PiS nie walczy z inflacją, tylko "dolewa oliwy do ognia". "Mamy w rządzie cały szereg żartownisiów"

- Mamy w rządzie cały szereg osób bardzo dowcipnych, żartownisiów, którzy pytani, jakie działania antyinflacyjne podejmuje władza, mówią: "Wypłacamy czternastą emeryturę, czasowo obniżamy podatki" itd. To jest właśnie dolewanie benzyny do ognia. Bo oznacza zwiększanie ilości pieniądza - mówił w TOK FM prof. Witold Orłowski, ekonomista PwC. I wskazał jedyny skuteczny - jego zdaniem - sposób walki z inflacją.
Zobacz wideo

Rada Polityki Pieniężnej podniosła w czwartek stopy procentowe o kolejne 50 pkt. proc. Główna stopa NBP - referencyjna - wzrosła do 6,5 proc. w skali rocznej. To już dziesiąta podwyżka z rzędu. Tym razem jednak jest ona mniejsza, niż prognozowano.

Jak mówił w "EKG" w TOK FM prof. Witold Orłowski, ekonomista PwC, nie jest to jednak szczególnie istotne. - Rozmawianie o tym w takich kategoriach, jak robi to część analityków - tzn. zastanawianie się, czy te 25 punktów bazowych będzie miało decydujące znaczenie, to bzdura po prostu - stwierdził. I wyjaśnił, że jest tak dlatego, że "mamy sytuację stosunkowo groźną, inflację narastającą". - Opowieści o tym, że już niedługo będzie górka, a potem inflacja spadnie gwałtownie, to są bzdury. Mamy ryzyko ukształtowania się inflacji dwucyfrowej nie na miesiące, a na lata - alarmował ekonomista.

Przypomnijmy, że według wstępnych szacunków GUS inflacja w czerwcu wyniosła aż 15,6 proc. Rozmówca Adama Ozgi nie miał więc optymistycznych wieści. - Przy wszystkich niewiadomych dotyczących wojny w Ukrainie wiemy, że inflacja będzie nam wzrastała w najbliższych miesiącach. To rzecz poza wszelkimi wątpliwościami - mówił i wskazał, że istnieje ryzyko osłabienia złotego, co znacznie przyspieszy wzrost inflacji.

Jak dodał, nie należy lekceważyć czynników zewnętrznych, ale - jego zdaniem - główna przyczyna wysokiej inflacji leży gdzie indziej. - Najważniejsze jest coś, o czym rządzący bardzo nie lubią mówić, bo lubią nam wmawiać, że największy problem to Putin i putinflacja. To jest oczywiście kłamstwo. Problemem jest to, co się dzieje w Polsce, w wewnętrznej gospodarce - ocenił prof. Orłowski.

Wyjaśnił, że zaczynają się odtwarzać tzw. mechanizmy indeksacyjne, czyli to, co popularnie nazywa się spiralą inflacyjną. - Mamy do czynienia ze wzrostem oczekiwań inflacyjnych, żądań płacowych, a w ślad za tym podwyżek cen. Bo w sytuacji, kiedy inwestycje są bardzo niskie, wzrost płac przekłada się na wzrost cen - wyjaśnił ekonomista PwC.

"Inflację i stagflacyjny kierunek rozwoju zafundowali nam nasi rządzący"

A jeśli dodamy do tego wszystkiego hamującą gospodarkę? - Wtedy nie mamy inflacji, tylko stagflację. I to jest najgorsza sytuacja, w którą tak naprawdę rządzący wpędzili nas przez ostatnie kilka lat. To, że w ostatnim okresie doszły do tego problemy wywołane przez wojnę, znacznie zwiększyło skalę kłopotów. Nie zmienia to faktu, że inflację i kierunek stagflacyjny rozwoju zafundowali nam nasi rządzący - podkreślił prof. Orłowski.

I wyliczał, że nawet bez wojny w Ukrainie dziś mielibyśmy problem z inflacją na poziomie 10 proc. i z gospodarką spowalniającą do 2 proc. wzrostu w końcu roku. W jego ocenie na koniec roku inflacja będzie wyższa, a wzrost gospodarczy w okolicach zera.

- Czyli nie ma wątpliwości, że wojna w Ukrainie pogorszyła naszą sytuację. Tylko zwracam uwagę na taką rzecz, którą zwykli wiedzieć nawet dość prości i nieobeznani ludzie, że jak się w dobrym czasie, np. latem nie zbierze opału, czy się przehula wszystkie dochody, to zimą może być człowiekowi zimno. Jesteśmy gospodarką, która przez ostatnie kilka lat była tak prowadzona, że nie zgromadzono żadnych rezerw na czasy trudniejsze, a wręcz odwrotnie, rezerwy zostały przepuszczone - powiedział prof. Orłowski.

Jak mówił, jeszcze czymś innym są wakacje kredytowe i dopłaty do węgla. - To jest palenie mebli, cięcie w domu zimą i palenie klepki, w momencie kiedy się nie zebrało prawdziwego opału - wskazał. Podkreślił jednak, że oczywiście trzeba ludziom pomóc, szczególnie emerytom, którzy są zdani tylko i wyłącznie na łaskę rządzących. - Jeśli nie dostaną podwyżki, to będą cierpieć zimno i głód - alarmował. I dodał, że także kredytobiorcy mają prawo żądać pewnej formy wsparcia. - Mają pełne prawo mówić: "Zostaliśmy oszukani". I to tym razem nie przez sprzedawców bankowych, tylko przez prezesa NBP i premiera, którzy mówili, że stopy jeszcze przez lata będą na poziomie zerowym i jedynym problemem będzie to, czy inflacja nie będzie zbyt niska - powiedział. 

"To niestety bardzo bolesna metoda, natomiast jedyna"

W ocenie gościa TOK FM sytuacja jest jednak obecnie patowa, bo rząd musi ciąć wydatki. - Jeśli rząd nie będzie prowadzić polityki antyinflacyjnej, to ryzykujemy, że inflację kilkunastoprocentową będziemy mieć latami - ocenił.

I dodał, że "jest tylko jeden skuteczny sposób walki z inflacją - zmniejszenie ilości pieniędzy na rynku, zmniejszenie popytu". - To niestety bardzo bolesna metoda, natomiast jedyna. Mamy w rządzie cały szereg osób bardzo dowcipnych, żartownisiów, którzy np. pytani, jakie działania antyinflacyjne podejmuje rząd, mówią: "Wypłacamy czternastą emeryturę, czasowo obniżamy podatki" itd. To jest właśnie dolewanie benzyny do ognia, bo to oznacza zwiększanie ilości pieniądza - wskazał.

- Dramatyzm polega na tym, że zostaliśmy doprowadzeni do tak złej sytuacji, po tych latach rozrzutności, czyli nieliczenia się z przyszłością, że jest bardzo trudno robić dziś rządowi jakiekolwiek oszczędności. Ale jak się opowiadało przez lata, że na wszystko nas stać, to dzisiaj są tego konsekwencje - podsumował prof. Orłowski.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM