,
Obserwuj
Świat

Na tym statku miało zginąć 12 tysięcy więźniów. Przeżyli tylko strażnicy, bo dopuścili się strasznych czynów

Kamil Śmiałkowski
3 min. czytania
17.11.2024 07:05
Radzieckie gułagi skrywają wiele ludzkich tragedii, a do tego już sam transport więźniów na odległą północ Rosji pochłonął tysiące ofiar. O "Dżurmie", jednym ze statków floty gułagów, na którym zginęło osiem razy więcej ludzi niż w katastrofie "Titanica", opowiada podcast "Ciemne miejsca" Małgorzaty Wołczyńskiej.
|
|
fot. Jorge Saenz / AP Photo/ East News

Są na świecie miejsca, o których można powiedzieć, że wieje tam grozą. O niektórych jest głośno, inne znane są tylko wtajemniczonym. Zwykle ciągnie się za nimi mroczna aura. Choć nie zawsze można je potwierdzić. Podcast "Ciemne miejsca" to właśnie przewodnik po takich zakątkach świata. Tym razem Małgorzata Wołczyńska zabiera słuchaczy na północny wschód dawnego Związku Radzieckiego. To właśnie tam znajdowała się grupa obozów pracy przymusowej, która przeszła do historii jako Kołyma. I właśnie podczas transportu więźniów do jednego z miejsc kaźni doszło do tragedii, w której śmierć poniosło osiem razy więcej osób niż w katastrofie Titanica. Jeśli faktycznie wydarzenia, o których mowa, nie są tylko mroczną dwudziestowieczną legendą.

Zmarły tysiące

Gdyby rzeczywiście istniały statki widma straszące swoim widokiem na wodach mórz lub oceanów, to ten na pewno byłby jednym z nich. Należałby do floty upiornych okrętów, których nikt, kto żywy, nie chciałby spotkać w trakcie swojej morskiej wyprawy, a tym bardziej stanąć na jego pokładzie i stać się uczestnikiem upiornego rejsu, w jaki ten zabierał swoich pasażerów. Nie bez przyczyny "Dżurma" jest nazywana statkiem śmierci. Wiąże się z nią wiele tragicznych historii, ale szczególnie jedna mocno zapadła w zbiorową pamięć. Okrzyknięto ją największą katastrofą morską w dziejach świata.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

W ładowniach "Dżurmy" miało się bowiem znaleźć 12 tys. więźniów transportowanych do gułagów. Statek utknął w lodowym potrzasku i ci ludzie jeden po drugim umierali powoli z zimna i głodu. "Dżurma" długo dryfowała, aż w końcu na wiosnę mróz odpuścił i statek dopłynął do portu. Na jego pokładzie żywi byli już tylko strażnicy i załoga. Przetrwali długie zimowe miesiące, bo mieli zjadać szczątki martwych więźniów. Większość z nich postradała zmysły.

Arcybiskup homoseksualista to czubek góry lodowej. 'Kościół ma sporo za uszami'

Nieludzkie warunki

Gościem podcastu był prof. Marek Kornat, historyk i sowietolog z Instytutu historii Polskiej Akademii Nauk, który pomógł nakreślił tło opowieści o "Dżurmie" i całej upiornej flocie gułagów, która przez dwadzieścia lat była jednym z elementów sowieckiego państwa. Owe statki pływały z więźniami do obozów pracy na północy Rosji, gdzie odkryto złoża drogocennych surowców. Panująca tam warunki, rekordowe zimno i niewielkie zaludnienie, spowodowały, że zaczęto osiedlać tam zesłańców.

Legion Ukraiński w Polsce to niewypał? Zamieszanie i 'dezinformacja'

- Potem nadeszły czasy sowieckie, które umożliwiły w sposób zupełnie wyjątkowy karierę tego terytorium jako obozu koncentracyjnego. I tak zaczęła się ta tragiczna karta historii, jaką jest system gułagów, bez którego nie można oczywiście mówić o Kołymie jako miejscu zesłań - opowiadał. Odkąd Stalin "dokręcił śrubę" warunki do życia były tam złe, choć warunki dotarcia w ten odludny teren były jeszcze gorsze.

Więźniów transportowano drogą morską, statkami. - Określenie statek kojarzy nam się jednak z obiektem pływającym, gdzie są jakieś normalne warunki do życia ludzkiego. Tu w żadnym wypadku tak powiedzieć nie możemy. Mamy do czynienia ze statkami handlowymi wykorzystanymi do transportu ludzi w ładowniach towarów. Urządza się prowizoryczne prycze, stłacza się ludzi na tych piętrowych "łóżkach" - tłumaczył.

Tu ludzie często znikają bez śladu. A to tuż przy granicy z Polską

Rejsy trwały po kilka tygodni, mieszano podczas nich więźniów kryminalnych z politycznymi. - Opieka NKWD nad więźniami była iluzoryczna. Tak opowiadają wszyscy świadkowie tego paskudnego procederu. Statki płynęły w kierunku dalekiej północy i natrafiały na katastrofalne warunki - tłumaczył gość podcastu. Nie raz zdarzały się zderzenia z górą lodową czy ugrzęźnięcie w lodzie, tak jak w opowieści o "Dżurmie".

"Dżurma" była zwodowanym w Holandii statkiem, którego kadłub miał prawie 123 m długości. To połowa Pałacu Kultury i Nauki. W efekcie kryzysu lat trzydziestych holenderski przewoźnik sprzedał go Rosjanom. Jeśli ta katastrofa miała miejsce to była największą morską tragedią w historii. Ale czy miała miejsce? Zdania są podzielone, ale więcej faktów poznają ci, którzy wysłuchają podcastu "Ciemne miejsca".

'Rosja nigdy nie oddała niczego po dobroci'. Spór o Kuryle doprowadzi do kolejnej wojny?