advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Owiany tajemnicą skarb odnaleziony przez podlaskie służby. "Od lat trwały jego poszukiwania"

Jakub Medek
2 min. czytania
28.09.2022 15:21
Bezcenny - tak specjaliści mówią o skarbie, który służby przekazały w środę podlaskiej konserwator zabytków. Chodzi o kilkadziesiąt sztuk dobrze zachowanej średniowiecznej biżuterii. Skarb otacza też aura tajemniczości - z powodu wciąż prowadzonego śledztwa służby niewiele mówią o jego pochodzeniu.
|
|
fot. Jakub Medek

Na skarb składa się blisko 50 doskonale zachowanych elementów - głównie srebrnej biżuterii. Szczególną uwagę zwracają trzy pięknie zdobione lunule, zawieszki w kształcie półksiężyca oraz misternie wykonane zausznice - ozdoby noszone na przepasce na włosach.

Do tego stosunkowo niewielki, jak na liczbę ozdób, gliniany garnek, w którym je przechowywano. - To biżuteria, najprawdopodobniej bogatej mieszczanki, datowana na przełom X i XI wieku. Lunule i zausznice uzupełniają paciorki, głównie srebrne, część szklanych - wylicza podlaska wojewódzka konserwator zabytków Małgorzata Dajnowicz.

Zabytki zostaną poddane dokładniejszym badaniom, ale - według historyczki - wiele wskazuje na bizantyjskie pochodzenie albo przynajmniej bizantyjskie wpływy, pod jakimi pozostawali tworzący je rzemieślnicy.

Tajemniczy, objęty śledztwem

Konserwator chętnie pokazuje bezcenne - jak podkreśla - znaleziska. O ich pochodzeniu jednak mówić nie chce. Urzędowi przekazali je, jako wynik wspólnej akcji, policjanci i skarbowcy.

- Z punktu widzenia prawno-karnego sprawa jest na tak zwanym biegu - tłumaczy tajemniczość komendant wojewódzki podlaskiej policji Robert Szewc. Z jego wyjaśnień wynika, że informacje na temat skarbu służbom przekazali archeolodzy. Potem było żmudne wspólne śledztwo specjalistów z policji i Krajowej Administracji Skarbowej. - Prowadzimy postępowanie o paserstwo przeciwko osobie, która przyznała się do posiadania tych dóbr kultury - podaje komendant.

Zdradza też, że zabytki odnaleziono w okolicach miasteczka Brańsk, na jednym z tamtejszych stanowisk archeologicznych i że doszło do tego - przynajmniej według wyjaśnień podejrzanego - blisko 30 lat temu.

Tę wersję potwierdza wojewódzka konserwator. - Wśród archeologów od lat krążyła opowieść o odnalezionym i ukradzionym skarbie z tamtych okolic. Od lat też trwały jego poszukiwania - mówi Dajnowicz.

Skarb trafi do muzeum

Na razie zabytki, jako dowód w sprawie, spoczywają w policyjnych sejfach. Konserwator chce jednak znaleźć dla nich bardziej odpowiednie miejsce - czyli muzeum, które najpierw je zbada, później podda renowacji, a w końcu wyeksponuje tak, by mogli je podziwiać wszyscy.

Dajnowicz podkreśla, że decyzja o tym, do jakiej placówki skarb spod Brańska trafi, należy do niej. I że musi to być instytucja, która zapewni średniowiecznej biżuterii odpowiednie warunki przechowywania, również pod względem bezpieczeństwa. - Mogę zapewnić, że będziemy czynić starania, żeby skarb pozostał w naszym województwie - podsumowuje konserwator.