Brazylia wybrała prezydenta, rywal nie uznaje wyniku. "Klamka zapadła"
Lula da Silva zwyciężył w zaciętych wyborach prezydenckich w Brazylii. Pokonał przedstawiciela prawicy Flavia Bolsonaro. - Lula przyznał, że będzie musiał nauczyć się obsługi telefonu komórkowego - mówił w TOK FM Tomasz Surdel, były korespondent "Gazety Wyborczej" w Ameryce Łacińskiej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto wygrał wybory w Brazylii?
- Co zaważyło ws. wyborów prezydenckich w Brazylii?
- Czy można spodziewać się unieważnienia wyborów?
Luiz Inacio Lula da Silva pozostanie prezydentem największego państwa Ameryki Południowej - Brazylii. O tym, że wygrał po raz czwarty, zadecydowało jednak nie to, co osiągnął Lula, a co zrobił jego rywal - prawicowy senator Flavio Bolsonaro, który wygrał w I turze wyborów. Na wyraźną zmianę pomiędzy turami zwrócił uwagę w "Pierwszym programie" TOK FM Tomasz Surdel, były korespondent "Gazety Wyborczej" w Ameryce Łacińskiej.
- Sztab Luli bardzo się zmobilizował, natomiast po stronie kandydata prawicy nastąpiło zupełne rozprężenie. Oni już uwierzyli w to, że wygrali te wybory. Zupełnie im się wszystko rozlazło i popełniali błędy za błędami - ocenił gość Wojciecha Muzala, wskazując na kluczowy moment między turami: ostatniej debaty w najbardziej popularnej brazylijskiej telewizji. - W czasie debaty Flavio Bolsonaro zwrócił się do Luli w bardzo lekceważący sposób. Powiedział do niego: "ty dziewięciopalczasty człowieku" - mówił Surdel, tłumacząc, że Lula nie posiada małego palca w lewej ręce, ponieważ stracił go w wypadku przy pracy przy prasie hydraulicznej, gdy miał dziewiętnaście lat. - Lula na to odparł: "co ty możesz wiedzieć o życiu? Ty ani jednego dnia w życiu nie przepracowałeś, bo byłeś tylko politykiem". I to się poniosło niesamowitym echem po mediach społecznościowych, powstało mnóstwo memów - wyjaśnił gość TOK FM.
Według danych Najwyższego Trybunału Wyborczego Lula zdobył niecałe 51,8 proc., a Bolsonaro - nieco ponad 48, 2 proc. ważnych głosów. Jak podkreślił Tomasz Surdel, to wcale nie jest wygrana "o włos". - Brazylia jest gigantycznym krajem, więc to jest ponad 4 mln głosów różnicy.
Flavio Bolsonaro nie uznaje porażki i będzie domagać się unieważnienia wyborów, co - jak skomentował były korespondent "Gazety Wyborczej" - nikogo nie zaskoczyło. - Ale chyba nikt, nawet w jego sztabie, nie wierzy w to, że mogłoby dojść do unieważnienia wyborów. To nigdy nie wydarzyło się w historii Brazylii - skomentował Surdel.
- Klamka zapadła, bo Najwyższy Trybunał Wyborczy już tak zdecydował. Co gorsze i co bardzo bolesne dla Bolsonaro i jego zwolenników, zdecydował o tym przewodniczący Najwyższego Trybunału Wyborczego, który był mianowany przez ojca Flavio Bolsonaro, Jaira Bolsonaro, i który był uważany za jednego z najbardziej prawicowych, konserwatywnych sędziów w Sądzie Najwyższym - wyjaśnił gość TOK FM.
Co teraz czeka Brazylię?
Co zmieni się w Brazylii po reelekcji Luli? - Lula wczoraj na wiecu po ogłoszeniu wyników wyborów obiecał, zwłaszcza młodym Brazylijczykom, że jego nowy rząd będzie znacznie bardziej przychylnym okiem patrzeć na nowe technologie - wskazał Tomasz Surdel. Obietnica Luli odnosiła się do jego krytyki, iż jest już "starszym panem", który nie orientuje się we współczesnym świecie. Prezydent zapowiedział m.in. stworzenie brazylijskiej sztucznej inteligencji. - Lula przyznał, że w ramach unowocześniania swojego rządu i siebie będzie musiał nauczyć się obsługi telefonu komórkowego, bo do tej pory tego nie robił - dodał były korespondent.
Kampania prezydencka obu rywali nie skupiała się na konkretnych programach czy argumentach np. w sprawie gigantycznego zadłużenia kraju. - To była gra na emocjach. To była wojna na memy i wojna na wywoływanie emocji. Nikt w ogóle nie dyskutował o programach - wyjaśnił Surdel, podkreślając, że Brazylijczycy uważają Brazylię za jedno ze światowych mocarstw. Z niechęcią odnosili się więc do np. amerykańskich wpływów.
- Brazylijczycy nie chcą być lokajem amerykańskim. Próby ingerencji Donalda Trumpa w kampanię wyborczą miały efekt odwrotny od zamierzonego. Dlatego też w tych decydujących tygodniach przed wyborami prezydent Trump siedział cicho i w żaden sposób nie wyrażał poparcia wobec Bolsonaro - stwierdził gość TOK FM.
Źródło: TOK FM