Rok po zapowiedzi Sejm przypomniał sobie o komisji ds. pedofilii. "Mam przeczucie, że będzie służyła odwróceniu uwagi od Kościoła"

- Mam przykre przeczucie, że państwowa komisja ds. pedofilii w obecnym kształcie będzie służyła niestety bardziej odwróceniu uwagi od Kościoła i zamydleniu sprawy - mówi nam Agata Diduszko-Zyglewska, działaczka społeczna i radna Warszawy, która od lat zajmuje się sprawami wykorzystywania dzieci i młodzieży przez duchownych.
Zobacz wideo

Trzeba było kolejnego filmu braci Sekielskich, by politycy przypomnieli sobie, że parę miesięcy temu przegłosowali ustawę dotyczącą powołania specjalnej komisji do spraw pedofilii. Miała być to "Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15". Premier Morawiecki zapowiedział jej powstanie rok temu - w maju - po premierze pierwszego filmu Tomasza i Marka Sekielskich "Tylko nie mów nikomu". Uchwała w tej sprawie została przyjęta przez parlament 30 sierpnia 2019 roku, a w połowie września podpisał ją prezydent Andrzej Duda. I co dalej? Cisza.

Dopiero teraz, osiem miesięcy po wejściu ustawy w życie, posłowie mają zająć się zmianą Regulaminu Sejmu, która to umożliwi powołanie im swoich przedstawicieli do tejże komisji. Szef klubu PiS Ryszard Terlecki, pytany kilka dni temu przez dziennikarzy, czy wpływ na nagłe przyspieszenie sprawy miała emisja "Zabawy w chowanego" przyznał, że dokument ten "z pewnością zmobilizował i opinię publiczną, i parlament do tego, żeby ta komisja wreszcie powstała i zaczęła działać". Kilka dni wcześniej swoich przedstawicieli do tego ciała powołali Rzecznik Praw Dziecka, prezydent oraz premier. Mateusz Morawiecki wytypował Elżbietę Malicką, Andrzej Duda - Justynę Kotowską z Instytutu Psychiatrii i Neurologii Kliniki Psychiatrii Sądowej, a Mikołaj Pawlak - socjologa i bioetyka Błażeja Kmieciaka.

Komisja ds. pedofilii. Czym ma się zająć?

Zgodnie z ustawą, komisja powinna m.in. stworzyć raport zawierający stwierdzone przypadki nadużyć seksualnych, przypadki niezawiadomienia właściwego organu o podejrzeniu popełnienia nadużycia seksualnego, a ponadto - opracować wnioski i rekomendacje dla organów państwa dotyczące zwalczania przestępstw o charakterze pedofilskim.

- Mam przykre przeczucie, że ta komisja w obecnym kształcie będzie służyła niestety bardziej odwróceniu uwagi od Kościoła i zamydleniu sprawy - mówi nam Agata Diduszko-Zyglewska, działaczka społeczna i radna Warszawy. - Wiemy już, że do tej komisji powoływane są osoby bezpośrednio związane z Kościołem, na przykład ekspert Ordo Iuris wskazany przez Rzecznika Praw Dziecka. Ten człowiek ma na swoim koncie wypowiedzi, które wybielają tę instytucję w tej sprawie - stwierdza radna.I przypomina, że już wiele miesięcy temu powstał obywatelski projekt ustawy powołujący specjalną komisję prawdy i zadośćuczynienia. Komisja ta miałaby wyjaśnić przypadki pedofilii wśród duchownych i tuszowania jej przez innych hierarchów. - To naprawdę świetny projekt, napisany przez znakomite profesorki prawa, skonsultowany z osobami zajmującymi się tą sprawą z różnych perspektyw, jak ja czy Joanna Scheuring-Wielgus (…). Szkoda, że nie ma większości politycznej w Sejmie, która chciałaby z niego skorzystać - przyznaje nasza rozmówczyni.

