Apteki reklamować się nie mogą, ale stowarzyszenia i owszem. Sposób na zakaz?
Tak jest m.in. w Lublinie. Do mieszkańców miasta trafiła gazetka wydana przez Stowarzyszenie 'Zyskaj zdrowie' - wcześniej był to prowadzony w aptekach program zdrowotny. W grudniu 2011 roku, przed wejściem w życie przepisów zabraniających aptekom prowadzenia działalności reklamowej, farmaceuci założyli stowarzyszenie. W ramach stowarzyszenia, jak mówi nam reprezentująca je Beata Dejer, organizowane są akcje prozdrowotne, m.in. badania spirometryczne czy porady dermatologiczne, jeździ specjalny ambulans medyczny, w którym można się przebadać.
Gazetka, a w niej rekomendowane ceny
Stowarzyszenie to jednak nie tylko badania, to także gazetka. - Dostałem taką gazetkę. Są w niej leki, np. na przeziębienie i coś tam na odchudzanie, i są też ceny. Wiem, że można kupić taniej - mówi nam pan Jacek, mieszkaniec Lublina. W gazetce rzeczywiście znajdziemy leki i rekomendowane przez stowarzyszenie ceny.
Mówimy ludziom, że można kupić leki taniej
- Informacyjna akcja stowarzyszenia jest oderwana od aptek jako takich. W żadnym wypadku stowarzyszenie nie informuje, gdzie można kupić produkty, nie podaje adresów aptek - podkreśla radca prawny Przemysław Bryłowski upoważniony przez zarząd stowarzyszenia do wypowiedzi dla TOK FM.
Co z rekomendacją cen? - Stowarzyszenie stara się pokazać pacjentom, że można taniej, że nie wolno przepłacać - mówi. I zaraz dodaje, że rekomendacja nie ma żadnego znaczenia, członkom stowarzyszenia [aptekom - przyp. red.] nikt niczego nie narzuca.
Nikt nie łamie prawa
Prawnik próbuje nas przekonać, że stowarzyszenie, wydając gazetkę, nie łamie prawa. Ale wiadomo, że organizacja nieprzypadkowo powstała w grudniu 2011, tuż przed wejściem w życie nowych przepisów. - Członkowie-założyciele stowarzyszenia starali się utrzymać to, co dotychczas oferowali pacjentom, ponieważ wcześniej funkcjonowały na rynku programy, które w ramach ogólnej opieki farmaceutycznej kierowały do pacjentów istotne informacje pozwalające na polepszenie stanu zdrowia - mówi Bryłowski.
I dodaje, że nowe regulacje to uniemożliwiły. - Istniało ryzyko, że tego typu działania będą uznane za reklamę aptek, a ta jest zabroniona i zagrożona poważnymi sankcjami - słyszymy.
Przemysław Bryłowski podkreśla, że aptekarze po wprowadzeniu nowych przepisów częściowo mogli się poczuć oderwani od własnej misji zawodowej. - Zdecydowano się na działalność w formie stowarzyszenia, które nie prowadząc aptek i nie prowadząc działalności kontrolowanej przez przepisy prawa farmaceutycznego, mogłoby pomagać obywatelom, tak jak robiło to dotychczas - mówi Bryłowski.
Siedziba stowarzyszenia mieści się w dużej lubelskiej hurtowni farmaceutycznej. Ale prawnik zapewnia, że to nie ma znaczenia. - Przedsiębiorstwo, o którym pani mówi, było na tyle miłe, że udostępniło nam lokal. Powodem jest po prostu kwestia lokalowa - tłumaczy reporterce TOK FM Przemysław Bryłowski. Jednak mimo że stowarzyszenie nie ma - jak twierdzą nasi rozmówcy - bezpośredniego związku z hurtownią, to jednak na stronie tej organizacji widnieje także... logo hurtowni.
Inspektor farmaceutyczny zbada sprawę
W gazetce wydanej przez to konkretne lubelskie stowarzyszenie pojawiły się leki i rekomendowane ceny. Sprawa już trafiła do Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego. - W chwili obecnej mogę tylko potwierdzić, że taka sprawa wpłynęła. Zobaczymy, jak potoczy się to postępowanie. Decyzja należy do Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego. Tę sprawę musimy też przedyskutować z naszym radcą prawnym - mówi TOK FM szefowa działu aptek Izabela Machorowska-Kiciak. W gazetkach stowarzyszenia nie ma adresów aptek i trzeba rozstrzygnąć, na ile jest to dla tej sprawy kluczowe.
Kara może być duża
W Lublinie zakończyły się już natomiast dwa inne postępowania w sprawie gazetek i folderów reklamowych. Jedna dotyczyła fundacji, która wydała broszurę z cenami leków, ale także z adresami aptek. Na razie inspektorzy nie nałożyli kar finansowych (które mogą być wysokie, bo do 50 tysięcy złotych) - wezwano jedynie apteki do zaprzestania działalności reklamowej.
Ale podobne sprawy są też w innych regionach Polski, m.in. na Mazowszu. Tam do tej pory wydano dwie decyzje, dwanaście spraw jest w toku. Wojewódzki inspektor Małgorzata Szelachowska przyznaje, że i na tym terenie pojawiły się fundacje. - Jest próba obejścia przepisów dotyczących zakazu reklamy poprzez organizację fundacji. A nad fundacjami nadzór sprawuje minister zdrowia. I mamy w toku jedną sprawę dotyczącą takiej fundacji - mówi nam pani inspektor. Ta sprawa też dotyczy materiałów informacyjnych wydanych przez fundację. Postępowanie trwa, na razie - jak mówi Szelachowska - trudno przewidzieć, w którą stronę pójdzie.