,
Obserwuj
Świat

6-krotny olimpijczyk: ma "to coś", do szkoły po lekcjach jeździ na rowerze

4 min. czytania
31.05.2013 10:00
Bieniaszówka. Mała wioska na Podkarpaciu, nieco ponad 100 mieszkańców. Cisza, spokój, wokół łąki i pola, zieleń i śpiew ptaków. To tu mieszka 16-letni Kamil, nastolatek, który właśnie kończy gimnazjum. Jest laureatem sześciu olimpiad, nie zdawał testów szóstoklasisty, bez problemów dostanie się do każdego liceum w Polsce.

Skromny, mały, drewniany domek. Na podwórku rudy kot. Jest mama Kamila i jego tata, są dwie siostry - jedna jest już nastolatką, druga ma 6 lat. Kamil zaprasza do pokoju, który dzieli razem z tatą. Na ścianach pełno dyplomów. - To tylko część, bo reszta i tak jest w szafie - mówi ojciec 16-latka.

- Jako dziecko byłem urwisem, wszystkiego musiałem dotknąć, rozrabiałem w sklepie - mówi. - Ale to zmieniło się w piątej klasie podstawówki. Wtedy, dzięki nauczycielom, zacząłem brać udział w konkursach. To oni we mnie uwierzyli - dodaje Kamil. Na pierwszym miejscu wymienia pana od matematyki i geografii, ale też pana od fizyki czy nauczycielkę od historii. - Dużo im zawdzięczam - mówi.

'Czasem i mnie zaskakiwał'

Konrad Szumilak od początku uczył Kamila matematyki, potem także geografii - w Zespole Szkół w Łukawicy (kilka kilometrów od Bieniaszówki). Nauczyciel od razu zauważył, że chłopak jest uzdolniony matematycznie. Ale dzieci z pasją do matematyki było więcej. Tyle że Kamil miał to "coś". Chciał coraz więcej i więcej, stawiał pytania i szukał odpowiedzi. - Zdarzało się, że i mnie zaskakiwał - przyznaje nauczyciel. Ale jak dodaje, samą przyjemnością było zagłębianie się w temat razem ze zdolnym uczniem i szukanie rozwiązania czy informacji.

Wygrał sześć olimpiad, w tym roku

Kamil dojeżdża do szkoły szkolnym gimbusem. Ale zajęcia pozalekcyjne są po lekcjach, wtedy gimbus już nie jeździ. - Mimo to zawsze szukał innych sposobów, przyjeżdżał na przykład rowerem - mówi Marian Roman, dyrektor szkoły. Po matematyce przyszła kolej na inne przedmioty i inne konkursy. W tym roku jest laureatem aż sześciu, organizowanych przez podkarpackiego kuratora oświaty (matematyka, fizyka, chemia, geografia, historia i wiedza techniczna). Tytuł laureata daje mu automatycznie szóstkę z danego przedmiotu i bezproblemowe dostanie się do wymarzonej szkoły.

Da się uczyć bez komputera?

Rodzice Kamila żyją z rolnictwa. Mają pole, zbierają truskawki, mają trzodę chlewną. - Nie przelewa się, jest ciężko, ale staram się, żeby niczego nie brakowało - mówi mama Kamila, pani Elżbieta. - Jemu na początku było naprawdę trudno. Nie miał komputera. Potem, wspólnymi siłami, komputer mu zorganizowaliśmy - słyszymy w szkole. Z czasem pojawił się wygrany w konkursie laptop. - Nawet nie wiem, ile tych sprzętów wygrał. Ostatnio wzbogacił się o tablet - mówi dyrektor.

Gubimy się w tym, co syn wygrał

Mama chłopca podkreśla, że syn już od dziecka bardzo dużo czytał. Interesował się różnymi rzeczami i tak jest do dziś. - My się już gubimy w tych jego konkursach i wygranych, tyle ich jest - mówią rodzice. Jednym z ostatnich był bardzo trudny konkurs ortograficzny, który też wygrał. Rodzice - rolnicy wspierają syna, są z niego dumni, ale bywa, że odganiają go od nauki i od książek. - Czasami słyszę, żebym pomógł w gospodarstwie, bo nie chcą, żebym się tak ciągle uczył. A ja wcale nie robię tego ciągle. Po prostu jak wracają do domu, to akurat jest ten moment, jak coś czytam - mówi Kamil.

Śnieg zatrzymał

W zimie był konkurs matematyczny. - To olimpiada matematyczna, ogólnopolska. Bardzo ważny konkurs w matematyce - mówi nauczyciel Konrad Szumilak. Najpierw był etap szkolny, korespondencyjny, potem kolejny w Stalowej Woli, gdzie Kamil wypadł świetnie. Miał jechać na finał olimpiady do Warszawy (przyjeżdża około 200 najlepszych z całej Polski). - Niestety, nie udało nam się dojechać. Warunki pogodowe wzięły górę. Były straszne śnieżyce, autobusy nie jeździły. Nie mogliśmy w ogóle dojechać - rozkłada ręce nauczyciel. - Nie udało się pojechać, ale nie żałuję. Wiem, że to, co mam w głowie, jest najważniejsze, a kolejny tytuł niewiele zmieni - dodaje Kamil.

Wynalazki, astronomia?

16-latek, mimo ogromnych sukcesów, nie jest typem samochwały. Doskonale wie, że może być nazywany chłopakiem ze wsi. - Ale mnie to nie przeszkadza. Tu jest cisza i spokój. I cieszę się, że chodzę do tej małej szkoły - mówi. Marzenia? Zwiedzać świat, poznawać ciekawych ludzi, znaleźć fajną pracę. Kim chce być? Nie chce na razie składać deklaracji, bo, jak mówi, nie wiadomo, co go jeszcze zainteresuje. Może astronomia? Może matematyka? Nie wyklucza pracy naukowej. Od nauczyciela matematyki słyszymy, że w grę mogą wchodzić jakieś wynalazki. - Ale wszystko będzie zależeć od szkoły ponadgimnazjalnej, od tego, na jakich nauczycieli trafi. Można trafić na nauczyciela bardzo dobrego, a można też ten jego talent zaprzepaścić - mówi Konrad Szumilak.

Szkolna pani pedagog usłyszała w telewizji o fundacji, która pomaga dzieciom wiejskim i daje im szansę na dalszą edukację. - Napisałem do tej fundacji. I jej przedstawiciel do nas przyjechał. Kamil ma dostać stypendium - mówią z dumą nauczyciele. Warunek? Musi pójść do najlepszego liceum w swoim województwie albo w województwach ościennych. - To jego decyzja, którą szkołę wybierze. Będę płakać, ale Kamil da radę. Na pewno - mówi mama.