"Miała być piękna, wspaniała elektrownia". O co chodzi w sprawie Ostrołęki?
Elektrownia Ostrołęka miała być jednym z symboli rządów PiS. Zamiast nowoczesnego bloku węglowego mamy niedokończoną budowę i straty przekraczające miliard złotych. Przypominamy historię tej ogromnej inwestycji, której realizacja skończyła się fiaskiem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- czego dotyczy śledztwo ws. Elektrowni Ostrołęka;
- dlaczego inwestycja ostatecznie nie została ukończona;
- kto odpowiadał za realizację projektu;
- jakie straty przyniosła inwestycja i jakie nieprawidłowości wykryła NIK.
Śledztwo ws. Elektrowni Ostrołęka. CBA zatrzymało 25 osób
W środę 4 listopada rano, na polecenie Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało 25 osób w śledztwie dotyczącym Elektrowni Ostrołęka. Chodzi o inwestycję, która miała zapewnić Polsce nowy blok energetyczny opalany węglem kamiennym, ale ostatecznie została porzucona. Według Najwyższej Izby Kontroli jej realizacja doprowadziła do bezpowrotnej utraty ponad 1,3 mld zł.
Zatrzymania w sprawie Elektrowni Ostrołęka. Co bada prokuratura?
O zatrzymaniach poinformował minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Jak przekazał, postępowanie obejmuje lata 2018-2019 i dotyczy działania na szkodę trzech spółek: Elektrownia Ostrołęka, Enea oraz Energa.
Według szacunków przedstawionych przez ministra szkoda majątkowa wielkich rozmiarów przekracza miliard złotych. Funkcjonariusze prowadzą przeszukania i zabezpieczają materiały dowodowe w 30 miejscach na terenie 11 województw.
Siemoniak zapowiedział, że sprawa ma charakter rozwojowy i może przerodzić się w szeroko zakrojone śledztwo. - Zaczynamy tę sprawę bardzo aktywnie wyjaśniać i będzie to ogromne śledztwo. Dzisiaj machina ruszyła - powiedział w TVN24.
Ostrołęka C. Historia inwestycji, która nie doszła do skutku
Plany budowy nowego bloku energetycznego w Ostrołęce (woj. mazowieckie) sięgają 2009 roku. Projekt zakładał powstanie jednostki o mocy około 1000 MW, która miała być opalana węglem kamiennym.
Pierwszy przetarg na wykonawcę ogłoszono w 2011 roku. Rok później Energa zdecydowała jednak o zawieszeniu projektu. Powodem były trudności z pozyskaniem finansowania na rynku. Spółka uznała, że do realizacji inwestycji potrzebuje partnera strategicznego.
W 2015 roku, w ramach kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi, do Ostrołęki przyjechała "Szydłobusem" Beata Szydło (Prawo i Sprawiedliwość). - Przed nami jest najlepszy dowód, jak wyrzucono pieniądze publiczne. Tutaj miała być piękna, wspaniała elektrownia. Dzisiaj mamy działkę, która jest porośnięta krzakami, rosną drzewa. (…) Na tej działce powinna powstać nowa elektrownia w Ostrołęce i ja państwu deklaruję, że powstanie - oznajmiła przyszła premier.
Po wygranych przez PiS wyborach ministrem energii został Krzysztof Tchórzewski i - zgodnie z zapowiedzią - w 2016 roku wrócono do pomysłu budowy elektrowni. W grudniu tego roku połowę udziałów w projekcie przejęła Enea. Obie spółki miały wspólnie odpowiadać za realizację inwestycji.
Do politycznych zwolenników projektu należał także Arkadiusz Czartoryski, poseł PiS z Ostrołęki, były prezydent miasta i były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Jak opisywał Onet, polityk miał duży wpływ na obsadzanie stanowisk w spółkach związanych z budową elektrowni. Dziennikarze określali go mianem nieformalnego "kadrowego". Z jego rekomendacji prezesem spółki Elektrownia Ostrołęka został Edward S.
W kwietniu 2018 roku przetarg na budowę bloku wygrało konsorcjum GE Power i Alstom. W lipcu podpisano z nim kontrakt o wartości około 6 mld zł brutto.
28 grudnia 2018 roku wydano polecenie rozpoczęcia prac budowlanych, mimo problemów z zapewnieniem finansowania całego przedsięwzięcia.
Budowa ruszyła, choć brakowało pieniędzy
Właśnie okoliczności rozpoczęcia budowy bloku węglowego znalazły się pod lupą Najwyższej Izby Kontroli. W raporcie kontrolerzy wskazali, że podstawową przyczyną niepowodzenia projektu był brak zapewnienia źródeł finansowania. Na koniec grudnia 2018 roku całkowity budżet inwestycji wynosił 6,764 mld zł. Tymczasem zabezpieczenie finansowe wynosiło około 2,057 mld zł. Oznaczało to, że na dokończenie budowy brakowało ponad 4,1 mld zł. NIK ustaliła, że spółka miała świadomość, iż finansowanie projektu nie zostało zamknięte, a pozyskanie zewnętrznych środków napotyka trudności. Mimo to zarząd wydał wykonawcy polecenie rozpoczęcia prac.
Porzucona inwestycja
W lutym 2020 roku Enea i Energa zawiesiły finansowanie budowy. W czerwcu zarząd spółki Elektrownia Ostrołęka przekazał generalnemu wykonawcy polecenie zawieszenia wszystkich obowiązków dotyczących prac budowlanych. W tym samym roku pojawił się pomysł zmiany technologii. Zamiast bloku węglowego w Ostrołęce miał powstać blok gazowo-parowy, wykorzystujący gaz ziemny do produkcji energii elektrycznej.
Na początku czerwca 2020 roku Enea i Energa podjęły decyzję o kontynuowaniu inwestycji w zmienionej formule. Do projektu włączono także PKN Orlen, kierowany wówczas przez Daniela Obajtka. Od końca kwietnia 2020 roku koncern był większościowym właścicielem Energi.
We wrześniu 2020 roku funkcjonariusze CBA zatrzymali Edwarda S., byłego prezesa spółki Elektrownia Ostrołęka, oraz dwie inne osoby. Zatrzymania dotyczyły odrębnego śledztwa w sprawie podejrzeń korupcji przy kontraktach w państwowej energetyce. Agenci pojawili się również w domu Arkadiusza Czartoryskiego, żądając wydania dokumentów mogących mieć związek z postępowaniem. Poseł przekazał je dobrowolnie. Jak sam relacjonował, poinformowano go, że może występować w sprawie w charakterze świadka. Czartoryski zaprzeczał, by miał jakikolwiek związek z nieprawidłowościami.
W grudniu 2020 roku Enea zdecydowała, że nie będzie uczestniczyć w budowie elektrowni gazowej. Nową umowę inwestycyjną zawarły Energa, Orlen i PGNiG.
W styczniu 2021 roku powołano spółkę celową CCGT Ostrołęka, która miała odpowiadać za realizację elektrowni gazowej. Energa i Orlen objęły łącznie 51 proc. udziałów, a PGNiG pozostałe 49 proc.
W marcu 2021 roku rozpoczęła się rozbiórka elementów wybudowanych wcześniej na potrzeby bloku węglowego. Był to koniec projektu w pierwotnym kształcie.
Ponad miliard złotych strat. Co ustaliła NIK?
Sprawą inwestycji zajmowała się Najwyższa Izba Kontroli. W kontrolach przeprowadzonych w 2020 i 2021 roku NIK negatywnie oceniła działania wszystkich skontrolowanych podmiotów. Według ustaleń Izby w wyniku realizacji projektu węglowego bezpowrotnie utracono ponad 1,3 mld zł.
Kontrolerzy wskazywali przede wszystkim na rozpoczęcie budowy bez zapewnienia finansowania. W ocenie NIK decyzja ta doprowadziła do zaangażowania znacznych środków w przedsięwzięcie, którego nie udało się doprowadzić do końca.
Wątpliwości kontrolerów dotyczyły również roli ówczesnego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. Jak wynika z ustaleń NIK oraz materiału dziennikarzy TVN24, miał on naciskać na zarządy Energi i Enei, które odpowiadały za finansowanie inwestycji. Członkowie zarządów obu spółek mówili o "przymuszaniu" do realizacji projektu oraz o "piśmie dyscyplinującym", które otrzymali od szefa resortu.
Tchórzewski przedstawiał jednak inną wersję wydarzeń. W zeznaniach złożonych przed NIK twierdził, że bezpośrednio nie wpływał na spółki Energa i Enea.
W sierpniu 2025 roku NIK opublikowała kolejne ustalenia dotyczące rozliczenia i zamknięcia inwestycji. Tym razem zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim sposobu rozliczenia kontraktu z generalnym wykonawcą.
Według Izby zarząd spółki Elektrownia Ostrołęka zaakceptował i pokrył roszczenia wykonawcy przekraczające 958 mln zł netto, nie weryfikując odpowiednio ich zasadności ani wysokości. NIK oceniła te działania jako nielegalne, czyli niezgodne z warunkami zawartego kontraktu, oraz niegospodarne. Kontrolerzy zwrócili uwagę, że przy rozliczaniu inwestycji zaakceptowano między innymi roszczenia słabo udokumentowane, a także takie, których wysokość nie znajdowała potwierdzenia w przedstawionych materiałach. Zarząd miał również odstąpić od możliwości naliczenia wykonawcy kar umownych.
W związku z tymi ustaleniami Izba zapowiedziała, że przygotowuje zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków zarządu spółki Elektrownia Ostrołęka.
Ponadto wyszło na jaw, że w listopadzie 2020 roku dwóch wiceprezesów Enei zwróciło się do ówczesnego ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego o objęcie procesu rozliczania inwestycji osłoną antykorupcyjną. Jako przyczynę podali brak dostępu do dokumentów potwierdzających zakres wykonanych prac i zasadność ponoszonych kosztów. Do objęcia rozliczeń osłoną jednak nie doszło.
W maju 2022 roku posłowie ówczesnej opozycji Dariusz Joński i Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej, oceniali, że budowa bloku węglowego była przekrętem na 1,3 mld zł, którego koszty ponieśli odbiorcy energii elektrycznej.
Na początku czerwca tego samego roku ówczesny przewodniczący Nowoczesnej Adam Szłapka, który obecnie jest rzecznikiem rządu, poinformował o złożeniu do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremiera i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina, byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego oraz prezesa PKN Orlen Daniela Obajtka.
- Wszystkie te osoby powinny być zbadane przez prokuraturę i przez służby pod kątem tego, jak ich błędne polityczne decyzje z punktu widzenia i gospodarki, i bezpieczeństwa wpłynęły na zawalenie się tego projektu - powiedział Szłapka.
Posłuchaj:
Wiemy już, że na węglu daleko nie ujedziemy i że dalszy opór przed elektrowniami jądrowymi nie ma sensu. Tylko że na pierwszą z nich przyjdzie nam jeszcze długo czekać. Jak dotrwamy do ich uruchomienia? I jakie jeszcze technologie pomogą nam dokonać transformacji energetycznej? Pytamy o to prof. Grzegorza Liśkiewicza z Politechniki Łódzkiej, eksperta ds. efektywności energetycznej.
Źródło: PAP, x.com, nik.gov.pl, media.energa.pl, rp.pl, tvn24.pl