Porażka prokuratury? Były zarzuty o terroryzm. Wyrok dla Czeczena jest za coś zupełnie innego
Proces obywatela Rosji narodowości czeczeńskiej Artura N., który na stałe mieszka w Austrii i ma tam status uchodźcy, przed sądem w Lublinie toczył się dwa lata. Mężczyzna od marca 2012 do listopada 2013 roku siedział w areszcie (ten areszt zostanie mu teraz zaliczony na poczet kary). Śledczy twierdzili, że brał udział w zorganizowanej grupie o nazwie Emirat Kaukaz. On sam od początku nie przyznawał się do udziału w jakimkolwiek terrorystycznym ugrupowaniu.
Przewoził m.in. tysiąc zapalników i kilogram materiałów wybuchowych
Sprawę prowadziła Prokuratura Apelacyjna w Lublinie po zatrzymaniu mężczyzny na przejściu w Dorohusku w marcu 2012 roku. W samochodzie, którym jechał, ukrytych było m.in. prawie tysiąc zapalników i kilogram materiałów wybuchowych. Miał też amunicję i dwa karabiny snajperskie.
I właśnie za przewożenie i posiadanie broni i amunicji został dzisiaj skazany. Wyłącznie za to. Dostał trzy lata więzienia; ma też zapłacić około 40 tysięcy złotych tytułem kosztów postępowania.
W sprawie pomagali Austriacy, ale materiały - niejednoznaczne
Sąd uznał, że nie ma dowodów na terrorystyczne powiązania Artura N. - Nie kwestionując, że pan Artur N. mógł mieć związek z jakąś zorganizowaną grupą przestępczą działającą na terenie Austrii, to jednak stwierdzić należy, że dowodów na to nie ma - dowodów takich, które pozwalałyby rozstrzygnąć tę kwestię jednoznacznie na jego niekorzyść - mówił sędzia Artur Majsak.
Sąd przyznał, że bezsporne jest to, iż w przewóz materiałów niebezpiecznych było zaangażowanych szereg osób. - To nie budzi wątpliwości w świetle dowodów, które zostały dostarczone przez stronę austriacką. Natomiast nie ma dowodów wskazujących na to, że osoby te działały w ramach grupy Emirat Kaukaz - uzasadniał sędzia Artur Majsak. Jak mówił, materiały nadesłane przez Austriaków nie są jednoznaczne, a wynika z nich jedynie podejrzenie udziału w grupie terrorystycznej. Stąd takie, a nie inne rozstrzygnięcie.
Z wyrokiem nie zgadza się prokuratura - prokurator Piotr Łopatyński zapowiedział, że śledczy prawdopodobnie będą się odwoływać. - Muszę przyznać, że część argumentacji ustnej sądu mnie nie przekonała. Ale szczegółowo będę się mógł do tego odnieść po uzyskaniu pisemnego uzasadnienia decyzji sądu - mówił prokurator po wyjściu z sali rozpraw.
Oskarżonego Czeczena w sądzie na wyroku nie było; mieszka w tej chwili w Austrii. Jak podkreślał sąd, wcześniej - mimo pobytu za granicą - przyjeżdżał niemal na każdą rozprawę, nawet wtedy, gdy jego stawiennictwo nie było obowiązkowe.