,
Obserwuj
Nauka

Czym jest karta DiLO i dlaczego warto ją mieć? "Często pacjenci o tym nie wiedzą"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
4 min. czytania
11.04.2026 16:52

Karta DiLO funkcjonuje w polskim systemie ochrony zdrowia od 1 stycznia 2015 roku. W 2025 roku wydano ich aż ponad 370 tys. Czym właściwie jest karta DiLO? - To przepustka do miasteczka, w którym są różne zorganizowane rzeczy i miejsca. Możemy z nich korzystać pod warunkiem, że wcześniej poznamy reguły korzystania z tych miejsc - wyjaśniał w TOK FM ekspert rynku zdrowia Rafał Janiszewski.

Zielona Góra, oddział onkologiczny w Szpitalu Uniwersyteckim (zdjęcie ilustracyjne)
Zielona Góra, oddział onkologiczny w Szpitalu Uniwersyteckim (zdjęcie ilustracyjne)
fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl
  • Ekspert rynku zdrowia Rafał Janiszewski tłumaczył w "Prawie bez recepty", czym jest karta DiLO dla pacjentów onkologicznych i jak z niej korzystać. "Mówi o tak zwanej szybkiej ścieżce, to znaczy, że pacjent dzięki tej karcie będzie miał szybszy dostęp do diagnostyki i leczenia" - wyjaśniał gość TOK FM;
  • Jak podkreślił rozmówca Ewy Podolskiej, otrzymanie od lekarza POZ karty DiLo nie zawsze oznacza, że chorujemy na nowotwór. "Kartę DILO można wystawić na każdym etapie" - wyjaśnił Janiszewski;
  • Choć karta DiLO wprowadza sporo ułatwień w leczeniu, to jej posiadacz wciąż może napotkać wiele przeszkód. "Jeżeli nie poddajemy się profilaktyce, jeżeli z profilaktyki korzysta 30-parę procent, to pacjenci trafiają w stadium zaawansowanej choroby nowotworowej, tym samym zmniejszając dostępność pozostałym" - wskazał ekspert rynku zdrowia.

DiLO, czyli szybka ścieżka leczenia onkologicznego

O tym, czym jest karta DiLO (Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego) i jak z niej korzystać, mówił w "Prawie bez recepty" Rafał Janiszewski, ekspert w materii systemu świadczeń zdrowotnych. - Karta DiLO to narzędzie dla pacjenta, ale też zobowiązanie dla lecznic, co do organizacji udzielania świadczeń onkologicznych. Mówi o tak zwanej szybkiej ścieżce, to znaczy, że pacjent dzięki tej karcie będzie miał szybszy dostęp do diagnostyki i leczenia. Polega to przede wszystkim na pewnym usystematyzowaniu, ustrukturyzowaniu. (...) Powiedziałbym, że karta DiLO to przepustka do miasteczka, w którym są różne zorganizowane rzeczy i miejsca. Możemy z nich korzystać pod warunkiem, że wcześniej poznamy reguły korzystania z tych miejsc - tłumaczył ekspert rynku zdrowia w rozmowie z Ewą Podolską.

Jak zwrócił uwagę Janiszewski, to, że pacjent otrzymał od lekarza POZ kartę DiLO, niekoniecznie od razu oznacza nowotwór. - Kartę DILO można wystawić na każdym etapie, również w sytuacji, kiedy podejrzewamy nowotwór. Kiedyś jeden z ministrów miał dobry pomysł i powiedział: "Zapłaćmy lekarzowi POZ-u za czujność i nawet jeżeli w przypadku 90 proc. tych kart nowotwór się nie potwierdzi, cieszmy się z tego". Oczywiście kartę DiLO wystawiamy również wtedy, kiedy nowotwór potwierdzimy - podkreślił gość "Prawa bez recepty".

Jak działa karta DiLO? - Według prawa ktoś, kto ma kartę DILO, jest obsługiwany bez kolejki. Oznacza to, że on nie będzie czekał w kolejce z innymi, którzy przychodzą z innych powodów - niestrawności, chorób przewlekłych, a w kolejce z innymi pacjentami onkologicznymi, która bezsprzecznie jest krótsza. Dalej przepisy mówią, że od momentu podejrzenia do momentu postawienia diagnozy nie może upłynąć więcej niż siedem tygodni. Oznacza to, że wszystkie specjalistyczne ośrodki leczenia onkologicznego (SOLO) dostają za leczenie i diagnostykę tego pacjenta więcej pieniędzy, ale w zamian trzymają się terminu - tłumaczył ekspert.

