Co Witkoff zawiózł Putinowi? Rosja "ma za co być wdzięczna"
Specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa Steve Witkoff, spotkał się w środę w Petersburgu z Władimirem Putinem. - Stało się już tradycją, że Witkoff przywozi fakty dokonane, bo pojechał rozmawiać o przyszłości Ukrainy z Władimirem Putinem, natomiast niekoniecznie ma teraz jakiekolwiek asy w rękawie - mówiła w TOK FM Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Witkoff spotkał się z Putinem w Petersburgu;
- Putin zaproponował Trumpowi spotkanie w Chinach;
- Jak czytać te informacje?
Po raz dziewiąty specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa Steve Witkoff, spotkał się z przywódcą Rosji Władimirem Putinem, tym razem w Petersburgu. Putin podziękował stronie amerykańskiej za zaangażowanie w działania na rzecz zakończenia wojny i wyraził zainteresowanie odbudową stosunków gospodarczych z USA. Uwolnił też 74-letniego Stephena Hubbarda, amerykańskiego emerytowanego nauczyciel po ponad czterech latach rosyjskiej niewoli.
Anna Piekutowska pytała w TOK FM prof. Małgorzatę Zacharę-Szymańską o to, co Witkoff przywiózł Putinowi w zamian.
- Władimir Putin ma być za co wdzięczny Stanom Zjednoczonym. Administracja amerykańska łagodzi presję na Rosję, zawiesiła część sankcji, zawarła umowę z Władimirem Putinem na import rosyjskiego diesla. Prezydent Trump opowiada dziś Amerykanom, że w kryzysie paliwowym, bo ceny diesla na przestrzeni ostatnich siedmiu miesięcy wzrosły tam o ponad 60 proc., to Rosja będzie ratować Amerykanów - mówiła w "zapytam inaczej" ekspertka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak dodała, to "potężne" wzmocnienie wizerunku przywódcy rosyjskiego.
- Stało się też już tradycją, że Steve Witkoff przywozi fakty dokonane, bo pojechał rozmawiać o przyszłości Ukrainy z Władimirem Putinem, natomiast niekoniecznie ma teraz jakiekolwiek asy w rękawie. Putin już bardzo dużo dostał. Bardzo chciałabym być prorokiem, który się myli, ale niczego obiecującego te rozmowy nie przyniosą - oceniła w rozmowie z Anną Piekutowską.
"Gest otwarcia ramion w kierunku Putina"
- Dlaczego Trump postanowił tak wzmocnić pozycję negocjacyjną Putina kosztem Ukrainy? Czy teraz Trump już nie tylko zdradza Ukrainę, ale też porzuca Zachód na rzecz Putina? - dopytywała dziennikarka TOK FM.
- Trump porzucił Zachód na rzecz Putina już bardzo dawno. Teraz to nic innego jak gest otwarcia ramion w kierunku Władimira Putina. Donald Trump mówi do przywódcy Rosji: "Będziemy teraz na kursie wzajemnej przyjaźni i współpracy i ten kurs coraz bardziej nam odpowiada" - odpowiedziała ekspertka.
Oceniła przy tym, że "strategicznie te kroki są chybione" a "kurs odpowiada jedynie stronie amerykańskiej, bo Władimir Putin przyjmuje prezenty, gesty przyjaźni, jak klocki, które budują wieżę jego wizerunku". - On nie jest skłonny pójść na ustępstwa, bo gdyby był do tego skłonny, czy w sprawie Ukrainy, czy jakiejkolwiek innej, to poważne rozmowy negocjacyjne już by się toczyły. Na razie mamy sytuację, w której toczą się rozmowy o rozmowach - stwierdziła.
Po co to Trumpowi? Zdaniem gościni TOK FM, Trump załatwia jeszcze jedną ważną sprawę: daje obietnicę zakończenia konfliktu. - Po raz kolejny nie dostał pokojowego Nobla, więc chce się wykazać. Kwestia Iranu pozostaje otwartą, Teheran nie pozwoli, żeby jakikolwiek poważny postęp negocjacyjny dokonał się jeszcze przed wyborami. Za to może jest szansa na kierunku rosyjsko-ukraińskim - wskazała.
Widmo "drugiej Jałty"
Przywódca Rosji zaproponował też spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Chinach podczas rozmów z amerykańskim wysłannikiem Steve'em Witkoffem w Petersburgu, przekazała agencja Reutera, powołując się na rosyjskie media. Kreml już wcześniej sygnalizował możliwość zorganizowania trójstronnego spotkania Putina, Trumpa i przywódcy Chin Xi Jinpinga podczas szczytu Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC), który odbędzie się w przyszłym miesiącu w Chinach.
W ocenie ekspertki Uniwersytetu Jagiellońskiego określenie "druga Jałta", które pada w tym kontekście, nie jest "przesadnie trafione". Przede wszystkim dlatego, wskazała, że jeżeli dojdzie w ogóle do tego szczytu, to będzie on miał wymiar głównie wizerunkowo-medialny.
- To niekoniecznie będzie tak, że tam będą czynione plany podziału Europy, czy podziału świata na strefy wpływów. A to dlatego, że relacja pomiędzy tymi przywódcami ciągle jest bardzo napięta. (...) Oni się spotykają po to, żeby podkreślić wagę własnych strategii przywódczych przede wszystkim przed publicznością wewnętrzną - podsumowała w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP