Wyjęła drewniany palik z napisem "krzyż" i zaczęły się kłopoty. Ksiądz złożył donos

- To był drewniany kołek maźnięty żółtą farbą. Dla mnie był to przedmiot, który stanowił zagrożenie dla innych - powiedziała "Gazecie Wyborczej" pani Aleksandra, która za wyjęcia z ziemi palika będzie odpowiadać przed sądem. Po tym, jak w mediach społecznościowych napisała, że usunęła kołek z nieogrodzonego terenu, który był miejsce zabaw dla dzieci oraz spacerów z psami, ksiądz z pobliskiej parafii modlił się w jej intencji. Potem złożył donos na policję.
Zobacz wideo

Historia z drewnianym, wbitym w ziemię palikiem ma swój początek w październiku ubiegłego roku - czytamy w szczecińskiej "Gazecie Wyborczej". Wówczas pani Aleksandra natknęła się na niego podczas spaceru z psem. Kołek wbity był na terenie, który radni miasta przeznaczyli na budowę kościoła. Wbrew woli mieszkańców, bo ci zamiast piątej świątyni w okolicy woleli, żeby powstał tam park albo przedszkole. Ale miasto przekazało kurii warty ponad milion złotych grunt za symboliczne 333 złote.

Działka służyła mieszkańcom m.in. za wybieg dla psów. I właśnie podczas spaceru z psem pani Aleksandra natknęła się na wbity w ziemię palik, który uznała za coś, co zagraża bezpieczeństwu. - Po wyjęciu palika, na osiedlowej grupie napisałam ostrzeżenie, że ktoś wtyka w ziemię takie niebezpieczne przedmioty - opowiadała kobieta w rozmowie z "GW". - Później dowiedziałam się, że ksiądz z ambony pobliskiego kościoła modlił się w mojej intencji, bo usunęłam znak geodezyjny - dodała.

W maju pani Aleksandra otrzymała wezwanie na przesłuchanie. Doniesienie złożył... proboszcz. "- Jego zdaniem wyjęłam znak geodezyjny i działałam na szkodę parafii. Policjantka zaproponowała mi pouczenie. Nie przyjęłam go, nie przyznałam się do winy. Przyznałam się do wyjęcia drewnianego palika na nieogrodzonym terenie. Policja potwierdza, że zajmuje się tą sprawą. (...) Po zakończeniu czynności sprawa trafi do Sądu Szczecin Prawobrzeże-Zachód. Pani Aleksandrze może grozić grzywna w wysokości nawet 5 tys. zł" - czytamy. Przed sądem walczyć będzie prawdopodobnie sama, bo jak mówi, nie stać jej na adwokata.

Kobieta podkreśla, że palik stał na nieogrodzonym teremie, nie było też w okolicy żadnej tablicy informującej o tym, że trwają tam przygotowania do budowy. Ogrodzenie na działce pojawiło się dopiero kilka dni po tym, jak pani Aleksandra usunęła kołek.

DOSTĘP PREMIUM