Chowanie w krzakach, brodzenie w bagnach. Tak działają w zamkniętej strefie. "Uprawiamy partyzantkę"
Strefa buforowa na Podlasiu obowiązuje od 13 czerwca. Nie mają do niej wstępu aktywiści z organizacji humanitarnych ani dziennikarze. Rozporządzenie wprowadziło czasowy - na razie na 90 dni - zakaz przebywania na obszarze na odcinku 60 km. Strefa - jak podają przedstawiciele władzy - ma zwiększać bezpieczeństwo i utrudniać presję migracyjną na polsko-białoruskiej granicy. W opinii części prawników i wolontariuszy, główny cel jej wprowadzenia jest jednak inny - utrudnianie dostępu do osób w drodze i uniemożliwianie dokumentacji tego, co dzieje się na granicy.
Tak wygląda pomoc w strefie przygranicznej
Jak przyznają aktywiści, po wprowadzeniu strefy pomoc migrantom jest bardzo skomplikowana. Ma postać "partyzantki". Przedzieranie się przez knieje, czołganie w okolicy bagien, unikanie służb. To wszystko, jak słyszymy, jest na porządku dziennym. Wolontariusze, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że byłoby prościej, gdyby przedstawiciele organizacji pozarządowych mogli liczyć na współpracę ze służbami, w tym na szybkie wydawanie przez Straż Graniczną pozwoleń na wejście do strefy. Ale - jak słyszymy - na razie tak się nie dzieje.
- Z tego co wiem żadna z organizacji humanitarnych działających przy granicy, nie dostała pozwolenia na wejście do tej strefy. Czekamy cały czas na odpowiedź. Niektóre organizacje dostają wymijające odpowiedzi, że wniosek został źle sformułowany. Dostajemy też sygnały, że musimy dokładnie określić, na jaki czas i w jakie miejsce chcemy wejść i że takie wnioski mogą być rozpatrywane tylko w godzinach urzędowania danej jednostki Straży Granicznej. To jest jakiś absurd! - mówi Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica.
- My dostajemy prośby o pomoc przez 24 godziny na dobę, niezależnie od dnia tygodnia. Nie wyobrażam sobie, że gdy dostaję takie wezwanie w piątek wieczorem, to mam czekać do poniedziałku na pozwolenie od komendanta danej placówki. Powinniśmy mieć stałe pozwolenie na wejście do strefy, ale go nie mamy - dodaje aktywistka.
Chrzanowska działa na pograniczu od początku kryzysu humanitarnego, tj. od ponad trzech lat. Jak podkreśla, mimo wprowadzenia strefy nie zamierza przestać pomagać osobom z Iraku, Iranu, Syrii, Somalii czy wielu innych krajów.
Aktywistka: Ta strefa jest nielegalna
- W mojej opinii ta strefa jest nielegalna. Wypowiedziała się w tej sprawie też Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Rzecznik Praw Obywatelskich. Ona została wprowadzona na podstawie tych samych przepisów co wcześniej. A gdy wprowadzał ją PiS, nikt nie miał wątpliwości - włącznie z obecnie rządzącymi - że ona jest nielegalna, więc nie rozumiem, na jakiej podstawie miałabym przestrzegać niezgodnych z prawem polskim i międzynarodowym przepisów - dziwi się nasza rozmówczyni.
Oficjalne dane mówią o tym, że liczba prób nielegalnego przekroczenia polsko-białoruskiej granicy spadła. Pisze o tym na portalu społecznościowym X wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Duszczyk.
Tymczasem od aktywistów słyszymy, że prośby o pomoc cały czas są - kilka, czasami kilkanaście dziennie. Chodzi o dostarczenie jedzenia, picia, bandaży albo lekarstw. - Pomaganie jest legalne. I tego w dalszym ciągu się trzymamy. Nie możemy odrzucić połączenia, gdy wiemy, że komuś zagraża niebezpieczeństwo utraty zdrowia czy życia - mówi jeden z wolontariuszy.
