,
Obserwuj
Świat

Ten Pakistańczyk podobno stanowi zagrożenie, ale nikt go z Polski nie wydala. Urzędniczy absurd

3 min. czytania
30.11.2017 20:09
Nie dostał zgody na pobyt w Polsce, bo podobno jest niebezpieczny. Tyle że od roku, kiedy złożył odwołanie od odmownej decyzji wojewody, mieszka w Polsce i nikt go z kraju nie wydalił. Gdyby naprawdę był niebezpieczny, nikt by z tym nie czekał - twierdzą prawnicy.
|
|
fot. ( Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Usman, 37-letni Pakistańczyk, mieszka w Polsce od kilku lat. Wcześniej przez kilkanaście lat przebywał i pracował w innych krajach Europy. Ostatecznie w Polsce poznał swoją żonę i zdecydował się zamieszkać tu na stałe.

Standardem jest, że Straż Graniczna sprawdza, czy takie związki nie są fikcyjnymi małżeństwami. W tym przypadku pogranicznicy nie mieli wątpliwości, że nie ma takiego zagrożenia. Redakcja miała wgląd do stwierdzających to dokumentów.– Poznaliśmy się w Warszawie, pojechałam tam do pracy. To było w lipcu 2013roku. Wcześniej rozmawialiśmy też przez internet. Zamieszkaliśmy razem i wzięliśmy ślub – opowiada pani Olga, żona Pakistańczyka.

Niebezpieczny: bo tak

Gdy przed rokiem Usman złożył wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy (wcześniejmiał kartę pobytu), dostał od wojewody lubelskiego decyzję odmowną. Podobno ze względów bezpieczeństwa. Podobno, bo ani on sam ani jego pełnomocnik Jacek Białas z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nie mają wglądu do dokumentów, które są objęte klauzulą "Tajne".

– Cudzoziemiec nie ma dostępu do akt sprawy, czyli nie wie, na podstawie jakich dowodów, jakich okoliczności uznano, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa. W związku z tym nie ma prawa do obrony, nie może przedstawiać żadnych kontrargumentów – mówi Jacek Białas.

Prawnik zwraca uwagę, że sprawa jest dość dziwna, bo – gdyby było zagrożenie– Polska powinna cudzoziemca wydalić:

Przy realnym zagrożeniu prawdopodobnie ta decyzja byłaby wydana bardzo szybko. Natomiast tutaj cały czas urzędowe tryby mielą bardzo powoli. Pytanie brzmi: nad czym oni się tam zastanawiają.

Zdziwiony jest też cudzoziemiec i jego rodzina. – To dla nas śmieszna sytuacja, bo jeśli ktoś jest zagrożeniem dla państwa, to przyjeżdża policja, aresztuje i "do widzenia panu". Mąż mieszkał w Europie czternaście lat i nie był zagrożeniem, a nagle w Polsce jest? – pyta żona. Dodaje, że była niemal wszędzie, ale nikt nie chce jej pomóc. – Wszędzie słyszę, że nic mi nie powiedzą i tyle.

Pani Olga nie kryje, że przez internet ma stały kontakt z żonami innychcudzoziemców – na specjalnej grupie. – Piszą, że jest bardzo dużo negatywnychdecyzji, podobnych do naszej. I jest dużo odwołań od tych decyzji i podobnych problemów – mówi pani Olga. Zastanawia się nad wyjazdem z Polski. – Jakakolwiek byłaby teraz decyzja urzędu, jestem przekonana, że co roku będziemy nękani i będzie to samo, co teraz jest – mówi.

Jak tłumaczy się Urząd do Spraw Cudzoziemców?

Część materiału dowodowego sprawy stanowią dokumenty zawierające informacje niejawne, którym nadano klauzulę: „tajne”. Na gruncie obowiązującego w Polsce porządku prawnego nie ma możliwości udostępnienia stronie dokumentów zawierających informacje niejawne, którym została nadana klauzula TAJNE

– napisał nam rzecznik urzędu Jakub Dudziak.

Na nasze pytanie dotyczące tego, dlaczego cudzoziemiec, jeśli jestniebezpieczny nie został wydalony, rzecznik odpowiedział, że decyzję ozobowiązaniu cudzoziemca do powrotu wydaje Straż Graniczna. Tyle że aniprawnik, ani rodzina nie mają żadnych informacji czy sygnałów o tym, by StrażGraniczna w ogóle takie postępowanie prowadziła.

Próbowaliśmy dowiedzieć się też, dlaczego postępowanie trwa tak długo. „Sprawy dotyczące kwestii bezpieczeństwa państwa są szczególnie trudne i skomplikowane. Ponadto, na długość postępowań wpływa masowy wzrost liczby odwołań kierowanych do Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Decyzja w tej sprawie zostanie wydana najszybciej jak to możliwe, najprawdopodobniej w pierwszej połowie grudnia” – napisał nam Jakub Dudziak. Dodał, że decyzja Urzędu będzie wydana "najszybciej jak to możliwe, najprawdopodobniej w pierwszej połowie grudnia".

Jednak sprawa może mieć drugie dno. Nasi rozmówcy twierdzą, że prawdopodobną przyczyną odmowy może być to, że kilka lat temu Pakistańczyk współpracował przy tworzeniu reportażu o nieciekawych warunkach panujących w

Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Białymstoku, w którym przebywał.