,
Obserwuj
Świat

Ukraiński żołnierz o uchylantach. "To dziwne być tak głupim"

6 min. czytania
25.12.2025 08:10

Agnieszka Lichnerowicz w tłocznej kijowskiej kawiarni rozmawiała z młodym Ukraińcem, który ukrywa się i uchyla od obowiązkowej służby wojskowej. Rozmowie przysłuchiwał się żołnierz z ukraińskiego frontu na przepustce wraz z partnerką. Co mieli do powiedzenia o motywach uchylanta?

Ukraiński żołnierz po powrocie z frontu
Ukraiński żołnierz po powrocie z frontu
fot. AA/ABACA/Abaca/East News
  • Coraz trudniej mobilizować żołnierzy w Ukrainie. Ochotnicy, którzy dołączyli na początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, zginęli lub wciąż walczą;
  • Agnieszka Lichnerowicz z TOK FM rozmawiała z tzw. uchylantem, czyli poborowym, który uchyla się od wcielenia do armii;
  • Motywy takich osób skrytykował ukraiński żołnierz wraz z partnerką;
  • Rozmówcy Lichnerowicz wskazali na potrzebę walki z agresorem. "Uchylający się od służby to po prostu przestępcy" - skomentowali.

Mobilizacja to jeden z najtrudniejszych tematów rozmów w Ukrainie. Budzi podziały i ogromne emocje. Ukrainie brakuje żołnierzy, nie ma już niemal ochotników. O tym, że coraz trudniej jest zebrać żołnierzy do walki na ukraińskim froncie, mówiła Agnieszka Lichnerowicz w audycji "Światopodgląd" w TOK FM. Jak przekonują ukraińskie władze, większość wzywanych nie odmawia dołączenia do armii, ale zdarzają się też sytuacje, gdzie mężczyźni są mobilizowani z użyciem przemocy.

Podział na tych, którzy się uchylają i tych, którzy walczą, budzi emocje i podziały w społeczeństwie ukraińskim. Agnieszka Lichnerowicz uczestniczyła w dyskusji o motywach odmowy walki. Gdy w kijowskiej kawiarni rozmawiała z młodym mężczyzną, który się uchyla, przy stoliku obok usłyszeli ją żołnierz na przepustce i jego partnerka.

Posłuchaj:

Uchylant się ukrywa. Chciałby wyjechać, nie walczyć

Wołodymir (imię zmienione) skończył 25 lat, więc podlega obowiązkowi służby wojskowej, ale nie chce walczyć. Jak przekonywał Agnieszkę Lichnerowicz, ma również powody zdrowotne. Ale jak podkreślił, system zawodzi i boi się, że zostanie gdzieś na ulicy złapany przez niesławne patrole TCK - Terytorialnego Centrum Kompletacji - i wysłany na front.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Myślisz, że jesteś na bieżąco? Sprawdź się w quizie o najważniejszych wydarzeniach z ostatniego tygodnia!

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Na początku coś prostego. W PiS-ie odbyły się w tym tygodniu dwie Wigilie. Kto pojawił się na spotkaniu u Mateusza Morawieckiego?

    - Muszę się ukrywać. Żyję w taki sposób, żeby nie dać się złapać. Przemieszczam się wyłącznie taksówkami, wsiadam w pobliżu domu i jadę nią tam, gdzie potrzebuję. Unikam zatłoczonych miejsc, w tym metra i dużych placów - opowiedział Wołodymir, zdradzając, że na Telegramie są specjalne kanały, na których ludzie na bieżąco informują się, gdzie są patrole mobilizacyjne.

    Dlaczego wobec tego rozmawiał z Agnieszką Lichnerowicz w tłocznej kawiarni? - W centrum miasta jest dużo obcokrajowców. Komisje poborowe nie pozwalają sobie tam na wiele, bo często, gdy dochodzi do zatrzymań, mężczyźni są oburzeni i może dochodzić do konfliktów - wytłumaczył rozmówca dziennikarki TOK FM.

    Busyfikacja, czyli łapanki uchylantów

    Agresywne kontrole i łapanki wzbudzały w ostatnich miesiącach w Ukrainie ogromne emocje, podgrzewane przez rosyjską dezinformację. I bez niej budziły sprzeciw części Ukraińców, zwłaszcza gdy dochodziło od czasu do czasu do użycia przemocy i siły. Jak wyjaśniła Agnieszka Lichnerowicz, łapanki mają już nawet swoją nazwę: "busyfikacja", od mikrobusów, którymi złapani "uchylanci" byli odwożeni do centrów mobilizacyjnych.

    Co z uchylantami? Ukraińcy rozumieją i się wstydzą

    Ochotnicy, którzy zgłosili się do armii na początku wojny albo zginęli, albo walczą dalej. W Ukrainie trwa przymusowa mobilizacja. Jak przekonują władze, większość wzywanych zgłasza się bez oporu. Tylko kilka procent uchyla się i ukrywa.

    Jak pokazują ubiegłoroczne badania opinii publicznej, większość Ukraińców odnosi się z empatią i zrozumieniem do tych, którzy się uchylają i ukrywają. Jednocześnie 40 proc. badanych się za nich wstydzi. Choć większość Ukraińców popiera dalszy opór przeciwko Rosji, to ponad 85 proc. sprzeciwia się obniżeniu wieku mobilizacyjnego poniżej obowiązującego 25. roku życia.

    Redakcja poleca

    Motywy uchylanta. "Nigdy nie byłem patriotą"

    Agnieszka Lichnerowicz w swoim reportażu podkreśliła, że gotowości do walki nie sprzyjają doniesienia o korupcji, o uchylaniu się od obowiązku służby przez tych bogatszych i lepiej ustosunkowanych, o złym zarządzaniu w armii i o słabym wyposażeniu części jednostek. Jej rozmówca przedstawił jeszcze inne powody.

