Młodzi walczą o klimat. "Aktywizm nauczył mnie dużo więcej niż jakakolwiek szkoła"

Karolina Wiśniewska
Niestety wśród rządzących mamy wciąż osoby, które są kompletnymi denialistami klimatycznymi - zupełnie nie rozumieją skali problemu, nie traktują kryzysu klimatycznego jako kryzys. To jest przerażające. I pokazuje, jak dużo jeszcze pracy przed nami - mówi Małgorzata Czachowska, aktywistka klimatyczna ze Śląska.
Zobacz wideo

Pamiętasz jak zaczęła się Twoja aktywność na rzecz walki z katastrofą klimatyczną?

Małgorzata Czachowska: Już w 2018 roku byłam mocno zainteresowana tym tematem. Nagrałam filmik na konkurs o zrównoważonym rozwoju. Widziałam też, jak Katowice przygotowują się na COP24. Te tematy stawały się dla mnie coraz bliższe. Potem zostałam wolontariuszką organizacji 350.org. Wtedy też, w trakcie szczytu [COP24 w Katowicach - red.], byłam na swoim pierwszym strajku. To było dla mnie mega przeżycie. Widziałam, jak wiele ludzi walczy dokładnie o to samo. Jak niesamowitą mają energię.

No dobrze, ale chodzi bardziej o Twoje motywacje. Z jednej strony wszyscy żyjemy na tym świecie i widzimy co się dzieje: nawałnice, powodzie, zanikający podział pór roku. Zmiany klimatu widzą wszyscy, lecz nie wszyscy coś z tym robią. A Ty i Wy - młodzi ludzie - tak. Dlaczego? Ze strachu?

Bardziej z rozpaczy. Kiedy byliśmy mali, zawsze mieliśmy liczne pytania o to, kim chcemy być w przyszłości. Ja też miałam liczne pomysły na siebie, jakieś plany. Chciałam zostać naukowczynią i zajmować się astrofizyką albo robić rzeczy związane z filmem. A z drugiej strony słyszałam w telewizji o różnych powodziach, huraganach, tajfunach i innych katastrofach, które działy się na całym świecie. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego? Czy to jest normalne? Czy może to jest jednak jakaś karma, jakiś mechanizm, który Ziemia stosuje, odpowiadając na niszczące działania człowieka.

Potem zaczęłam zgłębiać te tematy. Miałam depresję klimatyczną, ale przeszłam tę żałobę i pogodziłam się z tym, że moja przyszłość nie będzie taka, jak sobie kiedyś wymyśliłam. Wtedy też wciągnęłam się w aktywizm. Zaczęłam temu poświęcać największą część mojej energii, więcej niż na szkołę czy na cokolwiek innego.

Zaniedbałaś inne sfery swojego życia na rzecz tej aktywności związanej z klimatem?

Zdarzało się, że długo nie było mnie w szkole, a potem musiałam to wszystko nadrabiać. W pewnym momencie też czułam się przytłoczona i wypalona tym aktywizmem. Zrobiłam sobie przed maturą dłuższą przerwę, to było w trakcie pandemii. Postanowiłam, że muszę się skupić bardziej na mojej edukacji, żeby mieć to już za sobą.

W pewnym momencie też ucierpiały moje kontakty z osobami, które w tym aktywizmie nie były. I do tej pory widzę taką zależność, że większość moich przyjaciół i znajomych to są osoby w jakiś sposób powiązane z aktywizmem.

A żałujesz trochę tego?

Nie, choć trochę jestem czasami wkurzona, że muszę takie rzeczy robić. Że jest aż tak źle, że ja - teraz osiemnastolatka, ale jak zaczynałam, to miałam 15 lat - muszę i musiałam o to walczyć. To pokazuje, w jak złej sytuacji jesteśmy.

Z drugiej jednak strony aktywizm nauczył mnie dużo więcej niż jakakolwiek szkoła byłaby w stanie mnie nauczyć. Poznałam naprawdę wspaniałych ludzi. W aktywizmie jest jakaś taka kompletnie inna mentalność i zupełnie inne podejście do świata, które opiera się na trosce, miłości i regeneracji. To dla mnie jest bardzo ważne, rozwijające i inspirujące. Może to też jest powód, dla którego większość moich kontaktów to aktywiści. My się po prostu świetnie rozumiemy. Mimo tego, że jest okropnie, to jednak jesteśmy w tym razem i możemy się wspierać, i troszczyć się o siebie.

