Widok Poczobuta na "diecie a'la Łukaszenka" "ściska serce". Dyner: To element wywierania nacisku na Polskę
Proces Andrzeja Poczobuta, który zaczął się w poniedziałek w Grodnie, będzie się toczył za zamkniętymi drzwiami. Wniosek o utajnienie postępowania złożył prokurator.
Andrzej Poczobut - dziennikarz współpracujący m.in. z 'Gazetą Wyborczą' i działacz Związku Polaków na Białorusi - jest oskarżony z dwóch artykułów kodeksu karnego Białorusi o "wzniecanie nienawiści" oraz wzywanie do sankcji i działań na szkodę Białorusi. Najwyższy wymiar kary to 12 lat pozbawienia wolności.
Media obiegły zdjęcia oraz krótkie filmy z sali sądowej, na których wychudzony Poczobut ledwo przypomina samego siebie. - Nie ukrywam, że serce mi się ścisnęło - przyznała w TOK FM Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Ekspertka w rozmowie z Mikołajem Lizutem przypomniała, że to nie pierwszy raz, gdy więzienne warunki odbiły się na zdrowiu Andrzeja Poczobuta.
- To nie jest przecież pierwszy proces Andrzeja. Poprzednio było trochę tak, że na tle poprawy stosunków polsko-białoruskich ostatecznie nie postawiono mu zarzutów, proces się nie odbył. Pamiętam, że wtedy Andrzej też bardzo schudł w więzieniu i zażartował: 'Dieta à la Łukaszenka może wyjdzie mi na zdrowie'. Teraz widzę, że niekoniecznie - mówiła Dyner.
"Reżim upatrzył go sobie jako niezależnego, niepokornego dziennikarza"
Zdaniem analityczki PISM proces Andrzej Poczobuta to "moment odgrywania się na Polsce". - Nie mam wątpliwości, że reżim będzie chciał wykazać winę Andrzeja. Jeżeli nie zostanie zasądzony najwyższy wymiar kary, to i tak będzie to proces, który wszyscy będą odbierali jako element wywierania nacisku na Polskę. (...) Niemniej jednak reżim upatrzył go sobie jako niezależnego, niepokornego dziennikarza, który zawsze mówił o tym wszystkim, co jest źle na Białorusi - przekonywała w rozmowie z Mikołajem Lizutem.
Andrzej Poczobut jest oskarżony z dwóch artykułów kodeksu karnego Białorusi o "wzniecanie nienawiści" oraz wzywanie do sankcji i działań na szkodę Białorusi. Najwyższy wymiar kary to 12 lat pozbawienia wolności.
Na salę, w której odbywa się proces, wpuszczono tylko kilka osób - najbliższą rodzinę i bliskich Andrzeja Poczobuta. W tym gronie znalazły się m.in. żona i rodzice dziennikarza. Na proces do Grodna przyjechał też chargé d’affaires RP na Białorusi Marcin Wojciechowski, który sam był dziennikarzem i przyjaźni się z Poczobutem. Jak tłumaczyła Anna Dyner, dlatego, że Poczobut nie ma podwójnego obywatelstwa, nie będzie mógł więc otrzymać wsparcia konsularnego.
- Tak czy inaczej, jest to sygnał polityczny w stronę władz białoruskich, że dla nas Andrzej, mimo że nie ma naszego obywatelstwa, jest bardzo ważną osobą i istotnym działaczem, uznawanego jedynie przez Warszawę Związku Polaków na Białorusi - mówiła ekspertka z PISM w rozmowie z Mikołajem Lizutem.
Proces Poczobuta odroczony. W co gra białoruski reżim? 'Potrzebuje argumentów w stosunkach z Rosją'