Nowe zakupy dla wojska to "porywanie się z motyką na słońce? "Duże wyzwanie"
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał umowę na zakup czterech mikrosatelitów obserwacyjnych dla Wojska Polskiego. Umowa zawarta pomiędzy Agencją Uzbrojenia a Creotech SA opiewa na 556,7 mln zł.
Jak mówił w TOK FM Mariusz Cielma, to krok w kierunku rozbudowy własnego potencjału polskiej armii. -Na chwilę obecną Wojsko Polskie nie dysponuje własnymi satelitami, a zdolności takie mamy od mniej więcej dekady dzięki temu, że wykorzystujemy usługi, jakie zapewniają nam włoskie satelity i włoski program wojskowy - podkreślił redaktor naczelny miesięcznika 'Nowa Technika Wojskowa'.
Przypomniał przy tym, że wcześniej - jeszcze za poprzedniej władzy - Polska zamówiła dwa duże satelity od francuskiej firmy Airbas. Mają być wykorzystywane dopiero w 2027 r. - A jeszcze czekamy na zamówienie - w ramach programu MikroGlob - większej liczby małych satelitów wyposażonych w nowoczesne radary. To o tyle istotne, że mówiąc krótko, nie przeszkadza im brzydka pogoda, chmury itd. One mogą obserwować powierzchnię ziemi nawet w trudnych warunkach pogodowych - dopowiedział w rozmowie z Piotrem Jaśkowiakiem.
Ukraina na pigułkach. 'Lekarze mówią, że to nawet 90 proc. z nas'
"Nie ma bardziej efektywnego narzędzia"
Gość "Popołudnia Radia TOK FM" ocenił przy tym, że zamówienia te powinny już zaspokajać potrzeby polskiej armii. - Polska ma co do zasady określony geograficznie teren zainteresowania. To przede wszystkim nasz region - z perspektywy naszego kraju interesy nie są tak globalne, jak w przypadku innych wielkich graczy tego świata - przekonywał.
Wskazał w tym kontekście, że Polskę interesuje np. to, co będzie się działo w ramach ćwiczeń Zapad 2025. Głównie dlatego, jak dodał, że Rosjanie sami głoszą, że planują największe przedsięwzięcie szkoleniowe na Białorusi.
- Oczywiście wojsko na pewno by chciało jeszcze mieć satelity komunikacyjne. Dzisiaj głównie dzięki nim istnieje możliwość sterowania dronami na bardzo duże odległości. Takie możliwości mają przede wszystkim największe państwa świata - zastrzegł Mariusz Cielma.
Przekonywał przy tym, że kluczem w polskim programie są właśnie zdolności obserwacji ziemi. Jak przekonywał, to sprawa istotna dla każdego szczebla w wojsku - od tego wyższego, gdzie zapadają decyzje strategiczne, po te najniższe. - Jeżeli Polska rozwija np. artylerię rakietową i kupuje pociski, które mają lecieć na odległość 1000 km, to dzisiaj nie ma lepszego, bardziej efektywnego narzędzia niż próba rozpoznania potencjalnie wartych ewentualnego ataku obiektów za pomocą zdolności satelitarnych - podkreślił.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Porywanie się z motyką na słońce?
- A pomysł budowania infrastruktury satelitarnej siłami krajowych producentów to nie jest porywanie się z motyką na słońce? - dopytywał prowadzący.
- Na pewno jest to program obwarowany ryzykiem. Ale powiem też inaczej: to nie jest tak, że w grudniu 2024 wojskowi od zakupów się zebrali i podpisali umowę. Od ponad roku na zlecenie Agencji Uzbrojenia prowadzono analizy, na ile polski przemysł, we współpracy bodajże z Airbusem będzie w stanie zrealizować te zadania - odpowiedział redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej". Dopowiedział też od razu, że w wojsku powołano w tym celu także specjalną agencję, która będzie odpowiedzialna za wyniesienie satelitów w powietrze, a później zarządzanie całym programem.
Cielma ocenił przy tym, że Polska dysponuje kadrami, jeśli chodzi o obsługę systemu satelitów wojskowych. - To jest oczywiście duże wyzwanie, bo przejedziemy od stosunkowo prostego zobrazowania po budowę całego systemu tzw. targetingu, czyli wskazywania celów działań bojowych, gdzie w grę wchodzą czas i ciągłe zmiany na polu walki - posumował w TOK FM.