Jak oceniasz skalę protestów klimatycznych w Polsce? Czy ta mobilizacja młodych jest rzeczywiście - w Twojej ocenie - pełna, czy jednak nie do końca? Czy jest potencjał, żeby tych protestów i ludzi było więcej, i żeby o tym się mówiło jeszcze częściej?

Potencjał jak najbardziej jest. Mamy bardzo dużo ludzi, którzy są jeszcze w takiej neutralnej sferze - dopiero dowiadują się co nieco o klimacie. Takie osoby czekają, żeby dać im impuls do działania.

Ale jako Młodzieżowy Strajk Klimatyczny osiągnęliśmy niesamowite rzeczy. Widzę to chociażby na Śląsku, gdzie jeszcze parę lat temu w ogóle się nie mówiło o klimacie, za to mówiło się bardzo dużo o węglu, górnikach, itd. Teraz ten temat się pojawił. Mówi się o klimacie, o sprawiedliwej transformacji. I choć te słowa są często nadużywane i może nie niosą zbyt wielu realnych działań, to już przynajmniej są w tej debacie publicznej.

Niestety wśród rządzących mamy wciąż osoby, które są kompletnymi denialistami klimatycznymi - zupełnie nie rozumieją skali problemu, nie traktują kryzysu klimatycznego jako kryzys. To przerażające.

To było też widać podczas różnych wieców wyborczych podczas kampanii. Mogliśmy tam zobaczyć, jak ludzie w ogóle reagują na tematy związane z klimatem. Niestety przekonaliśmy się, że mnóstwo osób jest zupełnie nieświadomych, że klimat jest sprawą dotyczącą nas wszystkich. Nie jest żadnym wymysłem lewicy czy jakiejkolwiek innej grupy. To pokazuje, jak dużo jeszcze pracy przed nami.

A czujecie się traktowani na serio przez rządzących?

To zależy od osoby, z którą się akurat spotykamy. Czasami jesteśmy brani pod uwagę na serio, a czasami wyśmiewani. Słyszymy, że jesteśmy dziećmi, które nie mają pojęcia o świecie. Zdarzyła się też przemocowość ze strony osób decydenckich, niestety, musimy sobie z tym jakoś radzić.

Wciąż też musimy domagać się działań. To jest męczące, czasem wydaje się też trochę bezsensowne. Jednak wierzę, że w końcu się uda i że ten temat będzie traktowany na poważnie przez wszystkich. Problemem jest też to, że my - młodzi ludzie - mamy na przeciwko lobbystów koncernów paliwowych. Oni są profesjonalistami. Jest ich dużo i na swoje działania mają ogromne pieniądze. To jest więc ciężka walka, ale wydaje mi się, że jak na bandę niedoświadczonych dzieci [śmiech] idzie nam całkiem nieźle.

To w takim razie co należy - Twoim zdaniem - zrobić w pierwszej kolejności, żeby coś w naszym kraju zaczęło zmieniać się na lepsze?

W pierwszej kolejności powinniśmy ogłosić alarm klimatyczny - żeby rząd przyznał, że kryzys klimatyczny jest tu i teraz, i stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia i życia obywateli Polski. Z tym wiązałoby się edukowanie społeczeństwa. Jeśli rząd wziąłby się za ten temat na serio, to obywatele też musieliby za tym w pewien sposób pójść - czegoś się dowiedzieć, doczytać, sprawdzić i zobaczyć, że katastrofa klimatyczna jest realna. Bo nawet jeśli będziemy mieć jakieś zmiany systemowe, ale nie będzie zmiany podejścia ze strony społeczeństwa, to nic to nie da.

Powinniśmy mieć jak najbardziej ambitne cele - zgodne z aktualną wiedzą, którą czerpać możemy chociażby z raportów IPCC. Potrzebna jest również konkretna strategia dojścia do tych celów. Przydałyby się szeroko pojęte konsultacje z obywatelami, panele, stworzenie rady klimatycznej przy organie rządzącym. I to wszystko, mam nadzieję, miałoby rezultat taki, że odeszlibyśmy od węgla i stali się neutralni klimatycznie.

DOSTĘP PREMIUM