Emerytki, które paliły znicze dla Piotra Szczęsnego, bez zarzutów. Ale czy sprawa będzie umorzona?
Chodzi o sprawę, którą opisywaliśmy. Jedną z przesłuchanych dzisiaj kobiet jest pani Elżbieta. W Komendzie Miejskiej Policji musiała szczegółowo opowiedzieć o tym, dlaczego te znicze paliła i czy robi to nadal. Nasza rozmówczyni podkreśla, że policjantka rozmawiała z nią tak, jakby w ogóle nie wiedziała o tym, że znicze - w ramach solidarności z Piotrem Szczęsnym - są palone w całej Polsce.
Pytań było więcej, m.in. dlaczego pojawiła się przed biurem PiS o tej a nie innej godzinie i czy zjawiała się tam codziennie. Emerytka usłyszała, że interwencja odbyła się po zgłoszeniu Straży Miejskiej. Wcześniej miało być też inne zgłoszenie, od jednego z mieszkańców kamienicy, przed którą stoją znicze, a któremu ponoć miało to przeszkadzać.
"Nic złego nie robimy"
Pani Elżbieta nie usłyszała żadnych zarzutów, ale nie powiedziano jej również, czy sprawa dotycząca nielegalnego zgromadzenia - taki art. Kodeksu Wykroczeń widniał na druku wezwania na policję - będzie umorzona. I ona, i pozostałe dwie panie od początku twierdzą, że nie mają nic na sumieniu, bo nic złego nie zrobiły.
- To nie było zgromadzenie i w dalszym ciągu nie jest zgromadzenie. Podchodzą ludzie, którzy chcą i kiedy chcą. Zostawiają zapalone znicze, kwiaty
- mówi nasza rozmówczyni.
14 listopada zostanie zorganizowane prawdziwe "zgromadzenie" - o godz. 12.00 rozpocznie się w Zamościu milczące spotkanie w dniu pogrzebu Piotra Szczęsnego. Ten protest zostanie oficjalnie zgłoszony przez panią Elżbietę w Urzędzie Miasta.