,
Obserwuj
Świat

93 i 106. Kluczowe liczby dla wyborów na Węgrzech

7 min. czytania
12.04.2026 15:10

Węgrzy głosowali w niedzielę w wyborach parlamentarnych, które mogą zakończyć prawie dwie dekady rządów Viktora Orbana. Wskazują na to przynajmniej sondaże. Międzynarodowe organizacje zajmujące się demokracją i prawami człowieka zwracają jednak uwagę na to, że skomplikowany sposób przeliczania głosów na mandaty faworyzuje rządzący Fidesz, a więc nie jest to gra na równym boisku. Do tego dochodzą doniesienia o kupowaniu głosów i wywieraniu presji na wyborcach. Tłumaczymy, jak działają mechanizmy, które mogą przesądzić o tym, kto zdobędzie władzę na kolejne cztery lata.

Budynek węgierskiego parlamentu w Budapeszcie
Budynek węgierskiego parlamentu w Budapeszcie
fot. Filip Naumienko/REPORTER
  • Na Węgrzech w niedzielę odbyły się wybory parlamentarne;
  • Według sondaży pierwszy raz od 16 lat premier Viktor Orban stoi przed realnym ryzykiem porażki;
  • Eksperci zwracają uwagę, że dokonywane w ostatnich latach zmiany w ordynacji wyborczej sprzyjają rządzącemu Fidesz;
  • Na Węgrzech nie publikuje się badań exit poll. Pierwsze cząstkowe wyniki wyborów zostaną podane około godziny 20.

"W niedzielę Węgrzy idą do urn, by wziąć udział w wyborach, które prawdopodobnie będą najważniejszymi w kraju od upadku komunizmu, ale nie będą to wybory uczciwe. Viktor Orban zadbał o to, znacząco przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyść przez stopniowe przejmowanie władzy przez lata" - pisał w swej analizie Politico. W jego ocenie taktyka Orbana "nie jest tak bezczelna, jak w przypadku wyborów (w Rosji) kontrolowanych przez Władimira Putina". "Rywale (węgierskiego premiera) twierdzą jednak, że mimo to udało mu się stworzyć niezwykle niesprawiedliwą przewagę dla swojej partii Fidesz poprzez manipulowanie okręgami wyborczymi, przejęcie mediów i kupowanie głosów" - dodał portal.

Jak zauważyła Kim Lane Scheppele, profesorka Uniwersytetu Princeton, "orbanowskie Węgry pokazują, jak autokraci mogą legalnie manipulować wyborami, wykorzystując większość parlamentarną do modyfikowania prawa i neutralizowania wszelkich strategii opozycji, by ich pokonać". "Wiele sukcesów wyborczych Orbana wynika z systemu wyborczego stworzonego tak, aby zapewnić mu zwycięstwo" - podkreśliła.

W wyborach z 2014 i 2018 roku Fidesz zdobywał większość kwalifikowaną w parlamencie, uzyskując mniej niż połowę głosów dzięki sprzyjającym granicom okręgów wyborczych, zorganizowanej tak zwanej turystyce wyborczej, manipulowaniu okręgami, poparciu etnicznych Węgrów poza granicami kraju i posłusznym mediom - przypomniał Politico. Jak dodał, "po wygranej w ostatnich wolnych i uczciwych wyborach na Węgrzech w 2010 r., (węgierski) premier szybko przystąpił do kładzenia fundamentów pod kolejne zwycięstwa".

System stworzony przez Orbana narusza standardy demokracji

W 2011 r. liczebność Zgromadzenia Narodowego (Orszaggyules) została zmniejszona z 386 do 199 deputowanych, a kraj podzielono na nowe okręgi wyborcze. Od tamtej pory 106 członków tego jednoizbowego parlamentu wybieranych jest w jednomandatowych okręgach. Obowiązuje tam zasada "zwycięzca bierze wszystko". Nawet minimalna przewaga oznacza zdobycie całego mandatu. To sprawia, że kluczowe znaczenie ma nie tyle ogólnokrajowy wynik procentowy, ile to, kto i jaką przewagą wygrywa w poszczególnych okręgach.

Pozostałe 93 mandaty pochodzą z list krajowych. Tu pojawia się dodatkowy element, który komplikuje system. Chodzi o mechanizm tzw. głosów kompensacyjnych. Do wyniku listowego doliczane są nie tylko "niewykorzystane" głosy przegranych kandydatów w okręgach jednomandatowych, ale także nadwyżkowe głosy zwycięzców. W praktyce oznacza to, że partia wygrywająca w terenie dostaje dodatkową premię również przy podziale mandatów z list. Ugrupowanie, które wygrywa w większości okręgów jednomandatowych, może zdobyć znaczną większość w parlamencie nawet przy stosunkowo niewielkiej przewadze w skali kraju.

Redakcja poleca

Do kolejnej ważnej nowelizacji ordynacji wyborczej doszło dwa lata temu. Zmniejszona została liczba okręgów w Budapeszcie z 18 do 16, a zwiększona w komitacie Peszt z 12 do 14. W parlamencie przed zmianami z 2011 r. w okręgach jednomandatowych wyłaniano 176 z 386 posłów, co stanowiło 45,6 procent wszystkich członków parlamentu. Wskaźnik ten wzrósł do 53,3 proc. obecnie. 

Okręgi wyraźnie różnią się wielkością, co narusza standardy Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. W najnowszym raporcie organizacja zwraca uwagę na obawy dotyczące manipulowania okręgami "faworyzującymi partię rządzącą". Duże okręgi znajdują się w bastionach opozycji, a mniejsze w regionach, które tradycyjnie wspierają rządzący Fidesz.

W wielu okręgach o wyniku decydują różnice od 10 do 20 tysięcy głosów - zauważyła z kolei Fundacja im. Friedricha Naumanna. Tradycyjnie zdominowane przez Fidesz są dające więcej mandatów okręgi wiejskie. Kandydaci tej partii zdobywają w nich zazwyczaj 45-65 proc. głosów. Węgierska prowincja charakteryzuje się tym, że jest zamieszkiwana przez osoby starsze, a jej mieszkańcy mają niższe średnie dochody, przez co w większej mierze polegają na wsparciu państwa. W związku z tym, że okręgi wiejskie posiadają średnio mniej wyborców, głosy w nich oddane mają większą wagę w przeliczeniu na mandat niż głosy oddane w miastach.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Quiz tygodnia TOK FM: ile zapamiętałeś z najważniejszych wydarzeń ostatnich dni?

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Jaki był - nieoficjalny - powód decyzji Donalda Trumpa o zwolnieniu Pam Bondi ze stanowiska prokuratorki generalnej?

    Przed wyborami z 2022 r. 25 ze 106 okręgów wyborczych nie spełniało standardów Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR), zgodnie z którymi okręgi mogą się różnić wielkością nie więcej niż o 10 proc.

    W wyborach w latach 2014, 2018 i 2022 rządząca koalicja Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) zdobywała znacznie więcej niż połowę mandatów pochodzących z jednomandatowych okręgów. Komentując wybory parlamentarne na Węgrzech kwartalnik akademicki "Journal of Democracy", stwierdził, że gdyby w wyborach z 2006 r. - ostatnich krajowych wyborach, w których nie wygrała koalicja pod wodzą Orbana - wprowadzono obecnie istniejące zasady, Fidesz je także by wygrał.

    - System wyborczy został skonstruowany tak, żeby chronić tych, którzy rządzą - komentował w rozmowie z tokfm.pl politolog, hungarysta, prof. Bogdan Góralczyk z Uniwersytetu Warszawskiego. - Orban przed każdymi wyborami zmieniał granice jednomandatowych okręgów. Przed tymi wyborami zabrał dwa okręgi Budapesztowi, który jest antyorbanowski - wskazał.

    Jak mówił w TOK FM politolog Dominik Hejj, "Fidesz, przyjmując nową ustawę wyborczą w 2011 roku i wielokrotnie nowelizując przepisy, przygotowywał się na taki moment jak teraz". Autor książki "Węgry na nowo. Jak Viktor Orban zaprogramował narodową tożsamość" podkreślił, że największa opozycyjna partia TISZA, która prowadzi w sondażach, "musi wygrać z Fideszem zdecydowanie wyraźniej niż odwrotnie, aby matematycznie przełożyło się to na korzystny dla niej wynik". Powinna zwyciężyć przewagą co najmniej trzech punktów procentowych, po to, żeby uzyskać odpowiednią liczbę mandatów i w efekcie móc stworzyć rząd. Fideszowi potrzebny jest do tego wynik bliski remisu.

    Gotówka za głos

    Na korzyść rządzących wpływa też przyjęta w 2021 r. ustawa, która zalegalizowała tak zwaną turystykę wyborczą. Wyborcy mogą rejestrować się w dowolnym miejscu w kraju, nawet jeśli nigdy tam nie mieszkali. Węgierski Komitet Helsiński ostrzegł, że ustawa "stworzyła ryzyko, iż wielu wyborców zarejestruje się w tych okręgach, w których spodziewane są bardzo wyrównane starcia".

