Co, gdy wybuchnie "prawdziwa" wojna? Generał ma radę: I tak cię stamtąd ściągniemy
"Pilna naprawa rozwiązań systemowych jest konieczna. Bez względu na to, czy mamy kampanię wyborczą, czy nie. Dziesiątki razy słyszałem: 'Panie generale, później, po wyborach'" - mówi gen. Tomasz Piotrowski w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz, autorką książki "Idzie wojna? Spodziewaj się najlepszego, przygotuj na najgorsze".
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Idzie wojna? Spodziewaj się najlepszego, przygotuj na najgorsze" autorstwa Agnieszki Lichnerowicz, która ukazała 21 maja nakładem wydawnictwa Znak Literanova.
(Gen. Tomasz Piotrowski - red.) Kiedy zacznie się wojna? Gdy odpowiadam, że już teraz musimy się bronić, bo ta hybrydowa właśnie trwa, zniecierpliwieni rozmówcy pytają mnie: "Ale kiedy zacznie się taka prawdziwa?!". Kiedy, panie generale?
Próbowali ci coś zhakować? Dostałeś phishingowego maila? To przecież też jest element wojny, to jest oddziaływanie na nasze wewnętrzne słabości. Wielu ludzi nie postrzega jednak tego rodzaju ataków w kategoriach wojennych, a jedynie jako "zwykłe hakerstwo".
Dopytywanie o "prawdziwą wojnę" i bagatelizowanie faktu, że już jesteśmy atakowani, to również mechanizm wyparcia. No bo czołgi nie przyjechały, rakiety masowo nie spadają, to nie jest wojna z wyobrażeń wielu Polaków, którą znają z lekcji historii.
Uważam też, że ludzie uciekają w pytanie: "Ale kiedy będzie ta prawdziwa wojna?", bo mają poczucie, że jak już państwo przejdzie na tryby wojenne, to wtedy rząd i wojsko zaczną odpowiednio działać, a oni sami głównie będą "czekać, no bo inni są od prowadzenia wojny" - i odpowiedzialność będą ponosić inni. A tak nie będzie.
(Agnieszka Lichnerowicz - red.) A jak?
Artykuł 85 naszej konstytucji jasno mówi, że obowiązek obrony ma każdy Polak. Niezależnie od wyznania czy płci, każdy obywatel. Niestety już tu dochodzimy do pierwszych problemów.
Trzeba zmienić konstytucję?!
Jeżeli ktoś zacznie czytać naszą konstytucję, to niestety szybko zorientuje się, że wiele jej zapisów nie przystaje do otaczających nas realiów.
Prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, który wyznacza naczelnego dowódcę na czas wojny - jak mówi konstytucja - na wniosek premiera, a ten z kolei robi to na wniosek ministra obrony. Czyli kto będzie podejmował decyzję o tym, że naczelny dowódca ma zostać powołany?
Jeżeli takiego wniosku nie złoży premier, to prezydent go nie powoła. A co, jeżeli prezydent będzie chciał go powołać, ale premier powie kategoryczne "nie", bo uzna, że to jeszcze nie jest ten czas - "Nie będzie mi prezydent przestawiał gospodarki na czas wojny"? A to jest tylko jeden z przykładów dotykających funkcjonowania najistotniejszych - z punktu widzenia potencjalnego konfliktu - instytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
Gdy się weźmie pod uwagę wcześniejsze awantury, taki spór w Polsce łatwo sobie wyobrazić.
Pilna naprawa rozwiązań systemowych jest konieczna. Bez względu na to, czy mamy kampanię wyborczą, czy nie. Dziesiątki razy słyszałem: "Panie generale, później, po wyborach". U mnie na półce stoi konstytucja, a obok Strategia Bezpieczeństwa Narodowego. Ta ostatnia została podpisana w 2020 roku i nie uwzględnia wielu istotnych kwestii. Zatem dokumenty, które powinny być osadzone w konstytucji i strategii, albo nie istnieją, albo brakuje podstawy, żeby funkcjonowały dobrze.
Weźmy strategie dziedzinowe - w jaki sposób energetyka albo transport i komunikacja mają się odnieść do bezpieczeństwa, jeżeli nie mamy strategii narodowej? Te nasze zaniedbania są w moim odczuciu naprawdę potężne. W ich efekcie nie jesteśmy w stanie podjąć adekwatnych działań w przypadku poważnego konfliktu.
A co jest nie tak z artykułem 85 o obowiązku obrony?
Należałoby go doprecyzować, bo stanowi o obowiązku służby wojskowej, a pomija to, że obowiązek ten nie musi oznaczać jedynie służby w wojsku.
Jaki ja mam obowiązek obrony?
Konstytucja mówi jasno: obrona jest obowiązkiem każdego Polaka. Jednak instytucje państwa nie wskazały, w jaki sposób pani ma się z niego wywiązywać.
Jestem wielkim przeciwnikiem tego, żebyśmy brali wszystkich w tak zwane kamasze, szkolili ze strzelania oraz uczyli taktyk pojedynczego żołnierza i zespołowej. Najpierw powinniśmy ze sobą uczciwie porozmawiać i co ważniejsze - zdefiniować, co uznajemy za wojnę, jaką sytuację rozumiemy jako stan zagrożenia i jak chcemy zapewnić sobie bezpieczeństwo.
Czasem na przykład słyszę zdania w stylu, że ktoś płaci podatki, niech więc wojsko się zajmie wojną.
W duchu "płacę, to wymagam".
Władza wykonawcza i władza ustawodawcza muszą uporządkować sektor bezpieczeństwa w Polsce i dostosować dokumenty do współczesnych wyzwań, a my, obywatele, musimy sobie uczciwie odpowiedzieć, jakiego bezpieczeństwa chcemy i co każdy z nas może zrobić, by się do niego dołożyć.
W 2022 roku niezliczona liczba osób pytała mnie o naukę strzelania. "Ale po co ci?", dopytywałem. "No bo jak będzie wojna, to żebym umiał strzelać", mówili. "Czy ty wiesz, co to znaczy strzelić do człowieka?", odpowiadałem. To nie jest tak proste, jak się wydaje po obejrzeniu filmu sensacyjnego.
Mój kolega zawsze powtarzał, że chciał być snajperem, ale - jak to bywa - 100 tysięcy obiektywnych trudności spowodowało, że nie mógł pójść do wojska. Mówię mu: "Słuchaj, ale ty masz koparkę, prawda?". "No mam", odpowiedział. To ja do niego: "Za stary jesteś do wojska, nikt cię nie będzie brał, ale w krytycznym momencie koparka może się przydać do kopania okopów. A ja za ciebie będę strzelał, możemy się tak umówić?". Przystał z zadowoleniem.
Dopiero zaczynamy budować obronę cywilną. Brakuje nam infrastruktury do obrony totalnej, czyli takiej, która do oporu angażuje nie tylko wojsko, lecz także cywilów.
Ludzie mają różne potrzebne kompetencje, taki ktoś jak pani może się bardziej przydać w komunikacji strategicznej niż na pierwszej linii. Warto by rozważyć, czy państwo nie powinno wśród obywateli rozwijać pewnych kompetencji, na przykład przez dopłacanie do szkoleń czy regularne ich prowadzenie, a potem korzystać z pracy tych obywateli z kompetencjami potrzebnymi do obrony.
Wydaje mi się bardzo ważne, żeby to podkreślić - nie każdy musi walczyć karabinem na pierwszej linii.
Wielu Polakom walka kojarzy się wyłącznie z okopami na froncie, więc warto, by mieli świadomość, że mogą się przydać na różnych odcinkach.
Tak, choć oczywiście nie każdy będzie miał aż tak szeroki wybór. Prawda jest taka, że to rezerwy wygrywają wojny, a nie zawodowe armie i ochotnicy.
W przypadku wojny dużej rzeszy obywateli, Polek i Polaków, musielibyśmy powiedzieć: "Pójdziesz na front. Będziesz walczył w takiej czy innej formacji". Nie każdy będzie należał do personelu pomocniczego albo prowadził z odległości działania kognitywne.
Kognitywne, czyli wpływające na to, co ludzie i społeczeństwa myślą, jakie mają skojarzenia, jak rozumieją oraz interpretują rzeczywistość.
Co więcej, nawet jak ktoś się zajmuje działaniami kognitywnymi, to nie jest całkowicie chroniony przed zagrożeniem.
Lepiej, żebyśmy już dziś młodemu Polakowi powiedzieli: "Słuchaj, młody człowieku, jesteś mechanikiem samochodowym, będziesz mechanikiem w wojsku, pójdziesz na front. Nie próbuj uciekać na Costa Brava, bo z tym czy tamtym krajem mamy podpisane umowy, i tak cię stamtąd ściągniemy. Więc przygotuj się spokojnie, a my ci w tym pomożemy". Potrzebna jest ta uczciwość i jasne określenie, czego się spodziewamy, jaki jest nasz plan, i musi być to wiarygodne.
W wielu krajach, które mają obowiązkową służbę, młodzi mężczyźni i kobiety wiedzą, że po ukończeniu szkoły pójdą do armii na kilka lub kilkanaście miesięcy. To jest ich wkład w bezpieczeństwo. Ale takie obowiązki trzeba jasno określić, żeby ludzie się z tym mogli pogodzić, przetrawić to, porozmawiać i zrozumieć, że dotyczy to każdego i nie ma świętych krów.
Niestety dzieci świętych krów - ludzi mających pieniądze i władzę - na wojnach często nie walczą.
Dlatego mój ulubiony przykład pochodzi z Finlandii. Pamiętam braci Hautamaeki, dwóch skoczków narciarskich, jeden startował, drugi - nie, bo odbywał obowiązkowe szkolenie wojskowe i miał w związku z tym gorszą formę. Mówiłem wtedy do kolegi: "Wyobrażasz sobie, żeby komendant Wojskowej Komendy Uzupełnień w Zakopanem dał powołanie na szkolenie rezerwy Adamowi Małyszowi? Chyba prędzej pojechałby do Małysza na własny koszt i przeprosił, że coś takiego miało miejsce".
Kolejną istotną kwestią jest odwaga naszych przywódców. Chodzi mi nie tylko o premiera czy prezydenta, lecz także o liderów na poziomie samorządowym i w administracji. Potrzebujemy ich uczciwości i odwagi w edukowaniu obywateli o tym, co jest rzeczywistym zagrożeniem. Nie możemy pozwolić sobie na sytuację, w której osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, z generalicją i admiralicją włącznie, opowiadają ludziom nie to, co jest rzeczywistą oceną zagrożeń, tylko to, co ci chcą usłyszeć.
Żyjemy w czasach popularności retoryki populistycznej.
Z jednej strony chciałoby się, żeby ktoś nam powiedział dzisiaj uczciwie, niczym Brytyjczykom w 1940 roku Winston Churchill, że to, co ma nam do zaoferowania, to krew, trud, łzy i pot, ale że za to przeprowadzimy bezpiecznie Polskę przez nadchodzące sztormy. Z drugiej jednak strony wspomniany wcześniej mechanizm wyparcia popycha nas do postawienia na przywódcę, który obiecuje to, co chcemy usłyszeć, aby wzmacniać iluzję bezpieczeństwa. Bez odwagi naszego leadershipu trudno nam będzie o definicję wojny i o właściwe przygotowanie do konfliktu.
Istotna jest również odwaga obywatelska i wzajemna uczciwość. Unikanie odpowiedzialności, próby przerzucenia jej na innych nie poprawią sytuacji bezpieczeństwa, nie spowodują lepszego przygotowania do sytuacji trudnych.
Ukraina w sprawie mobilizacji może być przestrogą, tak? Zełenski w latach 2023 i 2024 miesiącami zwlekał z powołaniem potrzebnych na froncie żołnierzy.
Tak. Ale przecież my z 1939 roku mamy takie same doświadczenia. Też zwlekaliśmy z mobilizacją. Tu też potrzebna jest odwaga rządzących i opozycji, żeby otwarcie mówili społeczeństwu, czego wymaga odpowiedzialna reakcja na wydarzenia.
To jest lekcja, jaką powinniśmy wyciągnąć z doświadczeń Ukrainy. Wojskowi ukraińscy od wielu lat powtarzali: zwróćcie uwagę na sposób i czas mobilizacji. Jak wiemy, nie uniknęli poważnych błędów, ale jesteśmy o te doświadczenia bogatsi i bezwzględnie musimy poprawić i wdrożyć nasze rozwiązania w tym zakresie, aby ryzyko podobnych problemów zminimalizować.
Posłuchaj: