,
Obserwuj
Świat

Tusk na marszu spotka "niespodziankę"? Oni nie rozumieją decyzji rządu

5 min. czytania
04.06.2024 08:12
Na rząd Donalda Tuska leje się duża fala krytyki za działania podejmowane w związku z kryzysem przy granicy. We wtorek 4 czerwca miała być wprowadzona tzw. strefa buforowa, czyli "czasowy zakaz przebywania" przy części granicy z Białorusią. - Tu nadal nie działają żadne mechanizmy ochrony praw i godności osób migrujących - mówi nam Katarzyna Czarnota z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Premier Donald Tusk kilka dni temu zapowiedział, że rząd uruchomi 'wszelkie możliwe środki', by chronić granicę z Białorusią . Stało się to po ataku migranta na przedstawiciela polskich służb. - Nie wiemy, czy to nie była prowokacja Białorusinów. A po drugie, ci ludzie na granicy, w tym rodziny z dziećmi, też mają określoną wytrzymałość emocjonalną - mówią TOK FM aktywiści z Podlasia.

Kryzys humanitarny trwa tutaj od blisko trzech lat. Wolontariusze, którzy pomagają migrantom w lesie (dostarczając im jedzenie, wodę czy ciepłą odzież) wierzyli, że po wyborach 15 października sytuacja ulegnie zmianie. Że - jak mówią - skończy się nieludzkie traktowanie i okrutne push backi, czyli wyrzucanie obcokrajowców z powrotem na Białoruś. Tak się jednak nie dzieje, o czym dobitnie na naszej antenie mówił niedawno Piotr Czaban, dziennikarz i aktywista.

Strefa buforowa. Co, gdzie i jak?

Premier Tusk ogłosił niedawno wprowadzenie na granicy tzw. strefy buforowej, czyli 'czasowego zakazu przebywania na określonym obszarze w strefie nadgranicznej'. Zgodnie z projektem rozporządzenia szefa MSWiA - które trafiło do uzgodnień - strefa miała być wprowadzona 4 czerwca, na okres 90 dni. W poniedziałek wicepremier Tomasz Siemoniak powiedział jednak, że utworzenie strefy zostało opóźnione. Nie wiadomo, do kiedy. Temat ma wrócić pod koniec tygodnia.

Zgodnie z rozporządzeniem - obszar obowiązywania zakazu został określony w wykazie, który załączono do projektu rozporządzenia. Obejmuje on - w województwie podlaskim - 26 obrębów ewidencyjnych w powiecie hajnowskim oraz jeden obręb w powiecie białostockim .

Strefę z zamkniętą w pasie przygranicznym dwa lata temu wprowadził już PiS. Była szeroka na ok. trzy kilometry. Obowiązywała na obszarze 183 gmin przy granicy z Białorusią. Nie mogli do niej wejść dziennikarze, przedstawiciele organizacji humanitarnych czy inne osoby niemieszkające w tej strefie. Dziennikarz Gazeta.pl Patryk Strzałkowski w serwisie X przypomniał, że wówczas niemal cały klub Koalicji Obywatelskiej głosował przeciwko wprowadzeniu strefy. Na rząd Tuska spada teraz potężna fala krytyki za to, że korzysta z tych samych środków, co PiS.

'Strefa Tuska'. Oni krytykują działania władzy 

Aktywiści strefę buforową nazywają 'strefą Tuska'. W rozmowie z nami mówią: 'rozumiemy, że trzeba chronić granicę', ale jednocześnie pytają: 'dlaczego kosztem grup wrażliwych, które chciałyby się starać w Polsce o status uchodźcy?'. Chodzi o dzieci, kobiety, ciężarne, seniorów czy nastolatki.

Jedna z kobiet, która pomaga na granicy od początku kryzysu humanitarnego, przekonuje też, że nigdy nikt nie był wobec niej agresywny. - Jest wprost przeciwnie, na każdym kroku widzimy wdzięczność, że chcemy pomóc i robimy, co możemy, by choć trochę ulżyć tym ludziom w wędrówce - mówi (nie jest przedstawicielką żadnej z większych grup, woli pozostać anonimowa).

Mnóstwo manifestów pojawia się też w mediach społecznościowych. 'Twój głos w sprawie łamania prawa na granicy polsko-białoruskiej jest nam bardzo potrzebny. Bardzo liczę na Ciebie. Na Twoje stanowisko, na przeciwdziałanie jawnemu bezprawiu, bardzo czeka całe środowisko pomocowe' - napisała na Facebooku Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica, udostępniając apel Akcji Demokracja. Aktywiści pytają w swoim apelu , gdzie jest dziś granica praw człowieka.

Do sprawy odniósł się też znany autorytet prawa prof. Włodzimierz Wróbel. 'Demokratyczne państwo prawa, które w konflikcie z obcą dyktaturą przejmuje jej metody, samo przegrywa. Bo staje się kopią swojego wroga' - napisał prawnik. Wskazał również, że polska konstytucja zobowiązuje wszystkie organy władzy publicznej, w tym policję, wojska obrony terytorialnej, straż graniczną 'do udzielenia pomocy osobom znajdującym się w zagrożeniu dla życia lub zdrowia, bez względu na to, jakiej są narodowości, jaki mają paszport i czy się w Polsce znaleźli legalnie, czy też nie'.

O ochronę dla kobiet z polsko-białoruskiej granicy zaapelował również Strajk Kobiet. W liście do premiera Donalda Tuska jego przedstawicielki napisały m.in., że z wielkim niepokojem przyjmują informacje medialne o koszmarnej sytuacji, w jakiej znajdują się dziewczęta i kobiety z Afryki. Odniosły się tutaj do komunikatów podawanych m.in. przez Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne, które informowało, że przy murze na granicy są młode Somalijki, potrzebujące pomocy.

'Wiemy, że te dziewczyny nie tylko cierpią tam z głodu, pragnienia, braku leków, wyczerpania, ale są także bite i wykorzystywane seksualnie. Ich los zależy od Pana. Nie od wielkiej polityki migracyjnej czy obronnej, czy jakiejkolwiek innej, tylko od Pana jednej decyzji - decyzji politycznej' - napisały przedstawicielki Strajku Kobiet.

Dwa marsze 4 czerwca

4 czerwca w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu ma odbyć się protest pod hasłem: 'Polsko, bądź ludzka'. Jego organizatorzy piszą: 'Bezprawie na granicy polsko-białoruskiej, zapoczątkowane przez rząd PiS, jest w pełni kontynuowane przez rząd koalicyjny'. 'Sprzeczne z prawem międzynarodowym wywózki nie powstrzymują migracji ani nie zwiększają bezpieczeństwa Polski. Ofiarami - nierzadko śmiertelnymi - są najsłabsi, najmniej zaradni lub najbardziej pechowi, a beneficjentami głównie przemytnicy' - czytamy w zapowiedzi wydarzenia, które ma się rozpocząć o godzinie 17.

Warto przypomnieć, że również na 4 czerwca premier Donald Tusk zwołał manifestację w rocznicę w 35. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów. Start o 18 na placu Zamkowym.

Agnieszka Holland na marsz 4 czerwca nie idzie. Przypomina Tuskowi pewne nagranie

Monitoring na granicy

W ostatnich tygodniach na Podlasiu byli przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i organizacji Border Forensics. To europejska grupa zajmująca się dochodzeniami w sprawie przypadków przemocy na granicach - popełnianej przez przedstawicieli rządów, straży granicznej, wojska i policji na terenie różnych krajów.

Jak przekazała TOK FM Katarzyna Czarnota z HFPC, wnioski z ich wspólnych działań są smutne. Wynika z nich, że straż graniczna ignoruje prawa migrantów przebywających na terenie między zaporą graniczną a linią granicy Polski z Białorusią. - Nadal nie działają żadne mechanizmy ochrony praw i godności osób migrujących - nie ma wątpliwości Czarnota. I podkreśla, że chodzi m.in. o rodziny z małymi dziećmi z różnych krajów świata, osoby nieletnie bez opieki, osoby starsze, chore, ofiary przemocy i tortur, także z widocznymi ranami na ciele.

Osoby, które przeprowadzały monitoring, rozmawiały ze wszystkimi stronami kryzysu na granicy, także z funkcjonariuszami. W efekcie tych wywiadów - jak słyszymy - ustalono, że strażnicy graniczni raz na kilka dni przekazują cudzoziemcom - przez zaporę - pakiety żywnościowe przygotowane przez PCK. - Tyle, że to kropla w morzu potrzeb - mówią działacze HFPC. Ich zdaniem pakietów jest za mało i są przekazywane za rzadko.