,
Obserwuj
Polska

Stanowski przesadził? Reportaż o Rosji w Kanale Zero wciąż budzi emocje. "Lansuje wygodną dla propagandy tezę"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
10.02.2026 18:56

- Obejrzeliśmy jeden odcinek z wielu, więc też nie chce wydawać sądu na temat tego reportażu, który jest częścią większej całości na podstawie jednego fragmentu. Choć ta pierwsza część niewątpliwie wygląda bardzo dziwnie - tak o materiale z Królewca w Kanale Zero mówił gość "Wywiadu Politycznego" TOK FM Jakub Majmurek. 

Kanał Zero
Kanał Zero
fot. Pawel Wodzynski/ East News

Dziennikarka Kanału Zero Maria Wiernikowska zrobiła reportaż z Rosji;
Materiał wzbudził ogrmone emocje; 
- Pokazuje, że w Rosji nie ma zamordyzmu. To jest absurdalnym fragmentem tego materiału - mówił w TOK FM dziennikarz Jakub Majmurek. 

Nie milkną echa po głośnym reportażu z Kaliningradu. Materiał autorstwa Marii Wiernikowskiej, który ukazał się w Kanale Zero, miał pokazać, jak wygląda codzienne życie Rosjan mieszkających przy granicy z Polską. Reportaż wzbudził ogromne kontrowersje, bo przypadkowi przechodnie, którzy w nim wystąpili, zastanawiali się, co się stało z polsko-rosyjską przyjaźnią, a także starali się przekonać Wiernikowską, jak dobrze żyją mimo sankcji. Jak mówiła w TOK FM  prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Uniwersytetu Warszawskiego, taki przekaz może być bardzo niebezpieczny. 

O reportaż w Kanale Zero zapytany został także w TOK FM dziennikarz "Krytyki Politycznej" Jakub Majmurek. Jego zdaniem trudno stwierdzić, czy świadomie i jak dalece ten materiał wpisuje się w cele rosyjskiej propagandy.

- Gdybym ja był rosyjskim propagandystą, chcącym przekonać Polaków, że nasza klasa polityczna prowadzi błędną politykę skłócając Rosję z Polską, to bym właśnie w ten sposób argumentował - stwierdził w "Wywiadzie Politycznym" Majmurek. Jak dodał, autorka reportażu lansuje wygodną dla rosyjskiej propagandy tezę o trudnej miłości naszych narodów.

- Pan spotkany na straganie odnosi się do Wiernikowskiej z sympatią i śpiewa nawet po polsku piosenkę Maryli Rodowicz, wspominając, jak jeździł o Sopotu i Gdańska. Dominuje narracja typu "komu to przeszkadzało". Kolejną tezą są sankcje, które mają teoretycznie nie dotykać zwykłych Rosjan. Widz, który słyszy taki komunikat, dostanie potwierdzenie tej tezy. Zobaczy, że stoiska na straganach uginają się od warzyw, owoców, mięs, kawiorów i innych przysmaków - wyjaśnił dziennikarz. Jednak w ocenie Majmurka, zabrakło w tym reportażu, chociażby refleksji autorki, ilu mieszkańców Królewca (historyczna nazwa Kaliningradu) stać na to, by robić na tym targowisku zakupy.

- Trzecia kwestia to jest pokazanie, że Rosja nie jest izolowana w świecie. Więc w Królewcu widzimy autobus pełen studentów, którzy przyjeżdżają studiować z Ekwadoru czy Azji. Widzimy też przywiązanie Rosjan do kultury wyższej oraz najważniejszy punkt, czyli to, że Rosja jest militarną potęgą, więc jeśli mniejsze kraje takie jak Polska czy Litwa będą eskalować konflikt, to pożałują, bo Rosja ich zmiażdży, wiec Polacy uważajcie, te rakiety w trzy minuty mogą spaść na Warszawę. Ostatnim punktem jest to, że w Rosji nie ma zamordyzmu i tu też mamy absurdalny fragment tego wywiadu z kobietą, która twierdzi, że wysłała wideo materiał z pytaniami do Putina, a on jej odpowiedział - opowiadał gość TOK FM.

Prowadząca audycję Karolina Lewicka zapytała, czy ten reportaż jest jakąś normalizacją Rosji? W ocenie Majmurka bez wątpienia tak. Dziennikarz Krytyki Politycznej zaznaczył, że w jego ocenie zdumiewające jest to, że autorka nie zaznacza na początku reportażu, że nie można oczekiwać od ludzi spotkanych na ulicy, widzących kamerę, że będą mówić szczerze w takim kraju jak Rosja. Gość TOK FM podkreślił, że widzi też kilka błędów warsztatowych. 

Obejrzeliśmy jeden odcinek z wielu, więc też nie chce wydawać sądu na temat tego reportażu, który jest częścią większej całości na podstawie jednego fragmentu. Choć ta pierwsza część niewątpliwie wygląda bardzo dziwnie. - skwitował Majmurek. 

Źródło: TOK FM/ Fot. Pawel Wodzynski/East News