Jednej rzeczy Orban nie przewidział. Na Węgrzech może wygrać opozycja. Co wtedy? [KORESPONDENCJA Z BUDAPESZTU]
- Mamy dosyć korupcji i złodziejstwa Fideszu, gospodarka jest w beznadziejnym stanie, nie chcemy być jak Rosja, chcemy być częścią Zachodu - mówili mi młodzi uczestnicy koncertu, który odbył się w piątek na budapesztańskim Placu Bohaterów. To symboliczne miejsce. W 1989 roku premier Viktor Orban wygłosił tam antykomunistyczną mowę, która wyniosła go do politycznej pierwszej ligi. Teraz młodzi, którzy zgromadzili się w tym samym miejscu, mogą zakończyć szesnastoletnie rządy jego Fideszu.
Na Plac Bohaterów ciągnęły tłumy. Czułem się jak na festiwalu muzycznym, a nie na zgromadzeniu zorganizowanym zaraz przed wyborami. "Wielki Koncert Niszczący System" nie był związany z żadną partią, choć oczywiście pojawiły się na nim symbole opozycyjnej Tiszy. Chodziło o pokazanie obywatelskiego sprzeciwu wobec systemu, który, jak mówili mi młodzi, nie daje szans na normalne życie.
- Jak znowu wygrają, wyjeżdżam - usłyszałem od jednej dziewczyny.
Na dzień przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi komentatorzy przewidują, że frekwencja może być rekordowo wysoka.
NER - Orbanowska wizja świata
Fidesz rządzi na Węgrzech od 2010 roku. Przez ten czas praktycznie miał większość konstytucyjną, która pozwalała mu dowolnie kształtować państwo. Swój twór Orban nazwał Systemem Współpracy Narodowej (NER).
NER teoretycznie oparto na poczuciu solidarności wobec wspólnoty. Tak naprawdę chodziło o masowe zawłaszczenia państwa przez osoby związane z Fideszem i zabetonowanie systemu, by jak najbardziej utrudnić jego zmianę. To doprowadziło do sytuacji, w której Węgry są najbardziej skorumpowanym i najmniej demokratycznym państwem w UE. Nazywa się je "demokracją nieliberalną", "demokracją wodzowską" lub "autokracją elektoralną".
Fideszowski klientelizm
- Korupcja to dzisiaj na Węgrzech kluczowy element rządzenia - tłumaczy mi Sandor Lederer, dyrektor K-Monitor, organizacji non-profit, która kontroluje działania władz. - Ludzie Fideszu wzbogacili się na różne sposoby. Przede wszystkim przez zamówienia publiczne, ale też preferencyjne pożyczki, prywatyzację, przydzielanie państwowych i unijnych pieniędzy, czy zmianę prawa pod konkretne firmy - wyjaśnia.
Najbardziej znanym przykładem "Fidesz Dream" jest Lorinc Meszaros, były wójt wioski Felcsut, gdzie dorastał z Orbanem. Mesarosz przeszedł drogę od instalatora gazowego do miliardera. Jest najbogatszą osobą na Węgrzech.
- Oczywiście stało się to dzięki jego kontaktom z Orbanem i korupcyjnym układom - zaznacza Lederer. - Wiele osób uważa, że majątek, który zgromadził, tak naprawdę należy do Orbana, a on jest tylko jego słupem. Kiedy Meszaros został zapytany, co zrobił, że wzbogacił się szybciej, niż Zuckerberg, odpowiedział: "może jestem od niego mądrzejszy" - uśmiecha się aktywista.
Rozmontowywanie demokracji
Z Martą Pardavi, wiceprzewodniczącą Węgierskiego Komitetu Helsińskiego, który powstał w 1989 roku i należy do Międzynarodowej Helsińskiej Federacji Praw Człowieka, spotykam się w jej biurze w budynku Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego. Orban wyrzucił tę uczelnię z Węgier w ramach wojny z Georgem Sorosem. Liberalny miliarder-filantrop to jedna z ofiar orbanowskiej kampanii ataków. Innymi poszkodowanymi byli migranci, w międzyczasie lider Fideszu wciąż atakuje Brukselę, a ostatnio zajadle prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego, który toczy wojnę z Rosją.
- Przez szesnaście lat rządów Fideszu praworządność, podstawowe wolności, mechanizmy obrony demokracji, zostały rozmontowane - podkreśla Pardavi.
- To system, który bardzo długo zachował pozory, że działa zgodnie z prawem. Fidesz miał superwiększość i mógł zmienić konstytucję pod siebie - dodaje.
