Sąd uchylił się od ważnej decyzji. "Państwo w ogóle nie widzi dziecka"
NSA nie podjął merytorycznej uchwały w sprawie transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci, w których wpisane są dwie matki. - W praktyce oznacza to brak dostępu do jakichkolwiek świadczeń, bo państwo w ogóle nie widzi tego dziecka - mówiła w TOK FM matka dziecka, które znajduje się w takiej sytuacji.
- Naczelny Sąd Administracyjny nie podjął merytorycznej uchwały w sprawie transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci, w których wpisane są dwie matki;
- Wiązałyśmy dużo nadziei z dzisiejszym orzeczeniem, więc jesteśmy bardzo rozczarowane - mówiły w TOK FM Remigia i Michalina Dement-Żemła, które wspólnie wychowują dzieci i obserwowały dzisiejsze posiedzenie NSA;
- Choć udało im się uzyskać w Polsce transkrypcję zagranicznego aktu małżeństwa, jedna z kobiet nadal nie ma władzy rodzicielskiej.
W środę Naczelny Sąd Administracyjny uchylił się od orzekania w sprawie transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziewczynki wychowywanej przez dwie matki.
Sofia, której dotyczy sprawa, jest córką Polki i Irlandki. Urodziła się w Hiszpanii i tam wydano jej akt urodzenia oraz paszport tymczasowy. O jego transkrypcję, czyli wpis do polskiego rejestru, matki walczą od 2019 roku. Do tej pory procedura nie została przeprowadzona.
Dziewczynce nie został także wydany polski akt urodzenia. - Przez to de facto jest bezpaństwowcem, nie ma PESEL-u i nie istnieje w systemie. Jest niewidzialna. W praktyce oznacza to brak dostępu do jakichkolwiek świadczeń, bo państwo w ogóle nie widzi tego dziecka - mówiła w "TOK 360" Dement-Żemła.
Jak tłumaczyła, oznacza to, że dziecko nie ma dostępu do bezpłatnej opieki zdrowotnej czy pójścia do przedszkola. - Hiszpania przyszła na pomoc w tej sprawie i wydała tymczasowy paszport dziecku i dzięki temu jakkolwiek funkcjonuje jako obywatelka - wskazała.
"Dyskryminowanych jest 50 tys. dzieci"
To ważna sprawa, bo dzieci urodzonych w rodzinach jednopłciowych w Polsce jest ok. 50 tys. - Spotykają się one z dyskryminacją, ponieważ w polskich aktach urodzenia mają wpisaną tylko jednego rodzica. Więc dyskryminowanych de facto w Polsce jest 50 tys. dzieci - podkreśliła rozmówczyni Filipa Kekusza.
Drugi rodzic nie ma więc żadnych praw, jest w świetle prawa obcą osobą dla dziecka. - I po śmierci rodzica to dziecko można po prostu drugiej mamie zabrać. To sąd decyduje o jego losie, a nie ten rodzic, który pozostał przy dziecku - mówiła.
Jak relacjonowała, odmówiono jej chociażby pozostania z dzieckiem w szpitalu. - Ordynator oddziału - mimo upoważnień - zażądał, żeby tylko rodzic prawny został z dzieckiem. Nie mogłam też wziąć urlopu rodzicielskiego, pobierać świadczeń socjalnych w moim zakładzie pracy na dzieci, które nie są w świetle prawa moje. Jest szereg rzeczy, których nie mogę realizować - podsumowała.
Źródło: TOK FM