złotych wpłaconych przez klientów. Też chce dobrowolnie poddać się karze. Dogadała się z prokuratorem, że dostanie karę 2 lat więzienia w zawieszeniu i w ciągu roku spłaci wszystkie przywłaszczone pieniądze.
Dobrowolnie poddać się karze chce też np. część kierowców, którzy dawali łapówki policjantom z Buska Zdroju. Na ławie oskarżonych są i kierowcy, i policjanci. Szesnastu kierowców złożyło wnioski w trybie art. 335 kpk.
Przykłady można mnożyć, bo takie historie są w prokuraturze na porządku dziennym. Bywa też tak, że oskarżony na etapie postępowania w prokuraturze ma wątpliwości, ale zmienia zdanie w sądzie. Może to zrobić na pierwszej rozprawie, w myśl art. 387 kpk. Wtedy też poddaje się karze i proces jest krótki.
Ile trwają procesy?
Gdy Kowalski nie chce dobrowolnie poddać się karze, sprawa trafia do sądu. A tam proces może trwać latami. I tak np. w czerwcu 2007 roku do sądu w Lublinie wpłynął akt oskarżenia przeciwko lekarzowi Sewerynowi S., oskarżonemu o przyjęcie prawie 40 łapówek. Jak ustaliła prokuratura, lekarz przyjmował łapówki za wykonywanie operacji i opiekę nad pacjentem. Czasami sam miał żądać pieniędzy, i od ich uzyskania uzależniał wyznaczenie terminu zabiegu. Brał od 50 do 1000 zł jednorazowo, zwykle po 200 lub 300 zł, niekiedy także alkohol. Wyroku nie ma do dziś.
Albo inna sprawa: oszusta, który oferował pracę zagranicą. Było prawie dwa tysiące oszukanych. Akt oskarżenia też wpłynął w 2007 roku, a wyrok zapadł w połowie 2011 roku.
Nowy album zdjęć seksownej Marilyn. Sesja 6 tygodni przed śmiercią