Orban zmienił między innymi system wyborczy. W niedzielę Węgrzy zagłosują na dwie listy. 106 mandatów wybierać będą w okręgach jednomandatowych, 93 - z list krajowych. Wyznaczone pod Fidesz JOW-y i kompensacja w systemie proporcjonalnym zostały tak skonstruowane, że faworyzują partię masową, z dużym poparciem na prowincji. Dotychczas był to Fidesz. W tym systemie Orban nigdy nie dostał więcej niż połowy głosów, a zawsze miał większość konstytucyjną. Teraz system może się jednak zwrócić przeciwko niemu. W razie wygranej Tiszy to ona skorzysta na zasadzie "zwycięzca bierze wszystko".
Pardavi zwraca uwagę, że Fidesz starał się przygotować na możliwość utraty władzy. Na niektóre kluczowe stanowiska powołano osoby lojalne wobec partii Orbana i dano im bardzo długie kadencje. Celem tego jest sparaliżowanie działań potencjalnego opozycyjnego rządu. No, chyba że Tisza zdobędzie dwie trzecie mandatów, czyli większość konstytucyjną - wtedy będzie mogła skończyć z NER-em. Niektóre analizy wskazują, że to realistyczny scenariusz.
Magyar - głos sprzeciwu z środka systemu
Andras Dezso w analizie opublikowanej na portalu Telex.hu, jednym z niewielu niezależnych, które ostały się na Węgrzech, zwraca uwagę, że są przesłanki ku temu, by sądzić, że orbanowski NER naprawdę się załamuje. Dziennikarz zauważa, że reżim otrzymał największe ciosy z miejsca, z którego nigdy nie dostawał ich wcześniej - z wewnątrz systemu. Chodzi na przykład o kolejnych policjantów czy wojskowych, którzy ujawniają patologie panujące w służbach i armii. Z Fideszu wywodzi się też przecież sam Peter Magyar, lider Tiszy.
45-latek to były członek partii Orbana i eksmąż Judit Vargi, byłej ministry sprawiedliwości. Dobrze wyglądającą parę przedstawiano jako ideał węgierskiej rodziny. Varga odeszła ze stanowiska w atmosferze skandalu, za jej kadencji ułaskawiono dyrektora szkoły skazanego za tuszowanie pedofilii. Magyar wykorzystał tę sprawę do budowania swoje kariery politycznej. Jest prawnikiem, pochodzi z dobrze sytuowanej, konserwatywnej, budapesztańskiej rodziny. Dlatego w wielu światopoglądowych kwestiach z Fideszem mu po drodze, podobnie jak chociażby jeśli chodzi o migracje.
- Co innego w sprawach międzynarodowych - tłumaczy mi Patrik Galavits z portalu Direkt36. - Magyar chce, żeby Węgry były znowu wiarygodnym partnerem w Unii Europejskiej oraz w NATO i odwróciły się od Rosji. Pod tym względem Magyara i Orbana dzieli naprawdę przepaść - zaznacza dziennikarz.
Quiz: Quiz tygodnia TOK FM: ile zapamiętałeś z najważniejszych wydarzeń ostatnich dni?
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Magyar mówi Putinowi "niet"
- Pozwólcie mi powitać tutaj rosyjską propagandę - mówił na jednym z ostatnich wieców na prowincji Magyar. - Dziękuję za przybycie, proszę się cieszyć wolnością i możliwością obserwacji zmiany reżimu - zwrócił się Magyar do uśmiechającego się pracownika "Izwestii". Tłum zaczął wtedy skandować "Ruszkik, haza!", czyli "Rosjanie do domu". To hasło z rewolucji 1956 roku, gdy Węgrzy powstali przeciwko komunistycznemu reżimowi.
Dzisiaj Węgrzy wcale nie są jakimś prorosyjskim narodem. Mimo to Orban coraz bardziej zbliża się do Moskwy. W mediach przed kampanią co chwilę pojawiały się na to kolejne dowody: transkrypcja rozmowy Orbana z Władimirem Putinem, w której premier Węgier deklaruje, że jest do dyspozycji; szef MSZ-u Peter Szijartto ujawniający swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi, co dzieje się na unijnych spotkaniach; porozumienie z końca zeszłego roku o zacieśnianiu współpracy między Moskwą i Budapesztem.
