Proboszcz zatrzymany przez CBA, parafianie nie wierzą. "Pieniądze z tacy idą na prawnika"
Mieszkańcy mazowieckiej wsi Budy Barcząckie nie mogą uwierzyć, że ich proboszcz, ksiądz Adam P., mógłby dopuścić się oszustwa podatkowego. - Pieniądze z tacy idą obecnie na prawnika. Niektórzy zadeklarowali też, że wpłacą pieniądze na konto parafi - powiedziała gospodyni księdza "Gazecie Wyborczej".
- Proboszcz Adam P. został zatrzymany przez CBA na Mazurach podczas wizyty u przyjaciela; akcja trwała kilka godzin, a ksiądz został zabrany w środku nocy;
- Według prokuratury duchowny uczestniczył w procederze fikcyjnych darowizn na rzecz kościoła, który doprowadził do straty 2,6 mln zł dla Skarbu Państwa;
- Mieszkańcy wsi bronią proboszcza, podkreślając jego zasługi przy budowie kościoła i dobre relacje z wiernymi.
Duchowny został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne 29 września wieczorem na Mazurach, podczas wizyty u przyjaciela i kamieniarza współpracującego z parafią. - Ksiądz Adam zareagował bardzo spokojnie, nie rozpaczał, nie wybuchł, tylko słuchał. W ogóle jest on spokojnym człowiekiem, stonowanym - opowiadał Jan, gospodarz domu w "rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Agenci chcieli go skuć, ale Jan i inni obecni wyprosili, aby tego nie robiono. - Dla mnie byłaby to potwarz, żeby takiego dobrego człowieka w moim domu skuwać - dodał mężczyzna. Akcja CBA trwała kilka godzin, a ksiądz został zabrany w środku nocy "z trzema parami skarpet i dwiema parami majtek". To wszystko dziwne jest dla mnie - ocenił Jan.
Proboszcz z Bud Barcząckich i fikcyjne darowizny na rzecz kościoła
Według siedleckiej prokuratury proboszcz miał uczestniczyć w procederze, który spowodował stratę 2,6 mln zł na rzecz Skarbu Państwa. Chodzi o fikcyjne darowizny na rzecz kościoła, w ramach których ksiądz wypłacał darczyńcom część wpłaconych środków, zatrzymując prowizję dla siebie. "Najpierw darczyńca przekazuje kościołowi 6 tys. zł w ramach darowizny na rzecz kultu religijnego. Następnie proboszcz wypłaca pieniądze w gotówce, oddaje darczyńcy 5,4 tys. zł, a sobie zostawia 600 zł w ramach 10-procentowej prowizji" - wyjaśniła "GW". Średnia kwota fikcyjnych darowizn w parafii w Budach Barcząckich wynosiła 30 tys. zł. W związku z tym zatrzymano również sześciu z dwunastu osób spoza wsi, w tym menedżerów i przedsiębiorców z Łodzi, Warszawy, Lublina, Katowic oraz Białegostoku.
Mimo zatrzymania proboszcza, mieszkańcy wsi w większości bronią księdza, podkreślając jego zasługi w budowie nowego kościoła od podstaw oraz dobre relacje z wiernymi. - To jest ksiądz zacny. Wszystko wybudował tu od podstaw. Każdy zna go z dobrej strony, to jest kapłan z powołania. Tak dobrych kazań nie ma nigdzie. (...) Pieniądze z tacy idą obecnie na prawnika. Niektórzy zadeklarowali też, że wpłacą pieniądze na konto parafii - powiedziała gospodyni księdza.
Kościół w Budach Barcząckich jest nowoczesny, z ogrzewaniem podłogowym, klimatyzacją i panelami fotowoltaicznymi, a parafianie codziennie modlą się o uwolnienie księdza z aresztu. Jedyną osobą wyrażającą dystans, do której dotarł dziennik, jest niewierząca mieszkanka. - To wstyd dla parafii i całej wsi. Od teraz będzie kojarzyć się z korupcją i przekrętami - skomentowała.
Według ekspertów, wykrycie fikcyjnych darowizn bywa trudne, ponieważ przepisy pozwalają darczyńcom nie precyzować celu wpłat, istotne jest jedynie, aby środki były związane z kultem religijnym. - A wieści o możliwości zarobku na fikcyjnych, kościelnych darowiznach roznoszą się pocztą pantoflową między przedsiębiorcami - tłumaczy radca prawny Robert Gniezdzia.
Posłuchaj:
Źródło: Gazeta Wyborcza