advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

"Po co ci ten czerwony pasek?". Nauczycielka ocenom mówi "nie", ma inną metodę

4 min. czytania
17.03.2024 09:00
- Łapałam się na tym, że nie rozmawiam z rodzicami o niczym innym, jak o ocenach. Dostawałam wiadomości w stylu: "Mojej córce brakuje jednej piątki do czerwonego paska. Może mogłaby przygotować jakąś dodatkową pracę?" - opowiada nam Judyta Rudnicka, nauczycielka z Warszawy. Jej zdaniem oceny bardziej służą rodzicom niż samym uczniom, dlatego stara się nie stawiać zwykłych stopni.
|
|
fot. archiwum prywatne pani Judyty

Judyta Rudnicka jest nauczycielką języka angielskiego. Uczy w Szkole Podstawowej nr 103 w Warszawie. Sama o sobie mówi, że nie jest typową belferką. Uczy po swojemu i tak też rozumie autonomię szkoły - by każdy nauczyciel mógł decydować, jakie metody pracy z młodzieżą wybierze i jak będzie realizował podstawę programową.   

Nie planowała, że wybierze ten zawód. - Moja mama jest nauczycielką, nie chciałam iść w jej ślady. Ale dziś śmieję się, że przeznaczenia nie da się oszukać. W końcu wylądowałam w publicznej podstawówce w Warszawie, jestem w niej 13 lat i nigdy tego nie żałowałam. To jest praca, która daje mi ogrom satysfakcji, więc mimo różnych problemów, nie zamieniłabym jej na żadną inną - przyznaje.

Szkoła w Chmurze to miejsce dla leserów? 'Tu ludzie wiedzą, że mam mózg'

"Tak" dla rezygnacji z prac domowych

Rudnicka jest jedną z tych pedagożek, które opowiadają się za rezygnacją z prac domowych. Jak podkreśla, dzieci spędzają wystarczająco dużo czasu w szkole, by w domu móc odpocząć. - Patologią jest zadawanie kilku czy kilkunastu stron ćwiczeń do wypełnienia w domu, co notorycznie się zdarza - mówi. 

Zaznacza, że lubi pracę metodą projektu. - Słówek na języku angielskim nie uczymy się po to, by zdać egzamin ósmoklasisty, tylko po to, aby w przyszłości np. bez problemu aplikować do pracy czy na studia. By móc swobodnie podróżować, zamówić obiad w restauracji czy wynająć pokój w hotelu. I takie właśnie projekty, wraz z moimi uczniami, robimy. Piszemy książki kucharskie, udajemy, że mamy agencję nieruchomości i sprzedajemy domy. Mam też swój ulubiony projekt podróżniczy, w którym dzieci dostają określony budżet i miejsce na świecie i mają przygotować siedmiodniowy plan podróży, wyszukując loty czy hotele. Słówka nie mogą być uczone w oderwaniu od kontekstu - podkreśla gościni TOK FM.   

Zła wiadomość dla nauczycieli. 'Z jednej strony dają, z drugiej odbierają'

"Po co ci ten czerwony pasek?"

Rudnicka nie kryje, że ma wiele zastrzeżeń do obecnego systemu oceniania, dlatego w tym roku szkolnym - w ramach eksperymentu - części prac uczniów nie ocenia albo ocenia opisowo. - O ile mogę tłumaczyć klasom piątym czy szóstym, że oceny są mało istotne, o tyle w przypadku klas ósmych, gdy od ocen zależy, do jakiego liceum dane dziecko się dostanie, jest niezwykle trudne - przyznaje.

- Coraz częściej łapałam się na tym, że nie rozmawiam z rodzicami o niczym innym, jak o ocenach. Dostawałam wiadomości w stylu: "Mojej córce brakuje jednej piątki do czerwonego paska. Może mogłaby przygotować jakąś dodatkową pracę?". A ja bym bardzo chciała, by dzieci dostawały od rodziców pytania: "Jaką książkę przeczytałaś ostatnio" albo "Jakich słówek się nauczyłaś?", a nie "Czy będziesz miała czerwony pasek?" - tłumaczy pani Judyta. 

Tutaj dom kosztuje mniej niż kawalerka w Warszawie. 'To mit, że jest drogo'

Jak dodaje, czasami pyta uczniów: "Po co ci ten czerwony pasek?" i słyszy odpowiedź, że dzieci czują presję ze strony rodziców. - Dlatego w tym roku szkolnym dużo rzeczy nie jest już na ocenę. Na przykład ósme klasy, piszące wypracowania przygotowujące do egzaminów, nie są w żaden sposób oceniane. Oczywiście, rozmawiamy o tym, co dany uczeń wykonał dobrze, a co jest do poprawy, ale nie stawiam za to stopni. Jeśli ktoś czegoś nie zaliczy, poprawiamy to do skutku. Wszystkie projekty i prezentacje są oceniane opisowo - tłumaczy Rudnicka. 

W jej opinii to rozwiązanie się sprawdza, bo uczniowie chętniej się angażują i wykazują się dużą kreatywnością. - Mam wrażenie, że jest lepiej. Kiedy odszedł stres w postaci oceny, widzę, że aktywność moich uczniów na lekcji wzrosła - dodaje nauczycielka w rozmowie z TOK FM. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Judyta Rudnicka jest nauczycielką bardzo aktywną na portalu społecznościowym X (dawniej Twitter). Komentuje decyzje dotyczące zmian w edukacji, włącza się w dyskusje o polskiej szkole, pracach domowych czy systemie oceniania.

Pod koniec lutego, wspólnie z kilkunastoma innymi nauczycielami - internautami z portalu X, spotkała się w Sejmie z komisją edukacji. - Byliśmy aktywni na Twitterze od czasu, gdy ministrem edukacji był pan Przemysław Czarnek. Komentowaliśmy to, co się w edukacji działo. Nie przestaliśmy tego robić, kiedy nastała nowa władza, zaczęliśmy bacznie się przyglądać również jej działaniom - mówi Rudnicka. - I pewnego dnia wspólnie oglądaliśmy posiedzenie sejmowej komisji edukacji. Zrobiłam o tym wątek na portalu X i dołączyła do niego pani Krystyna Szumilas, która kiedyś była ministrą edukacji, a teraz jest przewodniczącą komisji edukacji w Sejmie. To ona zaprosiła nas, abyśmy mogli przekazać nasze uwagi jako nauczyciele praktycy - dodaje gościni TOK FM.

Grupa 11 nauczycieli z różnych miast Polski, z Judytą Rudnicką w składzie, pojawiła się na spotkaniu w Sejmie. Rozmawiali z Krystyną Szumilas, ale też wiceministrą edukacji Katarzyną Lubnauer.

"Bardzo cenne spotkanie z merytoryczną rozmową, za co serdecznie dziękujemy" - pisali po nim nauczyciele. Umówili się też na kolejną dyskusję w Sejmie, w czerwcu.