Redakcja poleca

Od diagnostyki do opieki pooperacyjnej

Posiadacz karty DiLO, u którego jest podejrzewany nowotwór, przechodzi tzw. diagnostykę wstępna. - Jej celem jest potwierdzenie, czy nowotwór jest czy nie. Jeżeli nie, to kartę zamykamy, i odsyłamy do lekarza POZ-u. Jeśli nowotwór jest, pacjent wchodzi w tzw. diagnostykę pogłębioną. To odpowiedzenie na pytanie, jakiego rodzaju to jest nowotwór pod względem komórki, jaki jest stopień złośliwości, badania genetyczne, dobranie leczenia. Po diagnostyce pogłębionej odbywa się konsylium - specjaliści z różnych dziedzin analizują wyniki badań, stan pacjenta i ustalają u niego plan leczenia - opisywał Rafał Janiszewski.

Podczas konsylium pacjentowi jest przydzielany także koordynator leczenia onkologicznego. - To konkretna osoba, którą na karcie mamy wpisaną z imienia i z nazwiska. Jest telefon kontaktowy tej osoby, często również adres e-mailowy. Zadaniem tej osoby jest kontaktowanie się z nami, np. gdy jest wynik lub gdy trzeba przyjść na kolejne badanie. Koordynator prowadzi pacjenta przez ścieżkę onkologiczną za rękę - wytłumaczył gość Ewy Podolskiej.

Ekspert zaznaczył, że wszystkie kolejne etapy również są określone w przepisach. - Jest jasno powiedziane, że od momentu zgłoszenia się pacjenta już z diagnozą do szpitala do momentu rozpoczęcia leczenia nie może upłynąć więcej niż dwa tygodnie. Więc karta DiLO jest takim organizatorem procesu od podejrzenia przez diagnostykę aż do leczenia i opieki pooperacyjnej również - powiedział Rafał Janiszewski.

Jak później dodał gość "Prawa bez recepty", przepisy Narodowego Funduszu Zdrowia przewidują także pokrycie kosztów noclegu pacjenta. - Jeżeli pacjent, który przyjeżdża codziennie na jakieś badania lub leczenie i codziennie musi mieć chemioterapię ambulatoryjnie, a jest zamiejscowy, to szpital zapewnia mu hotel i Narodowy Fundusz Zdrowia za ten hotel płaci. Często pacjenci o tym nie wiedzą - wskazał.

Redakcja poleca

Skala problemu przeraża. "Pierwszy kontakt w trzecim i czwartym stopniu zaawansowania"

Niełatwo oprzeć się wrażeniu, że przedstawiony wyżej opis, biorąc pod uwagę realia funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia w Polsce, wygląda bardzo optymistycznie. Rafał Janiszewski zastrzegł, że przedstawił model działania karty DiLO "tak, jak mówi o tym prawo". - Natomiast życie to życie. Np. mamy placówki, które podzielone są według kompetencji SOLO 1, 2 i 3, czyli specjalistyczne ośrodki poziomu pierwszego, drugiego i trzeciego. Każdy z nich różni się zasobami. SOLO 1 zapewnia tylko jeden rodzaj leczenia, na przykład onkologiczne chemioterapią, zabiegami albo radioterapią. W związku z tym musi następować ruch pacjentów pomiędzy tymi ośrodkami, żeby wszystkim można było dać wszystko. Muszą pracować koordynatorzy, a pacjentom te terminy muszą pasować, jest też nieprzewidywalność przypadków, powikłania, stany nagłe, sytuacje, w których pacjentowi nie pasuje, sytuacje, w których lekarz zachorował. Nawet 15 minut, 20 minut przerwy zawala cały harmonogram - mówił ekspert w TOK FM.

"Największym problemem" - jak wskazał - jest jednak skala zachorowań. - Liczba pacjentów z chorobami nowotworowymi niesamowicie rośnie. I niestety musimy sobie powiedzieć, że w Polsce, w wielu kluczowych nowotworach pierwszy kontakt z pacjentem mamy w trzecim i czwartym stopniu zaawansowania choroby nowotworowej. Jeżeli nie poddajemy się profilaktyce, jeżeli z profilaktyki korzysta trzydzieści parę procent, to pacjenci trafiają w stadium zaawansowanej choroby nowotworowej, tym samym zmniejszając dostępność pozostałym - powiedział Rafał Janiszewski w "Prawie bez recepty".

Źródło: TOK FM