Putin przekupi Trumpa i jego świtę? "Rosja może pójść ścieżką wielkiej politycznej korupcji"
- W Rijadzie doszło do spotkania delegacji Stanów Zjednoczonych i Rosji;
- "Nie ma głosów, że Rosja ma zamiar ustąpić" - ocenił w TOK FM Wacław Radziwinowicz;
- Dziennikarz "GW" uważa, że obecność w stolicy Arabii Saudyjskiej Kiryła Dmitriewa oznacza, że Rosja chce przekonać USA do korzyści biznesowych;
- "Nie mamy amerykańskiego planu pokojowego. Cały czas mamy do czynienia tylko z planem rosyjskim" - mówił Radziwinowicz.
W stolicy Arabii Saudyjskiej, Rijadzie, doszło w poniedziałek do pierwszego od rozpoczęcia wojny w Ukrainie spotkania delegacji Stanów Zjednoczonych i Rosji. Rozmowom przewodniczyli szefowie dyplomacji obu krajów, Sergiej Ławrow i Marco Rubio. Ławrow powtórzył m.in. że dla Rosji niedopuszczalne jest wstąpienie Ukrainy w NATO. Jak mówił, Rosja nie zaakceptuje też obecności wojsk państw NATO na terenie Ukrainy.
- Rosja od ponad trzech lat mówi to samo. Pokój ma być zawarty dopiero wtedy, kiedy Ukraińcy przestaną walczyć, odejdą na linie poza granicami tych regionów, które Rosja do siebie włączyła - komentował w TOK FM. Jak ocenił były korespondent "Gazety Wyborczej" w Moskwie, "to były dopiero rozmowy o rozmowach". - Co zaskakujące, od razu wznowiono normalne kontakty dyplomatyczne między Rosją i Stanami Zjednoczonymi. Ma być odtworzony personel w ambasadach - zwrócił uwagę gość "Pierwszego programu" w TOK FM.
Rosja się nie cofnie. "Jak Stalin"
Jak podkreślił Radziwinowicz, nic nie słychać na temat ewentualnych ustępstw Kremla. - Tak jak Stalin w 1941 roku powiedział swojej armii: "Ani kroku wstecz", tak i teraz ta zasada obowiązuje. Rosjanie mówią: "Niczego nie obiecujemy, nigdzie się nie cofniemy" - stwierdził rozmówca Wojciecha Muzala.
Dziennikarz "GW" zwrócił uwagę na znaczącą rolę przedstawiciela Rosji, który nie brał bezpośredniego udziału w rozmowach. - Kirył Dmitriew robił przyjemną atmosferę dla amerykańskiego biznesu. Rosjanie rozumieją, że Donald Trump otacza się amerykańską plutokracją i że to otoczenie miliarderów, które ma na niego ogromny wpływ, można po prostu spróbować kupić - powiedział. Dmitriew nie pełni żadnej państwowej funkcji.
- Krążył z tabliczką, na której miał wypisane, że amerykański biznes na wprowadzeniu sankcji na Rosję stracił 324 mld. Przekaz Dmitriewa brzmiał: "Chłopcy, bądźmy poważni. Możecie zarobić ogromne pieniądze, jak się dogadacie z Rosją. Zyski, które biznes osiąga w Rosji, są znacznie wyższe od tego, co możecie zarobić w Stanach Zjednoczonych". Rosja może pójść ścieżką wielkiej politycznej korupcji - tłumaczył Radziwinowicz.
Kiedy skończy się wojna w Ukrainie?
Rosja - jak mówił w Rijadzie Ławrow - nie chce, żeby na terenie Ukrainy pojawili się żołnierze NATO. - A gdyby to były np. wojska kolumbijskie? Nie zapytano go o to, a przecież jego odpowiedź byłaby ciekawa. Czy Rosja zgodziłaby się na wojska spoza NATO w Ukrainie? Nie wiemy. Ławrow nie powiedział, że kategorycznie żadnych wojsk nie może być - powiedział dziennikarz.
I podkreślił, że obecnie nie mamy do czynienia z amerykańskim planem pokojowym. - Cały czas mamy do czynienia tylko z planem rosyjskim, który jest niezmienny. W tym planie jest demilitaryzacja, czyli absolutne rozbrojenie Ukrainy i tzw. denazyfikacja, czyli zmiana władzy w Ukrainie. Przekładając na język rosyjskiej polityki, to jest to zastąpienie Zełenskiego Wiktorem Medwedczukiem czy Wiktorem Janukowyczem. Kimś, kto będzie posłuszny i pokorny wobec Rosji - ocenił gość "Pierwszego programu".
Radziwinowicz przypomniał, że obecny prezydent USA znany jest z przejaskrawionej retoryki. - Trump jest bardzo niebezpieczny. Obawiam się, że dla szybkiego, błyskotliwego efektu pójdzie na wielkie ustępstwa kosztem Ukrainy - stwierdził. I przypomniał jego pierwszą kadencję. - Trump mówił, jak to pięknie dogadywał się z Kim Dzong Unem, jeździł do Korei Północnej, wszystko było świetnie. A potem okazało się, że Kim go po prostu wykiwał. Kozackie zapędy Trumpa są bardzo niebezpieczne - podkreślił, dodając, że sprawa wojna w Ukrainie jest bardzo trudna.
- Wojna nie może skończyć się tak od ręki - w ciągu 90 dni, akurat, żeby Trump mógł przyjechać do Moskwy na paradę zwycięstwa 9 maja - ocenił w TOK FM Wacław Radziwinowicz.