"Małe tsunami idzie przez samorządy"? Coraz bliżej referendum w Gliwicach
Referenda odwoławcze stają się jednym z najgorętszych tematów w polskich samorządach. W Częstochowie mieszkańcy odwołali już prezydenta i radę miasta, a w Gliwicach inicjatorzy zebrali podpisy pod wnioskiem o referendum. Czy i tam odwołanie władz samorządowych ma szansę powodzenia?
"Małe tsunami idzie przez samorządy"? Coraz bliżej referendum w Gliwicach
Po Krakowie i Częstochowie teraz mieszkańcy Gliwic chcą referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. Pod wnioskiem o zorganizowanie głosowania w sprawie odsunięcia Katarzyny Kuczyńskiej-Budki podpisało się ponad osiemnaście tysięcy gliwiczan, czyli o ponad pięć tysięcy więcej niż wymagane minimum. Podpisane karty wraz z wnioskiem trafiły do komisarza wyborczego w Katowicach, który zweryfikuje podpisy.
W przypadku miasta na Śląsku odwołanie prezydentki może okazać się łatwym zadaniem - mówił w "TOK360" politolog profesor Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - W śląskich miastach jest tak, że tam frekwencja w wyborach samorządowych jest stosunkowo niska. Stąd np. wyborcy, którzy w ogóle nie uczestniczą w wyborach lokalnych, ale uczestniczą w ogólnopolskich, są wystarczający do odwołania prezydentów miast przy tych obecnie sformułowanych kryteriach ważności referendum, które biorą pod uwagę właśnie to przy jakiej frekwencji została wybrana dana osoba - tłumaczył w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem.
Aby referendum było ważne, do urn będzie musiało pójść niespełna 30 tysięcy mieszkańców Gliwic. Komisarz wyborczy ma 30 dni na wydanie postanowienia o zorganizowaniu głosowania.
Źródło: TOK FM