,
Obserwuj
Świat

Kontrowersyjna uchwała ws. UPA. "To się zmienia na naszych oczach"

4 min. czytania
21.10.2026 14:41

Lwów ogłosił już rok UPA i Szuchewycza w 2017, rok Bandery w 2019, czy rok UPA w 2022. Jednak teraz polska reakcja jest ostrzejsza. - W Polsce mamy w tej chwili większe wyczulenie, bardziej negatywny odbiór tego kierunku ukraińskiej polityki pamięci niż jeszcze kilkanaście czy kilka lat temu. Powstał rodzaj konsensusu, że tego rodzaju bohaterowie nie są akceptowani - mówił w TOK FM prof. Grzegorz Skrukwa z Pracowni Historii Europy Wschodniej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Ratusz we Lwowie
Ratusz we Lwowie
fot. Slawomir olzacki / Forum
  • Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Ołeha Olżycza;
  • Chociaż uchwała zniknęła z oficjalnej strony i możliwe, że nie wejdzie w życie - dzięki interwencji centralnych władz w Kijowie, to odzwierciedla ona trudności w przepracowaniu bolesnej historii w Ukrainie;
  • Zdaniem prof. Grzegorza Skrukwy polskie reakcje są obecnie znacznie ostrzejsze niż przed laty, co wynika ze wzrostu społecznej wrażliwości na kontrowersyjne wątki ukraińskiej polityki pamięci. 

Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Ołeha Olżycza. Decyzja zapadła we wtorek na plenarnym posiedzeniu Lwowskiej Rady Obwodowej, która jest odpowiednikiem polskiego sejmiku wojewódzkiego. O uchwale informowano na oficjalnej stronie internetowej Rady.

Wiceszef MSZ Marcin Bosacki poinformował w środę w "Poranku TOK FM", że strona polska ma zapewnienie od współpracowników prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, że decyzja Rady nie wejdzie w życie. 

Redakcja poleca

Premier Donald Tusk ocenił, że decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej była niemądra. - To szkodzi Ukrainie. Dla nas to oczywiście jest zawsze bardzo irytujące, my w Polsce nie rozumiemy tego typu działań, tym bardziej że one są przede wszystkim wbrew interesom Ukrainy - zaznaczył. A szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w Polsce radnego Lwowa Swiatosława Szeremety, autora pomysłu ustanowienia 2027 rokiem Romana Szuchewycza.

Znowu zgrzyta w relacjach Polski i Ukrainy

- Czy Polska nie robi dyplomatycznej afery z uchwały samorządu? - pytał w audycji “OFF Czarek” Cezary Łasiczka.

- Z jednej strony to jest rzeczywiście poziom dużo niższy niż władze centralne, ale z drugiej strony ta uchwała ma prawo być w Polsce negatywnie odebrana. I to nie jest pierwsza sytuacja, kiedy uchwały różnych władz samorządowych w jednym i drugim kraju wchodzą w obszar polityki zagranicznej. Takich sytuacji mamy już od co najmniej dziesięciu lat całkiem sporo - mówił prof. Grzegorz Skrukwa z Pracowni Historii Europy Wschodniej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jak przypomniał dziennikarz TOK FM, nie jest to pierwszy raz, bo Lwów ogłosił już rok UPA i Szuchewycza w 2017, rok Bandery w 2019, czy rok UPA w 2022. Jednak teraz polska reakcja jest ostrzejsza.

- W Polsce mamy większe wyczulenie w tej chwili, bardziej negatywny odbiór tego kierunku ukraińskiej polityki pamięci niż jeszcze kilkanaście czy kilka lat temu. Powstał rodzaj konsensusu, że tego rodzaju bohaterowie nie są akceptowani - wskazał prof. Skrukwa. Jak dodał, kwestie te budzą też po prostu dużo większe zainteresowanie. 

Ekspert tłumaczył także, że jeszcze do niedawna pamięć w Ukrainie była bardzo podzielona. Ale to się zmienia wraz z wojną. - Społeczeństwo ukraińskie się integruje między sobą, ponad tymi dawnymi podziałami regionalnymi. Stare podziały, że na zachodzie myślą tak, a wschodzie tak, to już przeszłość. To się zmienia na naszych oczach i te postacie (historyczne) zaczynają być identyfikowane w całym kraju - mówił.  

Ukraińcy robią się obojętni na to, co świat o nich myśli?

Jak dodał, oczywiście z polskiego punktu widzenia ta uchwała jest bardzo bolesna. - Ale wydaje się, że społeczeństwo ukraińskie zaczyna być trochę obojętne na to, co świat o nich myśli. W obliczu tego, że codziennie ginie kilkoro dzieci, a świat się nie bardzo przejmuje. Trump wzywa do kupowania rosyjskiej ropy itd., więc może się pojawiać taka reakcja, że po co mamy się przejmować opinią świata, skoro świat się nami nie przejmuje - wskazał prof. Skrukwa.

Redakcja poleca

W jego ocenie polska presja działa trochę jak dolewanie benzyny do ognia. - Od kilkudziesięciu lat zajmuje się sprawami konfliktów Polski i Ukrainy. I wydaje mi się, że niestety zawsze działania ciche, zakulisowe były  skuteczniejsze - przyznał gość TOK FM.

Jak dodał, ma jednak nadzieję, że ten kryzys zostanie ugaszony. - Natomiast nie spodziewam się, żeby w tej chwili było pole do jakiegoś krytycznego dialogu we Lwowie na temat Szuchewycza czy UPA. Niedawno mieliśmy do czynienia z pobiciem lewicowego historyka, który był weteranem wojny i we Lwowie wygłaszał wykład o lewicowych tradycjach. I ten wykład został zerwany przez jakieś bojówki prawicowe. Więc to zjawisko jest niepokojące. Ale Ukraina nie różni się tu od Europy, gdzie mamy do czynienia z falą radykalnie prawicową. Trudno się spodziewać, żeby tam było inaczej - podsumował rozmówca Cezarego Łasiczki. 

Źródło: TOK FM