Inflacja, kryzys energetyczny. Rząd wydaje miliardy złotych. Czy skutecznie? Specjaliści komentują

Na walkę z inflacją oraz kryzysem energetycznym rząd zagwarantował już ponad 60 mld. złotych. To jednak nie koniec. Według wyliczeń Business Insider Polska walka z drożyzną będzie kosztować znacznie więcej, a w efekcie da kwotę, która wystarczyłaby na 1500 plus lub 20. emeryturę. Czy faktycznie taki sposób wydawania państwowych pieniędzy jest skutecznym sposobem na walkę z inflacją?

Pierwsze rozwiązania antyinflacyjne wprowadzono już pod koniec ub. roku, gdy inflacja wynosiła ok. 8 proc. Ogłoszono wówczas m.in.: obniżkę akcyzy na paliwo, zmniejszony został VAT na gaz i energię elektryczną, a najgorzej sytuowani otrzymali dodatek osłonowy. Na początku 2022 roku do pakietu pomocowego dodano m.in.: redukcję do zera stawki VAT na żywność, a także dalszą obniżkę podatku na paliwa i nawozy.

Inflacja lipiec 2022. Ile kosztuje tarcza antyinflacyjna? To ogromna kwota

Według ekonomistów PKO BP największą część kosztów tarczy antyinflacyjnej stanowi ochrona odbiorców gazu i system rekompensat. Szacują oni, że to wydatek nawet 15,3 mld zł. Do tego dochodzą inne dodatki.

- Dodatek osłonowy dla gospodarstw domowych to kolejne ok. 4,1 mld zł, obniżenie stawki VAT na paliwa z 23 do 8 proc. to 3,1 mld zł, a obniżka VAT na żywność nieprzetworzoną z 5 do 0 proc. to ok. 2,9 mld zł. Jak wynika z szacunków banku, łączny koszt tarczy antyinflacyjnej w jej pierwotnym kształcie to ok. 34 mld zł, tj. 1,2 proc. PKB – czytamy na stronach Business Insider.

Wyliczenie 34 mld złotych to koszt tarczy, która miała obowiązywać do końca lipca 2022 r.

Teraz jednak wiadomo, że koszta wzrosną, gdyż tarcza zostanie przedłużona co najmniej do końca bieżącego roku. Inflacja bowiem nie spada - w lipcu 2022 osiągnęła 15,6%. Specjaliści szacują, że tarcza antyinflacyjna zostanie z nami również w kolejnych latach.

- Koszt przedłużenia tarczy antyinflacyjnej do końca 2022 r. dla sektora finansów publicznych wyniesie 39 mld zł — podał NBP w prezentacji lipcowej projekcji. To oznacza, że łączne koszty zwiększyły się o ok. 5 mld zł i sięgają już tego, co każdego roku wydajemy na 500 plus. Ten program kosztuje nieco ponad 40 mld zł rocznie – informuje portal.

Nie tylko inflacja. Ile kosztuje kryzys energetyczny?

Oprócz inflacji, kolejnym problem na który rząd już wydaje ogromne pieniądze to kryzys energetyczny. Od miesięcy brakuje węgla, przez co koszt za 1 tonę wynosi w Polsce aktualnie ok. 3 tys. złotych. Ze względu na tak wysokie koszta, wprowadzono dodatek węglowy, dla osób, które ogrzewają swoje domy tym paliwem. Koszt dodatku węglowego  rząd oszacował na 11,5 mld zł.

Jak wylicza BI, inflacja plus kryzys energetyczny łącznie dają 51 mld złotych wydanych z budżetu państwa na różne dodatki i rekompensaty. A to ciągle nie koniec wydatków. 

Ostatnio rząd pracuje również nad projektem ustawy, która ma pomóc pozostałym Polakom, a nie tylko tym którzy palą węglem. Ogrzewający pelletem mają otrzymać 3 tys. zł, drewnem kawałkowym— 1 tys. zł, olejem opałowym— 2 tys. zł, a LPG — 500 zł - ogłosiła na konferencji prasowej minister Anna Moskwa.

