Lublinianki wzięły ślub na Maderze. Teraz o swoje małżeństwo chcą walczyć w Strasburgu
Jola jest nauczycielką w jednym z lubelskich liceów. Wcześniej przez lata była związana ze stowarzyszeniem Homo Faber, walczącym o przestrzeganie praw człowieka. Alicja - jeszcze jako uczennica liceum - współorganizowała pierwszy w Lublinie Marsz Równości. Dziś pracuje w Galerii Labirynt, miejscu znanym z tolerancji i otwartości m.in. na osoby ze społeczności LGBT. Obie działają w stowarzyszeniu Marsz Równości i w Fundacji Camera Femina, która organizuje Festiwal Kina Kobiet - Demakijaż.
Jola i Alicja właśnie wzięły ślub na Maderze. Jak mówią, był bajkowy i piękny, w obecności 20 osób - rodziny i przyjaciół. W Polsce prawo nie pozwala na zawarcie ślubu przez pary jednopłciowe, stąd uroczystość w Portugalii.
"Po co nam to małżeństwo?"
- Uznałyśmy, że chcemy być żonami z kilku powodów. Po pierwsze, nie ma innego zabezpieczenia małżonków - socjalnego, ekonomicznego, spadkowego - niż zawarcie związku małżeńskiego. Nie da się inaczej zabezpieczyć interesów tej drugiej osoby tak mocno jak właśnie poprzez zawarcie takiego związku. Wiedząc, że nie będzie on z automatu zalegalizowany w Polsce, zrobiłyśmy to, by pokazać tę niewystarczalność regulacji prawnych - wyjaśnia Jola Prochowicz.
- Kolejny powód, bardzo dla nas istotny, jest oczywiście związany z naszą miłością. Bardzo chciałyśmy powiedzieć sobie "tak". Kochamy się, chcemy spędzić ze sobą życie, wychowywać dzieci, jeśli takie się pojawią. To było najważniejsze wydarzenie w moim życiu - dodaje.
Alicja nie kryje, że pomysł ze ślubem początkowo trochę ją zaskoczył, bo Jola od początku mówiła, że nie chce formalizować związku. Jednak z biegiem czasu zmieniła zdanie. - Samo zawarcie związku małżeńskiego niewiele we mnie zmieniło, bo tak jak kochałam Jolę wcześniej, tak kocham też teraz - stwierdza. - Natomiast potrzebny był mi taki rytuał, w którym powiemy sobie już oficjalnie, że chcemy być ze sobą do końca życia - dodaje Alicja Sienkiewicz.
Ślub na Maderze - czego nie ukrywają - był kosztowny. W kwestiach finansowych pomogli im rodzice Alicji. - Ale wiele innych par, właśnie z powodów finansowych, często nie może tego zrobić. Nie powinno to tak wyglądać. To dyskryminujące i nieludzkie - uważa Jola.
'Polska bez aborcji i LGBT'. Dlaczego coraz więcej młodych kobiet chce głosować na Konfederację?
Sukienki? - Nie były dla nas najważniejsze. Kiecki kupiłyśmy po prostu, w zwykłym sklepie. Ja wzięłam pierwszą, którą zmierzyłam - wspomina Jola. - Ale ile było wcześniej zastanawiania, czy len, czy bawełna, białe czy ecru, garnitur czy sukienka? Tak, takie dyskusje - zanim poszłyśmy ostatecznie do sklepu - rzeczywiście były - dodaje Alicja.
Jeśli chodzi o obrączki, wybrały złote, z wygrawerowaną datą ślubu. Była tradycyjna przysięga złożona przed portugalską urzędniczką, niemal nad samym oceanem. - Naprawdę na serio potraktowałam to pouczenie urzędniczki. Może dlatego, że jestem polonistką i filozofką, i pracuję ze słowem. Głębia tego, co mówiła, bardzo do mnie przemówiła. Wyjaśniała m.in., czym jest instytucja małżeństwa, do czego zobowiązuje, z czym się wiąże. Wspomniała o wzajemnym wspieraniu się, ale także o tym, by każda z nas pamiętała również o sobie i swoich potrzebach - opowiada Jola.
Po urzędowej przysiędze mogły wypowiedzieć słowa własnej, napisanej samodzielnie po polsku, jedna dla drugiej. - I to było bardzo wzruszające. Nasze przysięgi były piękne. Zachowamy je na pamiątkę - słyszymy od Joli. Obie nie kryją, że w trakcie uroczystości się popłakały ze wzruszenia. - Płakali też nasi goście - wspominają.
Co dalej?
Jola i Alicja przekonują, że zrobią wszystko, by doprowadzić do transkrypcji ich aktu małżeństwa w Polsce. Chcą, by państwo też uznało ich związek. - Wiemy, że w Polsce będzie z tym problem, tak jak w przypadku innych par, dlatego zakładamy, że pójdziemy do Strasburga [do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - red.] - mówi Alicja. - Naszym celem jest to, aby taka forma nacisku - w co mocno wierzymy - przyniosła pozytywne rezultaty i aby kolejne pary nie musiały tego robić - dodaje gościni TOK FM. - Może nasze dzieci, w tym te symboliczne, które uczymy, wychowujemy, z którymi pracujemy, za kilka lat będą miały w tym zakresie łatwiej niż my. Do tego chcemy dążyć - wskazuje Jola.
Jola jest nauczycielką. Jak mówi, już po ślubie, po zamieszczeniu w sieci jednego ze zdjęć, dostała duże wsparcie nie tylko od nauczycieli, ale też od swoich uczniów. - To poruszające i ważne dla mnie - podkreśla.
W organizacji ślubu na Maderze pomogła im mówiąca po polsku konsultantka, która na co dzień się tym zajmuje. - To osoba, która zapewniła nam też ogromne poczucie wsparcia i emaptii. Bardzo jej za to dziękujemy - mówią.