'Push backi nie powinny mieć miejsca'
Maciej Grześkowiak - ekspert z zakresu ochrony uchodźców, dziś główny koordynator w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, podkreśla, że push backi na granicy nie powinny mieć miejsca. Jak dodaje, RPO wypowiadał się w tej sprawie wielokrotnie. W jego ocenie - jeśli cudzoziemiec chce złożyć wniosek o ochronę międzynarodową w Polsce, powinien mieć taką możliwość. - Oczywiście nie znaczy to, że wszystkie te osoby przyjmiemy i nadamy im status uchodźcy. Ale chodzi o to, aby wniosek przyjąć, odpowiednio go rozpoznać i zdecydować, czy są podstawy do objęcia danej osoby ochroną międzynarodową, czy też nie - tłumaczy Grześkowiak.
I dodaje, że do RPO cały czas trafiają skargi na postępowanie Straży Granicznej wobec cudzoziemców, m.in. właśnie na push backi. - Skarg jest bardzo dużo. Są dni, że nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt dziennie. Bywa, że interweniujemy nawet w nocy, gdy identyfikujemy jakąś sprawę jako niecierpiącą zwłoki - informuje.
Pytany przez nas, jaka jest opinia RPO na temat wprowadzonej przez rząd strefy buforowej, słyszymy, że w sprawie jest dużo wątpliwości. - W bardzo szczególnych sytuacjach zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa czy porządku publicznego konstytucja przewiduje tryb szczególny dotyczący ograniczenia praw człowieka. Chodzi o możliwość wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Poprzedni rząd początkowo się na to zdecydował, właśnie na ten przepis - tłumaczy Grześkowiak.
- Tym razem nie zdecydowano się na taką podstawę prawną. Mamy do czynienia z wprowadzeniem strefy na podstawie rozporządzenia, które wydał minister spraw wewnętrznych i administracji, na podstawie blankietowego upoważnienia zawartego w ustawie, które pozwala mu w zasadzie jednostronnie o tym zdecydować - mówi nasz gość. Jak dodaje, Rzecznik Praw Obywatelskich tego rodzaju rozwiązanie ocenia negatywnie. - Uznajemy, że nie został spełniony wymóg ustawowego ograniczenia w zakresie z naszych konstytucyjnych wolności lub praw - podkreśla Grześkowiak.
8 tysięcy wywózek i 20 tysięcy zgłoszeń o pomoc
Stowarzyszenie We Are Monitoring zajmuje się zbieraniem i analizą danych dotyczących kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej oraz badaniem skali różnych form przemocy, której doświadczają osoby migrujące. - Od początku kryzysu humanitarnego zarejestrowaliśmy ponad 8 tysięcy wywózek oraz ponad 20 tysięcy zgłoszeń o pomoc i wsparcie. Pamiętajmy jednak, że mówimy nie o pustych liczbach, ale o indywidualnych osobach, ze swoimi historiami oraz ze swoimi powodami, dla których zdecydowały się wyruszyć w tę trudną podróż. Za każdą liczbą, z tych tysięcy, stoją konkretni ludzie, którzy - ruszając w drogę w poszukiwaniu lepszego życia - zostali uwięzieni w śmiertelnie niebezpiecznej pułapce polsko-białoruskiego pogranicza - mówi Aleksandra Gulińska ze stowarzyszenia.
20 czerwca to Światowy Dzień Uchodźcy
- Polska cały czas próbuje udawać, że to wyzwanie jej nie dotyczy. To bardzo nieodpowiedzialne i niedojrzałe podejście. Wydaje mi się, że najwyższy czas, abyśmy jako państwo zaakceptowali, że ruchy migracyjne były, są i będą. A to, że próbujemy udawać, że tych ludzi nie widzimy, próbujemy budować mury czy je uszczelniać, to w żaden sposób nie rozwiąże problemu i nie uchroni nas przed tym, że ci ludzie będą się u nas pojawiać - mówi Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica.
Jak dodaje, uchodźcy to osoby, które nie wybierają swojego losu. - To są przymusowi migranci, którzy ze względu na zagrożenie życia, na toczące się w ich krajach konflikty czy na autorytarne reżimy, po prostu muszą opuścić kraj, w którym się urodzili. I nie ma sensu negować tego faktu - dodaje Chrzanowska. 20 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Uchodźcy.