W ramach tego samego wsparcia rząd zapowiedział również rekompensaty dla ciepłowni,  aby podwyżek cen ogrzewania, nie odczuli Polacy, którzy korzystają z ciepła systemowego. Program dopłat do ogrzewania dla wszystkich oprócz ogrzewających węglem, ma kosztować ok. 9 mld zł.

- Wraz z tarczami i dodatkiem węglowym daje to już łącznie 60 mld zł - czytamy na stronach BI.

Jednak to wciąż nie wszystko. Od nowego roku czekają nas nowe taryfy i podwyżki cen prądu i gazu. Według analityków w 2023 r. ceny prądu dla gospodarstw domowych mogą wzrosnąć o ponad 100 proc i już wiadomo, że rząd również i te koszta będzie rekompensował.

- Ograniczenia cen gazu i prądu mogłoby kosztować odpowiednio dodatkowe 23 mld zł i 13 mld zł (...) — czytamy w BI.

Gdy dodamy zagwarantowane już 60 mld do 36 mld związanych z nowymi cenami gazu i prądu, da to łącznie prawie 100 mld złotych.

100 mld złotych na walkę z inflacją i kryzysem energetycznym. Dużo czy mało?

- To mniej więcej 20 proc. wszystkich dochodów budżetowych, ale jeszcze bardziej przemawia inne porównanie. Jest to bowiem kwota, która pozwoliłaby za jednym pstryknięciem zamienić program 500 plus na 1500 plus. Albo wypłacić emerytom nie tylko trzynastki i czternastki, ale też piętnastki, szesnastki, siedemnastki, osiemnastki, dziewiętnastki i dwudziestki – podsumowuje wyliczenia Business Insider.

Walka z inflacją, czy działania proinflacyjne? Ekonomiści nie zostawiają na politykach suchej nitki

Dopłaty i rozdawanie budżetowych pieniędzy w związku z tzw. walką z inflacją i kryzysem energetycznym są  sporym problemem gospodarczym, na który politycy bez względu na opcję polityczną zdają się nie zwracać uwagi.

- Z politycznego punktu widzenia widać, że PiS jest skłonny wydać gigantyczne pieniądze, byle tylko nie skupił się na nim społeczny gniew za drożyznę, zwłaszcza tę widoczną na rachunkach za energię i ciepło w przyszłym, wyborczym roku. Spośród 14,4 mln gospodarstw domowych w Polsce 4 mln używa węgla kamiennego. (...) Kolejnych 1,9 mln gospodarstw korzysta z gazu, dla 3,1 mln podstawą jest drewno opałowe, a 5,4 mln podłączonych jest do sieci ciepłowniczych. Wszyscy dziś oczekują jakiejś formy wsparcia - czytamy w Dzienniku Gazecie Prawnej.

Natomiast o licznie wypłacanych świadczeniach, które są problematyczne gospodarczo mówił w TOK FM prof. Witold Orłowski, ekonomista PwC. 

 - Wypłacamy czternastą emeryturę, czasowo obniżamy podatki itd. To jest właśnie dolewanie benzyny do ognia. Bo oznacza zwiększanie ilości pieniądza (a to napędza inflację - przyp. red.). 

Prof. Orłowki  wskazał jedyny skuteczny - jego zdaniem - sposób walki z inflacją czyli zmniejszenie ilości pieniędzy na rynku, zmniejszenie popytu. 

- To niestety bardzo bolesna metoda, natomiast jedyna. Mamy w rządzie cały szereg osób bardzo dowcipnych, żartownisiów, którzy np. pytani, jakie działania antyinflacyjne podejmuje rząd, mówią: -"Wypłacamy czternastą emeryturę, czasowo obniżamy podatki" itd. To jest właśnie dolewanie benzyny do ognia, bo to oznacza zwiększanie ilości pieniądza - wskazał ekspert.

- Dramatyzm polega na tym, że zostaliśmy doprowadzeni do tak złej sytuacji, po tych latach rozrzutności, czyli nieliczenia się z przyszłością, że jest bardzo trudno robić dziś rządowi jakiekolwiek oszczędności. Ale jak się opowiadało przez lata, że na wszystko nas stać, to dzisiaj są tego konsekwencje - podsumował prof. Orłowski.

DOSTĘP PREMIUM