Chaos i brak koordynacji na stołecznym dworcu. "Dojdzie do dramatów. Nie wytrzymamy fizycznie"

Codziennie na warszawski Dworzec Zachodni przybywają wielkie grupy uchodźców. Jak mówiła w TOK FM Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, sytuacja jest bardzo zła. Brakuje koordynacji działań. - To jest po prostu dramat. To są płaczące dzieci, to są przerażone starsze osoby, które potrzebują przeróżnych informacji - relacjonowała aktywistka, zwracając uwagę na skrajnie zmęczonych wolontariuszy, którzy starają się pomóc. Apelowała też do wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła.
Zobacz wideo

Dworzec Zachodni w Warszawie stał się miejscem, do którego praktycznie non stop przybywają uchodźcy. Sytuacja jest coraz trudniejsza. - Tutaj normalnie rejsowych autobusów jest 40. W każdym z nich jest 70 osób. Ale "spontanicznych" autobusów, które przywożą ludzi, jest drugie 40. Wczoraj przyjechało do nas 60 takich dodatkowych autobusów - mówiła w TOK FM Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, ekspertka think tanku Strategie 2050. 

Rozmówczyni Adama Ozgi podkreśliła, że żaden dworzec nie jest przygotowany do tego, by stać się de facto miejscem noclegowym dla tłumów ludzi. A tak jest obecnie. Uchodźcom pomagają wolontariusze, przedstawiciele miasta i osoby prywatne, które "próbują w jakiś sposób ogarnąć ten chaos". - Bo inaczej się tego nie da nazwać. Jest punkt wojewody, ale mamy problem z koordynacją. Niektóre wiadomości do nas docierają z opóźnieniem, przez co tworzy się jeszcze większy chaos. I tworzy się ogromna frustracja tych bardzo zmęczonych ludzi, matek podróżujących z dziećmi z ogromnymi walizkami - relacjonowała.

"Błagam wojewodę Radziwiłła"

Gościni TOK FM wyjaśniała, że głównym problemem jest to, iż wolontariusze przychodzący na dworzec to osoby indywidualne, a nie członkowie stowarzyszeń, zrzeszeni aktywiści. - Więc struktura zarządzania tymi osobami i przekazywania im informacji nie jest płynna. Ludzie chcą być dobrzy i przynoszą tu np. masę zupełnie niepotrzebnych nam rzeczy, jak ubrania. Kanapki? Czasami jest ich po prostu mnóstwo, bo ludzie mają dobre serca. Ktoś napisze post: przynieście kanapki i potem jest tysiąc kanapek i nie mamy, co z tym zrobić - opisywała.

Dodatkowo, osoby chętne do pomocy zmieniają się praktycznie codziennie, więc cały czas trzeba na nowo kogoś wdrażać w to, jak najefektywniej pomóc przyjeżdżającym. 

Porowska zwróciła uwagę, że na dworcu jest grupa osób, dla których Warszawa miała być tylko miejscem na przesiadkę. Ale nie mogą ruszyć w dalszą podróż, bo brakuje biletów. - Muszą zostać, więc zmieniają się w osoby, które potrzebują na dwa-trzy dni noclegu - tłumaczyła. Jej zdaniem z dworca powinien zatem "non stop" odjeżdżać autobus rozwożący ich tam, gdzie będą mogli się przespać. - A z tym jest problem. Mam wrażenie, że wojewoda musi to poprawić - podkreśliła. 

Kolejnym wyzwaniem są autobusy, które przywożą w okolice dworca np. 70 osób, które "błąkają się" przed dworcowym szlabanem. -  A podjeżdża kolejny autobus i w końcu ich tam rozjedzie - ostrzegała. 

Porowska zaznaczyła też, że nie do końca wie, kto koordynuje działania z ramienia wojewody. - Więc ja próbuję nad tym chaosem zapanować - przyznała. - Błagam wojewodę Radziwiłła, żeby po prostu wyznaczył jedną osobę. Niech ona do mnie zadzwoni albo do tej osoby z urzędu miasta, żebyśmy skoordynowali te działania - zaapelowała. 

"Dojdzie do dramatów. Nie wytrzymamy fizycznie"

Gościni TOK FM poprosiła o pomoc. Na stronie Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej stworzona została aplikacja, dzięki której można zgłosić się do pracy wolontariackiej. - Przyjdźcie i nam pomóżcie. Potrzebujemy tu ludzi do pracy 24 godziny na dobę. Ja nie schodzę z dworca właściwie od poniedziałku. A jeśli schodzę stąd, to staram się z kimś usiąść i powiedzieć, czego potrzebuję: jak mają wyglądać ulotki, jak to należy zorganizować, jak powinna wyglądać aplikacja - wymieniała zmęczona.

Porowska przyznała, że nie musi sprawdzać newsów, żeby wiedzieć, że wojna nadal trwa. Bo cały czas napływają uchodźcy. - To jest po prostu dramat. Jeśli ja słyszę, że my na Dworcu Zachodnim mamy ogarniętą koordynację, to ja się zastanawiam: Boże, co się dzieje na Dworcu Centralnym? Jak to tam wygląda? To są płaczące dzieci, to są przerażone starsze osoby, które potrzebują przeróżnych informacji - relacjonowała.

Przekonywała, że sytuację mogą poprawić tak naprawdę proste rozwiązania. Jak mówiła, potrzebuje trzech osób, do pomocy w koordynacji działań. Już uzbierała na to pieniądze - w internecie. - Znajdę pieniądze, bo zanim dojdę do tego, czy to wojewoda miałby za tę koordynację zapłacić, czy miasto... Ja już uzbierałam te pieniądze. Tylko niech się ktoś znajdzie, kto przyjdzie i mnie tu co osiem godzin wymieni. Bo my tu padniemy - stwierdziła.

O tym, jak ciężka jest sytuacja, niech świadczy to, że Adriana Porowska widziała, jak jedna z wolontariuszem zemdlała. - Zobaczycie, że dojdzie do dramatów. My nie wytrzymamy fizycznie - podsumowała w rozmowie z Adamem Ozgą.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM