,
Obserwuj
Gospodarka

Miliardy dolarów wyparowały z największej giełdy kryptowalut Binance. Wystarczył do tego jeden laptop

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
4 min. czytania
05.11.2026 07:17

To największy atak hakerski w historii - tak światowe media piszą o zuchwałej kradzieży 6 miliardów dolarów z giełdy kryptowalut Binance. Zespołowi ekspertów z kilku firm kryptowalutowych udało się zamrozić blisko połowę skradzionych pieniędzy. Giełda zapewnia, że pokryje wszystkie straty swoich klientów z własnej kieszeni i awaryjnego funduszu rezerwowego. Do ataku doszło w biały dzień, a przestępcom wystarczył do tego jeden zarażony złośliwym oprogramowaniem laptop. Po tym finansowym dramacie w czterech aktach, branża teraz będzie walczyła o odzyskanie zaufania klientów i inwestorów.

Binance
Binance
fot. Binance

To był największy atak hakerski świata. W tym odcinku powiemy:

  • jak zniknęło 6 miliardów dolarów z potężnej giełdy kryptowalut;
  • kto za tym skokiem na kasę stoi - a tropy prowadzą do najbardziej izolowanego kraju;
  • i czy okradzeni klienci mogą liczyć, że odzyskają pieniądze?

W tym odcinku będzie o skoku stulecia. I o pieniądzach. Przestępcy nie będą ich drukować, żeby je ukraść nawet nie wyjdą z domu. Nie będą pieniędzy wywozić, gdyby chcieli musieliby załadować pod sufit mniej więcej 50 furgonetek. Będzie o kryptowalutach i o największym skoku na (cyfrowy) bank w historii ludzkości. Powiemy kto straci i jaka jest szansa, że włamywaczy uda się schwytać.

Zaczniemy od podstaw. Kryptowaluty to cyfrowe pieniądze, zapisane w wielkiej publicznej księdze rachunkowej, która nazywa się blockchain. Zajrzeć do tej księgi może każdy, żeby do przesunąć pieniądze z konta na konto trzeba taki "przelew" podpisać. Cyfrowo. Takim podpisem jest tak zwany klucz prywatny, czyli w uproszczeniu bardzo, bardzo, bardzo długi PIN. Giełda, taka jak najpopularniejszy na świecie Binance, to jednocześnie kantor i sejf. Służy do kupowania kryptowaluty, którą później przechowuje. I tu jest cyfrowy pies pogrzebany. Na tradycyjnej giełdzie handel to jedno, a przechowywanie to drugie. Na Binance jedno i drugie mieści się pod jednym dachem. Spod tego dachu zniknęło ponad 6 miliardów dolarów. W największym w historii rynku walut wirtualnym skoku na bank. Umowny bank.

Jak to się mogło stać? Cytując klasyka: widocznie mogło, skoro się stało. Odkrycie okoliczności to kwestia zasadnicza i dla tej sprawy i dla całego rynku kryptowalut. Bo kto odda w depozyt swoje pieniądze, często niemałe, gdy brak gwarancji, że nie padną łupem cyberprzestępców i nie przepadną na wieki? Dlatego - wszystko na to wskazuje - wyniki śledztwa trafią do instrukcji wszystkich graczy w branży, w której bezpieczeństwo jest kategorią podstawową. Ale w pierwszej kolejności o samym skoku. Oraz o włamywaczach, według amerykańskiego FBI - pracujących dla państwa. Tak właśnie, dla państwa, które utrzymuje się z zorganizowanej kradzieży twardej waluty.

Jak ukraść ponad 6 miliardów dolarów i pozostać niezauważonym?

Akt pierwszy: kradzież. Jak ukraść ponad 6 miliardów dolarów i pozostać niezauważonym? Trzeba przeniknąć do skarbca, a właściwie wielu skarbców i udawać mechanizm legalnego wypłacania pieniędzy. Takie wypłaty, z tak zwanych gorących portfeli giełd kryptowalutowych odbywają się na bieżąco. Regulowane są wewnętrznymi mechanizmami poświadczania legalności, a skarbce zasilane są stale z zewnątrz, gdy kończą się w nich pieniądze. Teoretycznie to źródło bez końca. I tak właśnie zadziałało w tym konkretnym przypadku. Tak oto złodzieje przeniknęli do środka i wypłacili sobie większość z 6,3 mld dolarów w mniej więcej 20 minut. Portfele, z których wynosili pieniądze były zasilane na bieżąco. Dopóki ich zarządcom nie wybiło korków, transakcje zostały zawieszone w samym Binance i firmach powiązanych, do których płynęły cyfrowe pieniądze na wymianę.

Redakcja poleca

Największa giełda na świecie z ponad jedną trzecią udziałów w rynku została w ten sposób obrobiona w biały dzień. Za pomocą pojedynczego komputera technicznego zarażonego przez hakerów szkodliwym oprogramowaniem, które zostało wykorzystane do wejścia do skarbca. Jak to możliwe, że jeden służbowy laptop otworzył złodziejom drogę do miliardów - tego Binance nie ujawnia, przynajmniej na razie. Ale twierdzi, że na powodzenie ataku złożyło się "wiele czynników". Jakich konkretnie? Tego też nie wiadomo. Wiadomo tylko, że zrozumienie mechanizmu kradzieży jest dla branży sprawą - dosłownie - życia lub śmierci.

Włamywacze

Akt drugi: włamywacze, czyli grupa hakerów znana jako TraderTraitor, powiązana z największym kolektywem hakerskim tego typu znanym jako Lazarus, czyli Łazarz. I nie są to nastolatkowie w kapturach uprawiający swój proceder u wujka w garażu. To organizowani przez wywiad wojskowy profesjonaliści, działający na rzecz państwa, którzy kradną dla Korei Północnej. To właśnie oni dla swoich mocodawców rok temu ukradli z giełdy Bybit półtora miliarda dolarów w największym do teraz skoku na cyfrowe skarbce.

Dlaczego reżim zrobił z zatrudnianych przez siebie hakerów swoje zbrojne finansowe ramię? Bo Korea Północna jest objęta sankcjami za program atomowy, więc ma bardzo ograniczony dostęp do handlu i dolarów. Kradzież jest dla niej źródłem twardej waluty, z której utrzymuje się państwowa elita. Oraz są utrzymywane obiekty jądrowe i budowana infrastruktura rakietowa. Problemem jest wymiana skradzionych kryptowalut. Ale i tym północno-koreańscy hakerzy skutecznie sobie radzą. Z ponad 6 miliardów dolarów połowa została zablokowana, ale połowa rozpłynęła się w cyfrowej mgle blockchainów.

Redakcja poleca

Sztuczna inteligencja

Akt trzeci: sztuczna inteligencja. Eksperci są niemal pewni, że to właśnie jej koreańscy hakerzy zawdzięczają wzrost skuteczności włamań. Dowodem ma być precyzja z jaką są przeprowadzane. To co ludziom zajmowało miesiące odpowiednio przeszkolony agent AI robi o niebo krócej.

Akt czwarty: system, branża i polityka. Kryptowaluty nie są objęte gwarancjami. W przeciwieństwie do pieniędzy trzymanych w regularnych bankach. Kto zostanie okradziony - zostaje z niczym. Boleśnie przekonali się o tym klienci polskiej giełdy Bitbay Binance obiecało więc dziurę po złodziejach zatkać ze swoich. Kto trzymał pieniądze na tej największej na świecie giełdzie, ma nic nie stracić. Stawką bowiem jest zaufanie do całej branży. Bezcenne.

Na koniec polityka. I wsparcie dla branży ze szczytów władzy. Skok na Binance przyszedł w najgorszym możliwym dla niej momencie. Po niedawnym luzowania przepisów, co dawało jej większe możliwości i jeszcze więcej pieniędzy, może przyjść opamiętanie. Tak użytkowników jak i stanowiących prawo. Wtedy refleksja nad tym co miało być niemożliwe, a staje się więcej niż prawdopodobne, nie będzie dla branży kryptowalut miła.

Źródło: TOK FM