NIK "napadnięta cyfrowo" za pomocą Pegasusa. Ekspert przewiduje, że PiS zrzuci winę na Putina

Sprzęt pracowników NIK miał zostać zaatakowany Pegasusem ponad 6 tys. razy, głównie tuż po wyborach prezydenckich w 2020 roku. - Brzmi to niepokojąco, bo NIK jako jedna z bardzo niewielu instytucji, jeśli nie jedyna, która ma realne możliwości kontrolowania tego, co robi rząd, powinna być w specjalny sposób chroniona, a została napadnięta cyfrowo - mówił w TOK FM Łukasz Lipiński z "Polityki".
Zobacz wideo

Na mobilne urządzenia łączności, które należały do pracowników Najwyższej Izby Kontroli, przeprowadzono ponad 6 tys. ataków systemem Pegasus, a nawet 500 urządzeń zostało zainfekowanych - poinformowało w piątek Radio RMF, powołując się na wstępne ustalenia specjalnego zespołu zajmującego się cyberbezpieczeństwem w NIK.

Dla Łukasza Lipińskiego, zastępcy redaktora naczelnego tygodnika "Polityki", brzmi to "niepokojąco", tym bardziej, że "NIK jako jedna z bardzo niewielu instytucji, jeśli nie jedyna, która ma realne możliwości kontrolowania tego, co robi rząd, powinna być w specjalny sposób chroniona". - A jeśli tego rodzaju instytucja jest wielokrotnie napadana cyfrowo, to rodzi to pytanie, komu mogłoby najbardziej zależeć, żeby do tych telefonów i komputerów się dostać - mówił.

Gość TOK FM podkreślił też, że odpowiedzi wymaga też pytanie, "gdzie w tej sytuacji jest kontrwywiad i polskie służby". Zresztą, jak zauważył, nawet "eksperci od tych służb już wielokrotnie zadawali pytanie, czy one w ogóle po tych wszystkich przekształceniach, czystkach politycznych jeszcze istnieją". 

Jego zdaniem wiadomo już za to, jakiej narracji obozu rządzącego można oczekiwać w najbliższym czasie. - Na początku kierunek propagandowy będzie taki, że nie wiadomo kto to zrobił, może jacyś przestępcy, hakerzy albo - jak w przypadku afery mailowej - winny będzie Putin - mówił  Łukasz Lipiński. I od razu zastrzegł, że to "kolejny sygnał, iż w sprawie inwigilacji przed cybernetycznymi atakami potrzebujemy w Polsce komisji śledczej".

Senacka komisja nadzwyczajna, która wyjaśnia od połowy stycznia przypadki nielegalnej inwigilacji z użyciem oprogramowania Pegasus, nie ma uprawnień śledczych. Jej powołanie to pokłosie ustaleń działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab. Podała ona, że za pomocą oprogramowania Pegasus byli inwigilowani mec. Roman Giertych, prokurator Ewa Wrzosek i senator KO Krzysztof Brejza, a także lider Agrounii Michał Kołodziejczak oraz Tomasz Szwejgiert, współautor książki o szefie resortu spraw wewnętrznych i administracji, b. szefie CBA Mariuszu Kamińskim.

Rzecznik koordynatora służb zaprzecza

Do sprawy ataków Pegasusem na urządzenia pracowników NIK odniósł się rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. "W związku z pojawiającymi się insynuacjami inspirowanymi przez Mariana Banasia, dotyczącymi rzekomej inwigilacji przez służby specjalne pracowników NIK, informuję, że doniesienia te są nieprawdziwe" - napisał w oświadczeniu. 

Według Stanisława Żaryna piątkowe doniesienia medialne mają związek z tym, że "Marian Banaś ma usłyszeć zarzuty karne". "W ocenie prokuratury i CBA Marian Banaś dopuścił się szeregu przestępstw: zatajenia majątku, składania fałszywych oświadczeń majątkowych oraz posiadania nieudokumentowanych źródeł dochodu. W najbliższych dniach w sprawie uchylenia jego immunitetu wypowie się Sejm. Inspirowane przez M. Banasia doniesienia medialne traktujemy jako próbę rozpętania politycznej histerii, której celem jest de facto uniknięcie przez Mariana Banasia odpowiedzialności przed sądem" - czytamy w oświadczeniu.

DOSTĘP PREMIUM