advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Na obietnicach się skończyło. Student z Zimbabwe dalej tkwi w lubelskim szpitalu. "Bezradność państwa"

3 min. czytania
23.11.2023 13:49
Nie wiadomo, co zrobić z pacjentem z Zimbabwe, który od dwóch lat zajmuje łóżko na neurologii w Lublinie. Pomoc zapowiedział wojewoda, ale na deklaracji się skończyło. - To jest przerzucanie odpowiedzialności z jednej instytucji na drugą - irytują się pracownicy szpitala.
|
|
fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Historię 27-letniego Musy opisywaliśmy już na naszym portalu. Student z Zimbabwe od dwóch lat leży w Klinice Neurologii Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. Jest po wypadku samochodowym, do którego doszło w grudniu 2021. Od tamtej pory chłopak nie wstaje z łóżka, nie mówi, sam nie jest w stanie się umyć czy spożyć posiłku.

Zdaniem lekarzy powinien trafić np. do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego albo zostać przewieziony transportem lotniczym do kraju pochodzenia. Problem w tym, że nikt go nie chce. Rodzina zerwała kontakt ze szpitalem. - Widać w nim ogromną wolę życia. Ale nikt nie chce nas wesprzeć w tej sprawie - mówili TOK FM we wrześniu pracownicy szpitala.

Po opisaniu przez nas tej historii wojewoda lubelski Lech Sprawka zapowiedział, że podejmie działania, by pacjentowi pomóc. Wskazywał, że cudzoziemiec od kilkunastu tygodni - formalnie - jest w Polsce nielegalnie (skończyła mu się wiza), więc za pośrednictwem Straży Granicznej można by ustanowić mu kuratora, który zadbałby o jego prawa. Nic takiego się jednak nie wydarzyło.

"W dotychczas ustalonym stanie faktycznym i prawnym nie jest możliwe wszczęcie przez Straż Graniczną czynności administracyjnych związanych ze zobowiązaniem do powrotu wyżej wymienionego cudzoziemca pomimo, iż jego wiza straciła już ważność" - napisał nam rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej kapitan Dariusz Sienicki. Jak dodał, pogranicznicy zawiadomili o tym szpital i wskazali, że warto skontaktować się w tej sprawie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

Takie działania podjął wojewoda lubelski. "Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdza, że sprawa przebywającego w Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie obywatela Zimbabwe znana jest resortowi. Do przedstawicielstwa dyplomatycznego Zimbabwe w Berlinie została wystosowana nota dyplomatyczna i w chwili obecnej oczekujemy na stanowisko Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Handlu Zagranicznego Zimbabwe, jak i rodziny, które zostanie przekazane wojewodzie lubelskiemu" - napisało nam Biuro Prasowe MSZ.

- To jest przerzucanie odpowiedzialności z jednej instytucji na drugą. Świadczy wyłącznie o bezradności państwa, które nie jest przygotowane na taką sytuację - mówi nam, prosząc o anonimowość, jeden z pracowników szpitala. - Jak wiadomo, mamy za mało miejsc w szpitalach. Są kolejki do przyjęcia na oddział, a jednocześnie zgadzamy się, by pacjent, który bez wątpienia potrzebuje wsparcia i opieki, ale nie na neurologii - dalej tutaj leżał. Logiki w tym brak - rozkłada ręce nasz rozmówca. Nie sądzi też, by w najbliższym czasie coś się poprawiło, bo zmienia się władza i brakuje osób decyzyjnych.

Koszty rosną z dnia na dzień

Koszty pobytu pacjenta z Zimbabwe w szpitalu przy ul. Jaczewskiego w Lublinie z dnia na dzień rosną - we wrześniu przekroczyły już milion złotych. Nikt nie chce ich zrefundować, bo pacjent nie jest ubezpieczony, a przez to kółko się zamyka.

Na naszym portalu opisywaliśmy, że pacjent z Zimbabwe nie jest jedynym takim przypadkiem, choć to prawdopodobnie najbardziej skrajny przykład.

W Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie zadłużenie cudzoziemców, którzy z różnych powodów nie uregulowali należności za pobyt w szpitalu wynosi około 2 milionów złotych. Chodzi o brak ubezpieczenia czy nieopłacone faktury. - Mówimy tu o około 250 takich osobach. Kwoty na niezapłaconych rachunkach wahają się od 100 złotych do nawet pół miliona złotych za osobę - przekazała TOK FM rzeczniczka szpitala Maria Włodkowska.

Atak kolejnej fali COVID-19. Liczba pacjentów 'gigantyczna'. 'Jesteśmy bezradni'