Kremlowi tak zależy na pozostaniu Orbana u władzy, że wysłał na Węgry sztab ludzi, który ma mu pomóc wygrać wybory. To te same osoby, które odpowiadały za mieszanie w czasie kampanii w Mołdawii czy Rumunii. Według doniesień mediów Rosjanie mieli nawet sugerować zainscenizowanie zamachu na Orbana, żeby Węgrzy przestali zajmować się drożyzną, a zaczęli rozmawiać o biednym premierze, który stał się ofiarą ataku.
Magyar wcale nie proukraiński
Rosja chce wygranej Fideszu, bo ten jest jej cennym koniem trojańskim w Unii - nie tylko wynosi informacje, ale też blokuje proukraińskie działania. Orban wetuje dziewięćdziesiąt miliardów euro pożyczki dla Kijowa i sprzeciwia się dwudziestemu pakietowi sankcji na Moskwę. Za zniesienie weta oczekuje od Ukraińców odbudowy rurociągu "Przyjaźń", którym Budapeszt sprowadza rosyjską ropę i który... zniszczyli sami Rosjanie.
W czasie kampanii Orban kreował się na polityka opowiadającego się za pokojem i gwaranta bezpieczeństwa - w przeciwieństwie do rzekomo nieodpowiedzialnego Magyara, który chce wciągnąć Węgry w wojnę. Na ulicach Budapesztu widać billboardy z Zełeńskim i Magyarem i podpisem "zjednoczmy się przeciw wojnie". Taka retoryka często trafia na podatny grunt przez antyukraińksie nastroje na Węgrzech. Chodzi przede wszystkim o domniemane złe traktowanie węgierskiej mniejszości w Ukrainie.
Magyar też nie jest proukraiński. Nie chce pomocy militarnej dla Kijowa, sprzeciwia się szybkiej akcesji Ukrainy do UE. Czy to przedwyborcza taktyka, czy rzeczywiste poglądy Magyara - to pytanie, na które odpowiedź poznamy po ewentualnej wygranej Tiszy. Na pewno jednak wygrana opozycji oznaczałaby poprawę relacji z Brukselą. Po pierwsze, trudne o gorsze stosunki, niż za Orbana. Po drugie, Magyar będzie starał się uzyskać 18 mld euro unijnych funduszy, które teraz są zablokowane. To da się osiągnąć, ale ocieplając stosunki z Brukselą i największymi europejskimi krajami.
Kto popiera kogo?
- Państwa jak Niemcy, Francja czy Polska mają serdecznie dosyć Orbana i jego polityki - mówił mi Patrik Galavits z Direkt36. Dlatego tutaj w Budapeszcie wiele osób zastanawia się, która z europejskich służb przekazała dziennikarzom nagranie rozmów Szijartto z Siergiejem Ławrowem. Bo, że stały za tym służby, nie ma raczej wątpliwości.
Za działaniami obnażającymi węgiersko-rosyjską współpracę zapewne nie stali Amerykanie. Prezydent Donald Trump wspiera Orbana, na ostatniej kampanijnej prostej wysłał do Budapesztu wiceprezydenta J. D. Vance'a. Szefa Fideszu poparli też skrajnie prawicowi europejscy liderzy z Francji, Włoch, Holandii czy Austrii. Fanem Orbana jest premier Izraela Benjamin Netanjahu.
Premier Węgier dostaje szerokie zagraniczne wsparcie, w przeciwieństwie do Magyara. Jeszcze w Polsce usłyszałem, że lider Tiszy takiego otwarte poparcia po prostu nie chce, bo mogłoby być kontrskuteczne. Na miejscu sam przekonałem się o tym, że Tisza zagraniczne kontakty ograniczyła do minimum. Odmawia wywiadów międzynarodowym mediom.
Oczywiście kontaktów z zagranicznymi dziennikarzami nie chce też Fidesz. Partia Orbana na pytania po prostu nie odpowiada. Niektórzy obawiają się, że na Węgrzech może dojść właśnie do takiej raczej wizerunkowej zmiany.
- Najważniejsze to obalić ten system - zastrzegają uczestnicy opozycyjnego koncertu w Budapeszcie. - Opozycja nie jest gwarancją odzyskania demokracji, ale to pierwszy krok ku zmianie. Co potem... zobaczymy - podkreślają.
Thomas Orchowski jest specjalnym wysłannikiem radia TOK FM na wybory na Węgrzech. W niedzielę tuż po 21:00 zapraszamy na Program Specjalny TOK FM poświęcony węgierskim wyborom.
Źródło: tokfm.pl