    - Rozumiem, że na froncie żołnierze walczą o mnie, poświęcają swoje życie i zdrowie. Z drugiej strony mam takie wartości i poglądy, że nie jestem gotowy walczyć, oddawać wolności w ręce dowódcy - przyznał Wołodymir. I dodał, że "nigdy nie był patriotą", za to od dawna chciał wyjechać za granicę. - To moje wielkie marzenie. Dużo bywałem za granicą, czułem się komfortowo w Europie, myślę, że mógłbym tam żyć - stwierdził rozmówca dziennikarki TOK FM. Wołodymir, jako że jest specjalistą w swojej branży, zapewne nie miałby problemów ze znalezieniem pracy za granicą. - Chciałbym przeprowadzić się w bezpieczniejsze miejsce, bo moje poglądy są bardziej indywidualistyczne - wyjaśnił uchylant.

    Wołodymir wymienił też inne powody, by uchylać się przed służbą w wojsku. - Ktoś nie trafia do armii, bo ma szczęście, jest objęty kwotami w zakładzie pracy. Kogoś ojciec jest chory i to dodaje mu prawo do niesłużenia - powiedział Ukrainiec.

    Jak można dziś wyjść z ukraińskiej armii?

    Rozmowie Agnieszki Lichnerowicz z Wołodymirem przysłuchiwała się para przy stoliku obok: Andrij, porucznik sił zbrojnych Ukrainy oraz jego partnerka, Tama. - Wszyscy trzej moi mężczyźni dołączyli do armii w pierwszych tygodniach wojny - powiedziała Tama, której brat i ojciec również pojechali walczyć. Nie zgadza się z "humanistycznymi albo bardzo praktycznymi wyjaśnieniami, dlaczego inni nie są stworzeni do wojny". - Są tacy ludzie, którzy pozwalają sobie siedzieć w kawiarni w centrum miasta i szukają argumentów, dlaczego mogą omijać prawo - mówiła, zbulwersowana postawą Wołodymira.

    Aż 6 mln poborowych nie zaktualizowało swoich danych. To sprawia, że armia nie może planować rotacji tych, którzy walczą na froncie. Na tę niesprawiedliwość zwrócił uwagę Andrij. - To ogromna nierówność. Prowadzi to do sytuacji w której osoba, która poszła walczyć na ochotnika, nie wie, kiedy jego służba się skończy - zaznaczył żołnierz. I przywołał powiedzenie z wojska: są dziś trzy możliwości wyjścia z armii. Martwy, ranny albo gdy złamiesz prawo i trafisz do więzienia.

    Żołnierz oburzony. "Jak można być tak głupim"

    Para wskazała, że nie powinno się szukać moralnego uzasadnienia dla uchylantów, zwłaszcza wobec nasilających się narracji o tym, że tocząca się walka to wojna elit i polityków. Według Andrija i Tamy dezerterzy i uchylający się od służby to po prostu przestępcy i nie można ich legitymizować. - Są ludzkie konsekwencje takiego działania - podkreśliła Tama, mówiąc o tym, że jej bliscy nie mogą zostać zdemobilizowani.

    - Wkurza mnie niechęć młodych ludzi do zwracania uwagi na pewne rzeczy. To bardzo dziwne, być tak głupim - stwierdził Andrij, podkreślając, że Bucza, w której rosyjskie wojsko dopuściło się ludobójstwa, jest blisko Kijowa. Andrij był tam trzeciego dnia po wyzwoleniu miasta, jako cywil. - Wtedy stało się jasne, że wszystko, czego się obawiałem, nadeszło. Rosjanie przychodzą, okupują, rabują, zabijają. Jestem oburzony, że władze nie znalazły mechanizmów i warunków do obowiązkowej służby wojskowej dla wszystkich - wyjaśnił porucznik sił zbrojnych Ukrainy.

    - Bardzo niewielu z ludzi, którzy ze mną służą, chciało być wojskowymi. Chcieli pisać książki, kręcić filmy, otwierać restauracje albo produkować meble - dodał żołnierz, zwracając uwagę na to, że wojskowi musieli porzucić wcześniejszy zawód na czas służby. - Za trzy lata kariera tego, który unika służby, będzie o niebo lepsza niż tego, który był na froncie - stwierdził Andrij.

    "Powinni usłyszeć "nie jesteś godnym człowiekiem'"

    Według pary uchylanci nie powinni być tolerowani przez społeczeństwo. - Powinni usłyszeć: nie jesteś godnym człowiekiem. Naprawdę godni ludzie giną i nikt nie słyszy ich historii - ocenił Andrij, który miał za złe Agnieszce Lichnerowicz, że chce pisać o człowieku, który uchyla się od służby. - Dzięki Ukraińcom, o których jedni z was nie chcą już czytać, a inni pisać, rosyjskie wojska nie stoją w Mościskach. Moim zdaniem każde wydanie polskich wiadomości powinno zaczynać się od zdania: "wojska rosyjskie dzisiaj nie dotarły do granicy z polską, tylko dlatego, że Ukraińcy wciąż je powstrzymują" - oświadczył porucznik.

    - Co się stanie, jeśli każdy z was powie, że nie będzie walczył? - zastanawiał się Andrij. I przypomniał, że pacyfizm jako idea narodziła się i rozwinęła w granicach imperiów, w których młodzi ludzie byli zmuszani do walki w miejscach, których nie potrafili wskazać palcem na mapie. - W wypadku tej wojny tak nie jest, nie wysyłają nas do Wietnamu. Tu bronisz swojej wioski albo wsi znajomego - podkreślił ukraiński żołnierz.

    Źródło: TOK FM