Mapa pedofilii w Kościele i 11 mln odsłon

Agata Diduszko-Zyglewska od kilku lat zajmuje się sprawami wykorzystywania dzieci i młodzieży przez duchownych. Ponad rok temu współtworzyła interaktywną mapę kościelnej pedofilii, ukazującą skalę tego zjawiska w naszym kraju. Obecnie mapa ma blisko 11 milionów odsłon i jest na bieżąco aktualizowana. Znajdują się na niej takie punkty jak: ofiary duchownych, zgłoszenia ofiar, sprawy opisane w mediach, inne rodzaje przemocy duchownych wobec dzieci, tuszowanie spraw/przenoszenie sprawców czy sprawy zakończone wyrokiem sądowym. Łącznie 970 punktów.

Mapa kościelnej pedofiliiMapa kościelnej pedofilii mapakoscielnejpedofilii.pl

Radna napisała też (wraz z Joanną Scheuring-Wielgus i Anną Frankowską) specjalny raport na temat naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów. Dokument powstał w języku polskim, hiszpańskim i angielskim. Został przekazany na ręce samego papieża Franciszka. - Nikt nigdy wcześniej nie zgromadził tych nazwisk w jednym miejscu. Wydawało nam się, że to jest taki moment, od którego nie ma już powrotu - że państwo musi zareagować i Kościół również - mówi Diduszko-Zyglewska.

Dość szybko okazało się, że były to złudne nadzieje. Kościół - owszem - zareagował, ale chyba nie tak, jak oczekiwały twórczynie raportu i przede wszystkim - ofiary przestępstw pedofilskich. Na pamiętnej konferencji prasowej zorganizowanej w marcu 2019 roku w episkopacie wysoko postawieni hierarchowie stwierdzili wprost, że hasło "pedofilia w Kościele" zostało "ukute ideologicznie", jest "dość zręcznie dobrane i miało z jednej strony wskazać na problem, który istnieje, a z drugiej zaś strony poderwać autorytet Kościoła" i zniszczyć wobec niego zaufanie. 

Reakcji z Watykanu też nie było żadnej. - My długo na to czekałyśmy. Ten raport był dostarczony w wersji polskiej, hiszpańskiej i angielskiej, żeby papież mógł przeczytać o wszystkim bezpośrednio. Żeby nikt nie mógł powiedzieć, jak w przypadku Jana Pawła II, że rzekomo o niczym nie wiedział, pomimo publikacji prasowych i toczących się procesów. Franciszek dostał do ręki konkretny publiczny dokument - opowiada radna. Wspomina też o oczekiwaniach, jakie stawiano wobec wizyty abpa Charlesa Scicluny w Polsce. To watykański wysłannik zajmujący się sprawami pedofilii w Kościele, który m.in. ujawnił skalę tego typu przestępstw w Chile. - Arcybiskup powiedział, że o żadnym raporcie nic nie wie, bo nie może czytać wszystkich dokumentów, które trafiają do Watykanu, co było absurdalne, bo przyjechał rozmawiać dokładnie o tym - wspomina.

Diduszko-Zyglewska w rozmowie z nami mówi wprost: "To niesamowite, jak udało się państwu polskiemu zignorować tę sprawę, nie zrobić nic". - Kościół to potężna, ale jednak instytucja działająca w naszym państwie i to państwo pozwala, by działała zupełnie ponad prawem, żeby jej pracownicy mieli nieograniczony dostęp do dzieci na sto różnych sposobów i nie podlegali żadnej kontroli - stwierdza dalej radna. Jak dodaje, zmienić musi się wiele spraw, ale kluczowe (i jednocześnie bardzo proste) jest zniesienia przedawnienia. - Specyfika przestępstw seksualnych wobec dzieci jest taka, że dorosłe osoby, które padły ich ofiarą są w stanie o tym mówić po bardzo długim procesie terapeutycznym, najczęściej grubo po trzydziestce. A polskie prawo jest tak skonstruowane, że osoba, która skończy 30 lat, już nie może się domagać sprawiedliwości - wyjaśnia Diduszko-Zyglewska i podkreśla: "to jest kwestia zmiany jednego zapisu w Kodeksie karnym, można to zrobić chociażby na najbliższym posiedzeniu Sejmu".

- Kościół jest winny, bo systemowo chroni sprawców, natomiast jeszcze bardziej winne jest państwo polskie, które wie o krzywdzie dzieci i systemowym kryciu przestępców, i od dawna nie reaguje - podsumowuje. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM