,
Obserwuj
Świat

Takiej desperacji Putina jeszcze nie było. Rosjanie wabią podstępem

Koprz
3 min. czytania
25.09.2025 14:14

Rosja podstępem zwabia cudzoziemców do pracy i na wycieczki, a potem ich szkoli i wysyła na front w Ukrainie. Kolejne kraje protestują i oskarżają Kreml o handel ludźmi. Co ta zaskakująca historia mówi o kondycji armii Władimira Putina i dlaczego to ważne dla nas? O tym opowiadał w TOK FM Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej".

fot. MAXIM SHEMETOV/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Rosja podstępem werbuje cudzoziemców do swojej armii;
  • Co stało się z lekkoatletą z Kenii, który trafił najpierw na front, a potem do ukraińskiej niewoli;
  • Co to mówi kondycji armii Władimira Putina.

Kenia oskarża Rosję o handel ludźmi. Alarmuje, że jej obywatele podstępem są wcielani do armii Władimira Putina, a potem niektórzy z nich dostają się do niewoli ukraińskiej. Tak było we wrześniu np. z lekkoatletą o imieniu Evans, który wraz z trzema innymi obywatelami Kenii przyjechał do Petersburga na wycieczkę finansowaną przez Rosję. Pod koniec pobytu zaproponowano im pracę. Po podpisaniu dokumentów w języku rosyjskim Evasn stał się rosyjskim żołnierzem, choć nie zdawał sobie z tego sprawy. O tej zaskakującej historii mówił w TOK FM Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej".

Władze Kenii domagają się wyjaśnień, co stało się z ich obywatelem, który przyjechał do Rosji na turystycznej wizie. Został tam zwabiony perspektywami zarobku i zrobienia kariery sportowej. A raptem trafił najpierw do (wojskowego - przyp. red.) obozu szkoleniowego, a potem na bardzo trudny odcinek frontu pod Wołczańskiem. Tam oddał się do ukraińskiej niewoli, poprosił o pomoc i o to, by - broń Boże - nie oddali go Rosjanom - - opisywał były korespondent w Rosji.

Dodajmy, że - według armii ukraińskiej, która przesłuchiwała Evansa - jego szkolenie w Rosji trwało tydzień. Tamtejsi instruktorzy nie znali angielskiego, dlatego m.in. popychali go, by wykonywał to, czego od niego oczekiwano. "W drodze na swoje pierwsze bojowe zadanie Evans uciekł. Przez dwie doby błąkał się lasami w pobliżu Wołczańska w poszukiwaniu ukraińskich żołnierzy, aby oddać się do niewoli. Mężczyzna prosi, by nie wymieniać go do Rosji, bo jest przekonany, że tam czeka go śmierć" - poinformowała 57. samodzielna zmotoryzowana brygada piechoty im. Kostia Hordijenki, która zatrzymała cudzoziemca.

Jak dodał Radziwinowicz, okazuje się, że takich przypadków było już wiele. - Rosyjska armia stara się nałowić ludzi, gdzie tylko się da. Była bardzo głośna historia Nepalczyków, też zwabionych do Rosji do pracy, którzy potem trafiali na front. Najważniejsza jednak historia dotyczyła obywateli Indii. Premier tego kraju musiał osobiście interweniować u Putina, by ten wyciągnął z frontu Hindusów. Już nie mówię, że wojskowe komisje uzupełnień wręcz polują na ludzi z byłych republik radzieckich, którzy przyjeżdżają do Rosji, by tam pracować. A potem różnymi sposobami, choćby szantażem, są zmuszani, by podpisywali kontrakty z armią i szli na front. Na tym tle stale dochodzi do awantur Moskwy ze stolicami byłych republik ZSRR - tłumaczył rozmówca Wojciecha Muzala.

Redakcja poleca

W jego ocenie Kreml sięga po "średniowieczne chwyty", bo nie jest w stanie załatać dziur kadrowych w swojej armii. I to mimo że wydaje ogromne pieniądze na kontrakty dla rekrutów. - Dla nas to jest ważna rzecz, bo daliśmy się nastraszyć, że Rosja tworzy rezerwowy korpus, nową 300-tysięczną armię, która - jak zrozumiał Zachód - miałaby lada moment zaatakować Europę. A okazuje się, że Kreml nie ma skąd brać ludzi do armii. To strach na wróble – podsumował gość TOK FM. 

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM