,
Obserwuj
Polska

Kidfluencer jako żywiciel instarodziny. "Sami rodzice zapominają, że to praca, a nie kilka pstryknięć"

oprac. Karolina Wiśniewska
4 min. czytania
16.02.2026 04:01

- Taka praca jest codziennością tych dzieci i to jest legalne. (...) W polskim prawie istnieje domniemanie, że wszystko, co robią rodzice, jest najlepsze dla dziecka. Jeśli zatem oboje wyrażą zgodę, to dziecko może pracować - mówił w TOK FM Marek Szymaniak, dziennikarz i autor tekstu o tym, jak instarodzice zamieniają dzieciństwo w towar.

Dzieci influencerzy (zdj. ilustracyjne)
Dzieci influencerzy (zdj. ilustracyjne)
fot. Stanislaw Bielski/REPORTER

Wielogodzinne sesje zdjęciowe, makijaż, układanie fryzury i dbanie o to, by dany produkt był wyeksponowany jak najlepiej przez... dziecko - często takie, które nawet jeszcze nie potrafi samodzielnie usiąść. O kidfluencerach i dzieciach-manekinach w dużym artykule w magazynie SpidersWeb+ pisze Marek Szymaniak. O swoich ustaleniach dziennikarz opowiadał także w audycji Zuzanny Piechowicz 'Praca od podstaw'.

- Ta praca jest codziennością tych dzieci - przyznał Szymaniak. - Może to nie jest jeszcze, przynajmniej w tym opisywanym przeze mnie przypadku, praca fizyczna (?), ale jest to praca ciężka, wielogodzinna, przed obiektywem aparatu, kamery czy przed lustrem, gdy trzeba się przygotować, ubrać się do sesji, nałożyć kolejne prezentowane ubrania czy inne produkty, aby się zareklamować na przykład na Instagramie - rozwinął dziennikarz.

Redaktor Piechowicz zwróciła uwagę, że często mówi się o wykorzystywaniu wizerunku dzieci - bez ich świadomości - przez ich rodziców w mediach społecznościowych. Umyka jednak właśnie poruszony przez Szymaniaka wątek zarabiania na tym wszystkim. Tymczasem social media są często niczym słupy reklamowe z udziałem dzieci. Dziennikarka zastanawiała się, czy coś takiego jest w ogóle legalne.

- Jest jak najbardziej legalne - rozwiał wątpliwości jej gość. - Decydują o tym rodzice, a jest w polskim prawie domniemanie, że wszystko, co robią rodzice, jest najlepsze dla dziecka. Jeśli zatem oboje wyrażą zgodę, to dziecko może pracować. Praca ta nie może być wprawdzie każdą pracą, ale może dotyczyć branży kulturalnej, artystycznej, sportowej czy też właśnie reklamowej - dodał.

Szymaniak zwrócił uwagę, że jest wprawdzie zapis, który określa, iż praca dzieci poniżej 16. roku życia wymaga zezwolenia inspektora pracy. Wskazane jest także, że praca takich dzieci nie może zagrażać ich życiu i zdrowiu, i nie może kolidować z obowiązkiem szkolnym. - Żeby zdobyć to zezwolenie inspektora pracy, konieczne są inne orzeczenia: ze szkoły, od lekarza, z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Wydaje się więc, że jest kilka obwarowań, które będą sprawiać, że to dziecko nie będzie zbyt mocno obciążone pracą chociażby jako kidfluencer. Tyle tylko, że z moich rozmów, które przytaczam w artykule, wydaje się, że to martwy przepis. Pytałem też w Państwowej Inspekcji Pracy, czy są jakieś szczególne przepisy dla tej grupy dzieci i tych przepisów nie ma - wyjaśniał dziennikarz. - I to jest zasadniczy problem, że mamy pewne luki, które trzeba zapełnić, by te dzieci miały ochronę - dodał.

Gość TOK FM przestrzegał też przed myśleniem, że w istocie to nie jest nic złego, bo 'to tylko zdjęcia', bo dzieci i tak je sobie robią itp. Podkreślał, że z jego ustaleń wynika, iż jest to wycieńczająca praca, która niewiele różni się na przykład od tego, jak wyglądają profesjonalne sesje robione przez agencje. W swoim tekście Szymaniak przywołuje dzieci, które musiały przez wiele godzin być modelami do zdjęć, mimo że były chore, źle się czuły. - Wydaje się, że sami rodzice zapominają, że to jest praca, a nie kilka pstryknięć - wskazał dziennikarz. Przez takie coś, jak dodał, dziecko traci swoje dzieciństwo. W tym czasie mogłoby się rozwijać, czytać czy bawić z rówieśnikami.

- Kolejny problem jest taki, że te dzieci nie mają zagwarantowanych formalnych praw, jakie mają osoby dorosłe. Nie mogą odmówić tej pracy, kiedy źle się czują, chciałyby odpocząć, czy robić coś innego. Nie mają zagwarantowanego też często prawa do wynagrodzenia, bo kontrakty czy umowy sponsorskie zawierają rodzice i to, czy z tych zarobionych pieniędzy coś trafi do dziecka, to jest decyzja rodzica - zauważył Szymaniak.

Jego zdaniem nie wszyscy rodzice pomyślą o tym, by te środki odkładać na przyszłość danego dziecka, by miało w dorosłym życiu lepszy start. Często, jak mówił gość TOK FM, są to pieniądze traktowane jako bieżący zarobek rodziców. Mało tego, nierzadko dorośli wywierają presję na dzieciach, że te są głównymi żywicielami rodziny i jeśli przestaną robić to, co robią, komfort życia danego gospodarstwa istotnie się zmniejszy.

Szymaniak zwrócił uwagę, że - zarówno w opinii jego, jak i ekspertów, z którymi rozmawiał - rodzice powinni poczekać do momentu, kiedy dziecko samo będzie mogło zdecydować, czy chce się takim czymś zajmować, czy chce zarabiać na swoim wizerunku. W przeciwnym razie może mierzyć się w przyszłości z różnymi przykrymi konsekwencjami, ale też mieć zwyczajną pretensję do rodziców, że zabrali mu czy jej dzieciństwo.

Słuchaj całej rozmowy Zuzanny Piechowicz z Markiem Szymaniakiem:

Zaloguj się do relacji!

Kampania “Zaloguj się do relacji” to ogólnopolska kampania społeczna, której celem jest budowanie świadomości wpływu technologii na codzienne relacje oraz promowanie bardziej uważnego, jakościowego korzystania z urządzeń cyfrowych. TOK FM jest patronem medialnym kampanii. Organizatorami kampanii są Agora, Havas Play oraz IAA Polska.

Do kampanii przystąpili: Bauer Media Group, Ringier Axel Springer Polska, TVN Warner Bros. Discovery, Wirtualna Polska, ZPR Media, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Fundacja „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, Fundacja Panoptykon, Fundacja PZU, PKO BP, Deichmann, Agencja badawcza IQS.