,
Obserwuj
Świat

Rodzina z ogłoszenia na słupie zasypana darami. "Do dziś się dziwię, że obcy ludzie chcieli nam pomóc"

4 min. czytania
05.10.2012 07:00
Kilkaset maili z deklaracją pomocy, wzruszające telefony, paczki z ubrankami i wpłaty na konto. Tak słuchacze Radia TOK FM i internauci odpowiedzieli na ogłoszenie na latarni w centrum Lublina. Młoda mama, studentka psychologii, szukała pomocy dla swojej rodziny, bo wpadła w spiralę zadłużenia i nie mogła wyjść na prostą. - Mówiłem żonie, że to nie ma sensu. Cieszę się, że się myliłem - mówi mąż pani Agnieszki.

Pani Agnieszka to studentka psychologii, mężatka, młoda mama. Jej synek Adaś nie ma jeszcze półtora roku. Mąż to osoba chora, na rencie, od czasu do czasu znajdująca jakąś dorywczą pracę. Rodzina mieszka na stancji, ale nie miała z czego za nią płacić, wpadła w tarapaty finansowe. Najpierw jeden kredyt, potem drugi, kolejny, w tym w Providencie. I zaczęła się spirala, z której młodzi ludzie nie mogli wyjść.

Studentka nie ma na kogo liczyć, wychowywała się w rodzinie zastępczej, u dziadków. Dziadek niedawno zmarł, a babcia sama ledwo wiąże koniec z końcem i w ogóle nie wie o problemach wnuczki. - Wstyd się do tego przyznać - mówiła nam kilka tygodni temu pani Agnieszka. O problemach nie wiedziała też uczelnia, koleżanki ze studiów. kobieta powiesiła ogłoszenie, na zwykłej kartce papieru, odręcznie napisane, przyklejone taśmą samoprzylepną. 'Uboga rodzina przyjmie ubranka dla dziecka, buciki, zabawki, pampersy, żywność '. I numer telefonu. Ogłoszenia jednak nikt nie zauważył, nikt nie zaoferował pomocy. Dopiero po tym, jak opisaliśmy historię pani Agnieszki, ruszyła lawina.

Maile z Polski i świata

 

Do reporterki TOK FM przyszło ponad 700 maili z pytaniem, jak można pomóc, i z konkretnymi deklaracjami pomocy. Część osób kontaktowała się bezpośrednio z panią Agnieszką. - To były często długie rozmowy, nawet ponadgodzinne - mówi bohaterka reportażu w TOK FM. Często wzruszające, o dzieciach, o tym, jak wyjść na prostą.

Adasiowi podoba się kierownica

 

Do rodziny cały czas docierają paczki. - Ubranka dla małego, zabawki, żywność - wylicza pani Agnieszka. I dodaje, że pomoc przychodzi i z Polski, i z zagranicy, m.in. z Anglii czy Belgii. Ubranka są najczęściej używane, ale w bardzo dobrym stanie; są też całkowicie nowe, z metkami, na różne rozmiary. A zabawki? - Kolorowe, świecące, grające. Adasiowi najbardziej przypadła do gustu taka kolorowa kierownica - mówi młoda mama. Na krzesełku do karmienia dziecka siedzi niebieski pluszowy miś, też od dobrych ludzi. Z kolei pampersów i mleka w proszku jest tyle, że na pewno wystarczy co najmniej do końca roku.

Pani Agnieszka przyznaje, że po cichu liczyła, że po emisji reportażu 'Biedny wstyd' ktoś się odezwie. - Ale liczyłam tylko na pomoc rzeczową. Nie myślałam, że będą to też pieniądze - przyznaje ze łzami w oczach. Mąż mojej rozmówczyni, pan Tomasz, też lewo powstrzymuje łzy. - Tylu ludzi się odezwało. Do dziś się dziwię, że obcy ludzie potrafili nam pomóc . To coś wspaniałego, bardzo, bardzo dziękuję - mówi.

Pan Tomek był niedowiarkiem i dziś tego nie ukrywa. - Mówiłem żonie, że to ogłoszenie nie ma sensu. Cieszę się, że się jednak myliłem - dodaje. Wiele razy miał złe myśli. - Głowa bolała od problemów, że nie ma się z czego zapłacić za stancję czy spłacić kredytu - mówi. Dziś spłacili już wszystkie długi (było to ponad 5 tysięcy złotych). - Z całego serca dziękujemy - mówi pani Agnieszka. - To taki kamień z serca zdjęty - dodaje jej mąż. I zapewnia, że nie będzie już żadnych kredytów.

Marzenie: 'Wyjść na zero'

 

Gdy rozmawialiśmy z panią Agnieszką kilka tygodni temu, marzyła o jednym - by wyjść na zero i spłacić długi. Ale marzenia się zmieniają. Dziś długów nie ma, wierzą, że uda im się związać koniec z końcem. Dziś postawili sobie kolejny cel: zmienić mieszkanie. W tym, w którym mieszkają teraz, jest wilgoć, przez co mały Adaś choruje. Dlatego chcą wynająć coś innego. Czekają też w kolejce na mieszkanie komunalne. Pani Agnieszka jest piętnasta na liście byłych wychowanków domów dziecka i rodzin zastępczych. Po cichu liczy, że i to marzenie o własnych czterech ścianach uda się szybko spełnić.

Co było najbardziej wzruszające?

Bohaterka naszego reportażu na pytanie, co było najbardziej wzruszające, bez chwili zastanowienia odpowiada: To, że ci, którzy mają mało, też chcieli się podzielić. Choćby drobną wpłatą czy przesłaniem ubrań po swoich pociechach. - A wysłanie paczki też przecież kosztuje - mówi pani Agnieszka. Ktoś przelał im na konto tysiąc złotych. - To dla nas bardzo duże pieniądze - mówi.

Ci, którzy pomagali, często pisząc do nas mail, prosili o całkowitą anonimowość. Jeden z internautów, po wysłaniu do niego podziękowań za 'wielkie serce', odpisał nam, że 'wielkiego serca' nie ma, ale ma tyle, że może się podzielić. Może i chce.

Maile wciąż przychodzą.

* Imiona bohaterów zostały zmienione