advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

11 mld dolarów w tydzień. Czy wojna na Bliskim Wschodzie idzie po myśli Trumpa?

4 min. czytania
12.03.2026 16:05

Cztery do pięciu tygodni miała potrwać amerykańska operacja w Iranie. Donald Trump miał liczyć na to, że Irańczycy szybko się poddadzą w obliczu zmasowanego ataku. - Tymczasem bronią się i sieją chaos w regionie, co odbija się na sojusznikach USA - bogatych krajach Zatoki Perskiej. One cierpią na tej sytuacji najbardziej - mówi Thomas Orchowski z redakcji zagranicznej TOK FM.

Donald Trump
Donald Trump
fot. Jon Cherry/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak z perspektywy celów USA przebiega wojna na Bliskim Wschodzie?
  • Kto najbardziej traci na przedłużającym się konflikcie?
  • Jaki stosunek do "Epickiej Furii" ma amerykańskie społeczeństwo?

Myślę, że wojna jest w zasadzie całkowicie zakończona. Oni nie mają marynarki, nie mają łączności, nie mają też sił powietrznych - tak na początku tygodnia mówił o Iranie Donald Trump. Później wycofał się z tej wypowiedzi, sam Iran zaś nie ustaje w odpowiadaniu ogniem - w nocy ze środy na czwartek przeprowadził serię ataków rakietowych i dronowych na cele w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Kuwejcie, ostrzeliwuje również statki handlowe w cieśninie Ormuz.

Zresztą działa nie tylko konwencjonalnie - jego macki mogą sięgać nawet do naszego kraju. W ostatnich dniach doszło do nieudanego cyberataku na Narodowe Centrum Badań Jądrowych. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w czwartek informował, że działania koordynowane były prawdopodobnie właśnie z Iranu.

Wojna na Bliskim Wschodzie. Tak to miało wyglądać?

Czy wobec tego wszystkiego amerykańska operacja "Epicka Furia" idzie zgodnie z planem? - W pierwszych dniach Amerykanie osiągnęli niewątpliwe sukcesy. Zabili najwyższego przywódcę Iranu Alego Chameneiego i szereg ważnych wojskowych. Wydawać by się mogło, że sparaliżowali Iran. Ale wraz z upływem czasu okazuje się, że Irańczycy wciąż walczą. I że od jakiegoś czasu byli gotowi, że najwyższy przywódca zostanie zabity - zaznacza w rozmowie z Tokfm.pl Thomas Orchowski, dziennikarz TOK FM.

Deklarowane cele USA? - Wyeliminowanie zagrożenia balistycznego, nuklearnego, zniszczenie marynarki. Tyle że Waszyngton nie mówi, w jakim momencie uzna, że wyeliminował zagrożenie rakietowe ze strony Iranu - podkreśla Orchowski.

Bo sam Trump "deklaruje tylko, że Amerykanie jeszcze nie skończyli". - Prawdopodobnie myśleli, że powtórzą scenariusz z Wenezueli, gdy po porwaniu dyktatora Nicolasa Maduro zainstalowali na miejscu bardziej przychylne sobie władze. Tymczasem Irańczycy wybrali na najwyższego przywódcę Modżtabę Chameneiego, który w amerykańsko-izraelskiej operacji - oprócz ojca - stracił też matkę, żonę i syna. Zawsze był związany raczej z twardogłowymi w Iranie, więc można się spodziewać eskalacji, a nie uspokojenia sytuacji - przewiduje nasz rozmówca.

Kto na tym traci?

Cztery do pięciu tygodni - według zapowiedzi Trumpa tyle czasu miał trwać atak na Iran. W najbliższą sobotę miną już dwa od rozpoczęcia operacji. - Trump prawdopodobnie liczył, że po przeprowadzeniu ataków reżim się ugnie i podejmie szereg decyzji zgodnych z wolą Amerykanów - mówi Orchowski. - Czyli na przykład nie będzie rozwijać nie tylko technologii nuklearnej, ale też balistycznej. Amerykanie twierdzą, że musieli działać, bo inaczej Teheran opracowałby rakiety, które byłyby w stanie dosięgnąć wybrzeży Ameryki. A koniec końców reżim chciał też rzekomo opracować broń jądrową - dodaje.

Zdaniem dziennikarza amerykańska administracja liczyła, że po kilku dniach skomasowanego ataku Irańczycy po prostu się poddadzą. - Tymczasem bronią się i sieją chaos w regionie, co odbija się na sojusznikach USA - bogatych krajach Zatoki Perskiej. One cierpią na tej sytuacji najbardziej - podkreśla ekspert.

Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar czy Bahrajn nie mogą obecnie eksportować ropy, straciły także zaufanie jako bezpieczne przystanie dla inwestycji. - To wszystko nakazuje im przemyśleć swój strategiczny sojusz z USA. To może być kolejna negatywna konsekwencja dla Amerykanów. Oprócz olbrzymich wydatków na tę operację. "New York Times" donosi, że tylko pierwszy tydzień wojny w Iranie kosztował Amerykanów 11 miliardów dolarów - dodaje Orchowski.

"Po podziałach partyjnych"

I to wysokie koszty wojny mogą odpowiadać za negatywny jej odbiór przez amerykańskie społeczeństwo. Jak wynika z sondażu NPR/PBS/Maris, jedynie 36 proc. Amerykanów popiera działania Trumpa w sprawie Iranu, a przeciwko jest 56 proc. - Ten odbiór idzie po podziałach partyjnych. Demokraci krytykują, republikanie raczej chwalą. Ale to drugie może się szybko zmienić - zauważa dziennikarz TOK FM.

- "Bombardowania tak, boots on the ground (fizyczna obecność wojskowych na miejscu - red.) - nie". To jest podejście zwolenników republikanów. Jeśli więc będziemy mieć do czynienia z przedłużającym się konfliktem, może to wpłynąć na poparcie dla Trumpa. A tym musi się przejmować, bo w listopadzie za oceanem odbędą się wybory uzupełniające, w których decydować się będą losy republikańskiej kontroli nad Izbą Reprezentantów i Senatem - podkreśla Orchowski.

- Trump chce skończyć tę wojnę jak najszybciej, żeby nie stracić najbardziej zagorzałych zwolenników z ruchu MAGA, którzy przecież głosowali na niego, bo obiecywał im, że będzie się zajmował przede wszystkim USA - przekonuje dziennikarz. Tymczasem amerykański prezydent znowu sięgnął po siły zbrojne i to daleko od kraju. - Na pewno nie pomogło mu to, co powiedział sekretarz stanu Marco Rubio. Przyznał on, że Amerykanie musieli zaatakować, bo i tak zrobiłby to Izrael. Zabrzmiało to tak, że Waszyngton jest kontrolowany przez Izrael - przypomina Orchowski.

Źródło: Tokfm.pl, Npr.org