"Improwizujemy, bo jesteśmy w tym genialni, ale zaraz zderzymy się ze ścianą". Trzaskowski o pomocy uchodźcom

- Przyjadą kolejne miliony uchodźców i bez stworzenia odpowiedniego systemu, który rządzący muszą wprowadzić, nie poradzimy sobie z tym kryzysem - mówił w TOK FM prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. W jego ocenie Polska dzisiaj reaguje "cząstkowo" na kryzys humanitarny. - Niejako improwizujemy, bo my, Polacy, jesteśmy w tym genialni, więc nam to nieźle wychodzi. Tylko że za chwilę zderzymy się ze ścianą - dodał.
Zobacz wideo

Od 24 lutego, gdy rozpoczęła się rosyjska agresja w Ukrainie, do Polski przybyło łącznie 1,33 mln uchodźców, wśród nich 93 proc. to Ukraińcy. Około ćwierć miliona z nich dotarło do Warszawy. Jak przekonywał w TOK FM prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, to jednak dopiero początek tego kryzysu humanitarnego. Podkreślił, że mieszkańcy Warszawy i tamtejsi przedsiębiorcy wykazują się "niebywałą ofiarnością", przyjmując pod swój dach uchodźców, ale to przestaje wystarczać.

- Przyjadą kolejne miliony uchodźców i bez stworzenia odpowiedniego systemu, który rządzący muszą wprowadzić, nie poradzimy sobie z tym kryzysem. W ocenie mojej i wielu specjalistów, nie obejdzie się też bez pomocy Unii Europejskiej i ONZ, które mają olbrzymie doświadczenie w radzeniu sobie z tego typu problemami. Jeżeli będziemy mieli 2-3 razy więcej uchodźców, to nie wystarczy już rozlokowanie ich w domach prywatnych czy otwieranie kolejnych placówek, gdzie uchodźcy mogą znaleźć nocleg. Trzeba będzie budować centra recepcyjne, miasteczka dla uchodźców również w takich miastach jak Warszawa - mówił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Jak wyjaśniał, w pierwszych dniach wojny większość uchodźców, którzy przybywali na warszawskie dworce, nie potrzebowała pomocy, bo "byli zaopiekowani przez rodzinę i przyjaciół". - Natomiast ostatnio sytuacja diametralnie się zmieniła. Z naszych punktów recepcyjnych korzysta 30 tys. osób dziennie. Tylko wczoraj obsłużyliśmy 18 pociągów i kilkadziesiąt autobusów (z uchodźcami - przyp. red.). Coraz więcej osób nie ma tu przyjaciół ani rodziny, są straumatyzowani wojną. Stajemy na rzęsach, by ich przyjmować w Warszawie. Po naszych monitach wojewoda mazowiecki też utworzył centra recepcyjne, ale one się wypełniają - podkreślił.

W jego ocenie Polska dzisiaj reaguje "cząstkowo" na kryzys humanitarny. - Niejako improwizujemy, bo my, Polacy, jesteśmy w tym genialni, więc nam to nieźle wychodzi. Tylko że za chwilę zderzymy się ze ścianą - stwierdził.

"To może się źle skończyć"

Gość TOK FM wskazywał, że jeśli na dworcach pojawia się kilka tysięcy osób, to sytuacja jest opanowana, ale jeśli zaczyna przewijać się przez nie po kilkadziesiąt tysięcy, to problemem staje się taka prozaiczna rzecz, jak choćby dostęp do toalet. - Mówiliśmy, że na Dworcu Centralnym jest taki problem. Wojewoda odpowiedział, że ustala to z PKP, miejmy nadzieję, że to zostanie rozwiązane. Ale znowu: jeśli nie będziemy mieli systemu, to każde działanie - czy to nasze jako miasta, czy wojewody - się załamie - powiedział.

Jako przykład takiego działania, które sprawdza się na krótką metę, wymienił swoją decyzję o skierowaniu wszystkich psychologów miejskich do pracy z uchodźcami. - Ale wszyscy wiemy, jaki jest stan psychiki dziecięcej w naszym kraju. Przecież nie możemy zostawić dzieci w Warszawie na tygodnie bez wsparcia. Unia Europejska ma wytrenowanych ludzi, którzy mówią po ukraińsku. UE jest w stanie ich przesłać, żeby tutaj to ogarnęli. Takie rozwiązania systemowe trzeba wcielać, bo inaczej to się źle skończy - przekonywał.

"Bezkarność plus"

Według rządu elementem systemu przyjmowania uchodźców ma być specustawa, nad którą pracują posłowie w Sejmie. Ma m.in. regulować prawo do legalnego pobytu i dostęp do pracy w naszym kraju przez 18 miesięcy. Uchodźcy wojenni z Ukrainy będą mogli korzystać z opieki zdrowotnej, edukacji. Do tego będzie potrzebny numer PESEL.

W projekcie ustawy niespodziewanie znalazł się też zapis, który zapewnia bezkarność urzędnikom za podejmowane przez nich decyzje. Zdaniem krytyków dzięki takiemu zapisowi nie byłoby szans na wyjaśnienie zmarnowania 70 mln złotych na organizację wyborów kopertowych, które się nie odbyły, czy zakupu przez resort zdrowia respiratorów od handlarza bronią. Przepis nazwany "bezkarność plus" został odrzucony przez sejmową komisję, pracującą nad ustawą, jednak - jak informowała posłanka KO Izabela Leszczyna - posłowie PiS złożyli poprawkę, która go przywraca. 

- Jestem bardzo powściągliwy w krytykowaniu rządu, bo w tej sytuacji wszyscy musimy skupić się na ciężkiej pracy. Ale jeśli widzę, że wraca zapis, który ma dać bezkarność urzędnikom łamiącym prawo, to uważam, że jest to skandal. Ten zapis powinien być z tej ustawy skreślony - podsumował gość TOK FM.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj -> www. audycje.tokfm.pl/aktywuj

DOSTĘP PREMIUM