    - Nagle zaludniają się puste domy, ludzie idą głosować - mówił prof. Góralczyk. Później - jak zwrócił uwagę - "znowu znikają".

    Redakcja poleca

    Zabiegając o dodatkowe głosy przed wyborami w 2014 r., Orban zaoferował obywatelstwo i prawo głosu około dwóm milionom etnicznych Węgrów mieszkających w krajach sąsiednich. Z biegiem lat z tej oferty skorzystały setki tysięcy osób z terenów, które przed I wojną światową należały do Węgier. Około 90 proc. z nich głosuje na Fidesz, który zainwestował miliony euro w ich społeczności - zwraca uwagę Politico. Głosowanie tej grupy odbywa się korespondencyjnie, a wpis do rejestru wyborców zagranicznych jest ważny przez 10 lat. System nie wymaga weryfikacji, czy na przykład ktoś żyje, co - jak wskazują analitycy - otwiera pole do potencjalnych nadużyć, określanych jako głosy "martwych dusz".

    Pojawiają się też zarzuty dotyczące korupcji wyborczej. 26 marca wyemitowano film dokumentalny niezależnych dziennikarzy zatytułowany "Cena głosu" o powszechnym kupowaniu głosów. Naoczni świadkowie twierdzili, że Fidesz oferował gotówkę w zamian za głosy. W poprzednich latach były inne doniesienia o praktykach wywierania presji na wyborców. Pracownicy, szczególnie w mniejszych miejscowościach, mieli robić zdjęcia kart do głosowania z zaznaczonym poparciem dla Fideszu i przekazywać je pracodawcom jako dowód lojalności. Takie sygnały pojawiały się w relacjach organizacji pozarządowych i mediów, choć - jak podkreślają obserwatorzy - trudno je systemowo udokumentować ze względu na charakter tych praktyk i obawy samych wyborców.

    Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61 przyznała w TOK FM, że "dotyczy to zwłaszcza administracji samorządowej". - Wśród tych osób pojawia się obawa, że jeżeli nie pokażą na kogo głosowali, to stracą pracę. A w sytuacji niskich zarobków i ograniczonych możliwości zatrudnienia to staje się ważnym problemem - podkreśliła. Ekspertka zwróciła również uwagę na to, jak Fidesz kontroluje to, czy opłaceni wyborcy zagłosowali na pewno tak, jak się od nich oczekuje. - Do lokalu wchodzi ktoś, kto ma to sprawdzić - mówiła. Jak podsumowała, "takie rzeczy się dzieją kilkaset kilometrów od Polski w państwie, które należy do Unii Europejskiej".

    Niezależne media, które w kraju rządzonym przez Orbana stanowią znaczną mniejszość, opisały też inne metody wpływania na wynik wyborów, w które angażowali się między innymi burmistrzowie Fideszu. Jedną z nich było organizowanie transportu dla wyborców i przewożenie ich pomiędzy okręgami.

    Bez ciszy wyborczej, bez wyników exit poll

    Na Węgrzech po głosowaniu w wyborach parlamentarnych nie publikuje się sondaży exit poll. Prawo wyborcze nie przewiduje również ciszy wyborczej. Kampania trwała więc do zamknięcia lokali wyborczych w niedzielę o godzinie 19. W dniu głosowania obowiązuje jedynie zakaz agitacji politycznej w odległości do 150 metrów od lokali wyborczych.

    Narodowe Biuro Wyborcze (NVI) poinformowało, że liczenie głosów rozpocznie się natychmiast po godz. 19, a wstępne wyniki - wraz ze wskazaniem odsetka przeliczonych głosów - powinny zostać opublikowane około godz. 20. Oczekuje się, że w noc wyborczą podliczonych zostanie ponad 90 proc. głosów oddanych w kraju. Głosy oddane za granicą muszą wpłynąć do kraju najpóźniej w czwartym dniu po wyborach i zostać podliczone najpóźniej do 18 kwietnia. W przypadku zbliżonej liczby głosów oddanych na największe listy istnieje możliwość, że ostateczny wynik wyborów zostanie przedstawiony dopiero w sobotę po wyborach.

    Za liczenie głosów w odpowiada NVI, którego szefa na dziewięcioletnią kadencję powołuje prezydent na wniosek premiera. Obecnie oba te stanowiska pozostają w rękach polityków związanych z Fideszem.

    Źródło: TOK FM, PAP